Wysłany: 2005-08-17, 20:02 Opinie na temat prac Marcina Drózda
Krew Curvenów - Nowy Porządek
Tekst długi, będzie więc w częściach.
Ogólne:
Nie podoba mi się użycie imion Triss, Calanthe czy wiedźmin albo "Gwenbleiddes" albo (zmiana jednej literki nie czyni tej nazwy bardziej Twoją). Nie podobają mi się też angielskie nazwy - nie wiedziałam, że w Twoim świecie mieszkają Brytyjczycy.
Za dużo u Ciebie wielkropków.
Nie przekonuje mnie stylizacja dialogów - nie pasuje do reszty tekstu (mało literackiego i mało stylizowanego), a w ustach bohaterów brzmi po prostu sztucznie. Zwłaszcza, że jesteś przy dialogach niekonsekwentny - raz stylizujesz, raz nie.
Zmierzył wolno wzrokiem - wyrażenia "zmierzyć wzrokiem" nie powinno się rozbijać (chyba, że dodajesz osobę, np. "zmierzył go wzrokiem"), jeśli chcesz zaznaczyć powolność, napisz np. "powoli przesunął spojrzeniem po zgromadzonych".
Merytoryka - jeśli Wellwood i Lifebia są księstwami, to rządzą w nich książęta, a nie królowie.
znana jako Triss van Aesten, uniosła nieco brwi, a jej czarne oczy skierowały się wprost na króla. - po pierwsze, wymyślanie imion nie boli (aż tak ), a nadawanie bohaterce imienia znanej literackiej postaci wygląda nieelegancko i nieładnie. Po drugie - koniec zdania przekombinowany, o tym, że bohaterka ma czarne oczy napisz w innym miejscu, bo tu wybitnie psuje konstrukcję zdania.
– Ekhm – stęknął cicho – - zamiast pisać nieładne "Ekhm", wystarczyłoby samo "stęknął cicho". Nawiasem mówiąc: raczej "chrząknął", bo w ten sposób zwraca się na siebie uwagę. Stękanie jest wyrażaniem zmęczenia, bólu lub niezadowolenia z wysiłku.
Dalsza przemowa jest nieczytelna, za dużo w niej myślników - i w końcu nie wiadomo, co mówi król, co myśli bohaterka, a co jest komentarzem odautorskim. Spokojnie mógłbyś rozbić tę przemowę na kilka myślników, przeplatanych po drodze myślami Triss.
a po jego twarzy Triss wnioskowała że - zgubiony przecinek przed "że"
Ponadto był nieco przy kości, zapewne dobrze, a nawet zbyt dobrze żywiony na dalekim, wellwooddzkim dworze, bez odpowiedniego dbania o siłę i sprawność - koszmarek; konstrukcja zdania sprawia, że był przy kości żywiony. Poza tym "bez odpowiedniego dbania" to fatalna konstrucja. "Bez odpowiedniej dbałości" jeszcze ujdzie, ale ogólnie sformułowanie jest nieładne i niezręczne.
bowiem przez ostatnie tygodnie Alodia była przygotowana do ślubu z Herbertem, - albo "była przygotowywana", albo "w ciągu ostatnich tygodni została przygotowana".
– Natomiast...– król Thaddeus poczekał, aż ucichną pierwsze wiwaty i szepty –...zaręczyny mojej córki z dziedzicem Drumgranu zostają niniejszym zerwane - zupełnie niepotrzebne wielokropki.
Benedict nieomal z trudem wypowiedział kilka słów w lifebiańskim języku. - niepotrzebne "języku".
...tego samego dnia, późnym wieczorem, 20 czerwca 4–ego roku Nowej Ery... - takie komentarze to w kiepskim filmie, a nie w opowiadaniu. Spokojnie można napisać: "Wieczorem, gdy Triss wracała" - a od razu ładniej. I tak za każdym razem (np. "Po dwóch tygodniach podróży...").
Triss szła powoli zamkowym korytarzem, pogrążonym w mroku. - szyk zdania: "pogrążonym w mroku, zamkowym korytarzem", zresztą "zamkowym" jest niepotrzebne, czytelnik wie, gdzie znajduje się bohaterka.
Ktoś, stojący pod ścianą zdobioną wielkim gobelinem ze sceną polowania na grubego zwierza, - ze zdania wynika, że zwierzę (nieokreślonego gatunku) przedstawione na gobelinie było grube. Używaj utartych wyrażeń z większym wyczuciem. W dodatku to chyba kolokwializm, który nie pasuje - ale tu nie jestem pewna, niech ktoś bardziej kompetentny (Aaricia?) się wypowie.
Zgrabnym ruchem odchyliła włosy za ucho i popatrzyła w oczy mężczyzny - włosy się odgarnia, a nie odchyla.
I nie wzniosę zdrowia za to małżeństwo. - albo "nie wzniosę [pucharu (tu akurat niepotrzebne, bo będzie wiadomo z kontekstu)]" albo "nie wypiję za zdrowie". Zdrowia się nie wznosi.
Alodia gotów na swoje się szarpnąć życie z rozpaczy. - literówka.
że pomożesz młodym w tej sprawie, tak jak - przecinek po "tak", a nie przed.
co prawda, doskonale umiała przyrządzać dowolne eliksiry, również miłosne, lecz brzydziła się eliksirami zmieniającymi uczucia, - powtórzenie "eliksirów". Szyk: "umiała, co prawda, przyrządzać" i niepotrzebne "doskonale".
Uśmiechnęła się nieznacznie. Atakująca kobra skoczyłaby o wiele wolniej od jej prawej ręki skaczącej do przodu - ręce nie skaczą. Nawet metaforycznie.
I w tym miejscu dałam sobie spokój z wypisywaniem uwag. Za dużo tego.
Twój styl wymaga dużo pracy. Nie próbuj na razie stylizacji, bo to trudna rzecz, a Tobie wybitnie nie wychodzi - ani w dialogach, ani opisach.
Uważaj też na logikę konstruowanych zdań. "Oczy miała czerwone od bezgłośnego łkania" - oczy nie robią się czerwone od łkania, a od łez. Łkanie nie jest równoznaczne z płakaniem czy łzami. To samo przypadki (!) - "nie było wielu kandydatek", a nie "wiele".
Jest też trochę powtórzeń, uważaj na nie. I poczytaj temat o interpunkcji (konkretniej: Interpunkcja w dialogu") w dziale "Głos pisarza", bo jakkolwiek generalnie nie masz problemów z interpunkcją, tak w dialogach robisz z nią niestworzone rzeczy.
Zwracaj uwagę, jakich słów używasz. Np. "podejrzanie" to nie to samo, co podejrzliwie, ślubu się nie niweczy, a można chociażby nie doprowadzić do niego.
Staraj się nie stosować strony biernej - zbyt dużo to źle.
Ogólnie - w opowiadaniu roi się od błędów językowych. Dość poważnych błędów.
Fabuła jest nudna, historia nie wciąga, a świat niezbyt oryginalny, w dodatku tu i ówdzie pachnie plagiatem z Sapkowskiego. Szkoda. Pisarza powinno być stać na oryginalność.
O dialogach i opisach wypowiedziałam się już przy okazji stylizacji.
Bohaterowie - właściwie nie poruszają, nie można się z nimi identyfikować, ba!, nawet kibicować im ciężko. Ot, takie papierowe kukiełki, w których niewiele życia, momentami dość groteskowe. Kuleje też merytoryka (złota raczej w ognisku nie przetopisz). Całości dopełnia fatalny język, dobijający narrację i dialogi.
Kilka dobrych pomysłów (np. ciało w przejściu) nie ratuje tekstu.
Ogólnie - bardzo, bardzo słabo. Dużo pracy jeszcze przed Tobą.
Poziom: 33 HP
5%
149/2982
MP
100%
1424/1424
EXP
43%
51/117
MarcinD Gość
Wysłany: 2005-08-18, 19:01
Uff...Ale mnie zjechałaś...I nie ma co, umiesz pozbawić złudzeń...Ale przyznaję, że Twoja krytyka jest krytyką jak najbardziej konstruktywną...i pewnie wiele z Twoich uwag wcielę w życie...Ale aż się boję mysleć, co napisałabyś na temat reszty moich tekstów - bo wg. mnie "Krew..." była najleszpa. Ech...
Wiek: 36 Dołączył: 23 Mar 2005 Posty: 12 Skąd: Trójmiasto
Wysłany: 2005-08-18, 19:44
Krew Curvenów - Nowy Porządek
Muszę przyznać, że po przeczytaniu recenzji Melfki spodziewałem się jakiejś katastrofy tym czasem tekst jest całkiem przyzwoity i nieżle sie go czyta, choć jestem dopiero po lekturze pierwszego rozdziału. Z pewnością można poprawić kilka zdań, być może przecinki są czasem nie tam gdzie trzeba ale to detale, które można łatwo zmodyfikować. Co do imion to bym nie dramatyzował. Rozumiem że zangielszczenie ich i nadanie przedrostków rodem z holenderskiego protokołu szlacheckiego miało dać całości klimatu dworskiego, zabieg ten więc jest moim zdaniem w pełni uzasadniony. No to tyle. Więcej napiszę po przeczytaniu całości.
Jeśli chodzi o złudzenia "jestem genialny", to zdecydowanie tak , jeśli o inne - nie. W Twoim pisaniu nie ma nic, czego nie można by poprawić i też nie stwierdziłam np., że możesz o pisarstwie zapomnieć.
hektores napisał/a:
Muszę przyznać, że po przeczytaniu recenzji Melfki spodziewałem się jakiejś katastrofy
Nie napisałam, że katastrofa ;P. I nie czepiałam się przecinków jako takich, a jedynie interpunkcji w dialogu. Po prostu jest to tekst, w którym nie potrafiłam znaleźć czegoś, co naprawdę i szczerze mogłabym pochwalić.
hektores napisał/a:
Co do imion to bym nie dramatyzował.
W momencie, gdy mamy imiona żywcem wzięte z Sapkowskiego, jego wiedźminów i nazwę Gwenbleiddes, a w niektórych scenach zachowanie Alodii jest niemalże kalką Ciri, to albo mamy do czynienia z plagiatem, albo z kiepskim fan-fiction. Obu tych rzeczy bardzo nie lubię.
Co innego, gdy mamy do czynienia z takimi imionami jak Paweł, Paulina czy Albert, które nie są przypisane do konkretnej (w dodaktu bardzo znanej) postaci literackiej, co innego, gdy "podkrada" się imię i pomysły autorowi.
hektores napisał/a:
Co do imion to bym nie dramatyzował. Rozumiem że zangielszczenie ich i nadanie przedrostków rodem z holenderskiego protokołu szlacheckiego miało dać całości klimatu dworskiego, zabieg ten więc jest moim zdaniem w pełni uzasadniony.
Nie mam nic przeciwko podobnym zabiegom w fantasy pseudohistorycznej. Jednak dziwi mnie, że lifebiański i welwoodzki (bo w końcu autor wykreował dwa języki) zawierają angielskie słowa.
*
Jestem już po lekturze całości. Uwag szczegółowych nie będzie - to, co napisałam odnośnie języka i złego użycia słów, podtrzymuję. Jeszcze raz zwracam uwagę na stylizację, bo to trudny zabieg i wyjątkowo Ci nie wychodzi (a jak już musisz, to bądź konsekwentny i stylizuj wszystko, a nie, że jeden dialog razi współczesnym językiem potocznym, a kolejny - nieudaną stylizacją ).
Fabuła. Bezczelnie zapytam - a gdzie zakończenie? Tak się tekstu nie zostawia .
Pomijając warstwę językową, nie przekonuje mnie sama historia. I - jak już pisałam - kreacja bohaterów. W efekcie czytałam niejako "z rozpędu", bo ani nie drżałam o los bohaterów (jedna Wrona trochę wzbudza sympatię), ani nie umierałam z ciekawości, jak się skończy historia. Niby dzieje się u Ciebie dużo, ale tak naprawdę czytelnika (konkretnego - mnie) przestaje to obchodzić.
Gość napisał/a:
Ale aż się boję mysleć, co napisałabyś na temat reszty moich tekstów - bo wg. mnie "Krew..." była najleszpa.
Wg Ciebie, jak sam zauważyłeś.
Poziom: 33 HP
5%
149/2982
MP
100%
1424/1424
EXP
43%
51/117
MarcinD Gość
Wysłany: 2005-08-21, 21:04
Wiesz, to "pozbawianie złudzeń" to było tak trochę złośliwe Jasne, że się nie uwazam za geniusza i nad "Krwią..." pewnie jeszcze będę pracował w oparciu o Twoje uwagi, pewnie pozamieniam imiona i postaram się, żeby było mniej "kalki" bo nie to miałem na celu...Więc pewnie jeszcze za jakiś czas pojawi się wersja "Krwi..." po zmianach. Pozdrawiam!!
Wiesz, to "pozbawianie złudzeń" to było tak trochę złośliwe
Powiedziałabym raczej, że bezpośrednie ;P. Zauważ, że nigdzie Cię nie obraziłam (jak również Twojego pisania) - dostałeś obiektywną ocenę błędów plus subiektywne odczucia czytelnicze. Wolałbyś coś w stylu "Tekst jest słaby, niektóre sceny są splagiatowane, a język roi się od błędów - popraw je"? Moim zdaniem "zabolałoby" bardziej, a mniej byś miał pożytku.
Redaguję teksty od czterech lat (staż "pisarski" mam dłuższy) i z doświadczenia wiem, że na tekst i autora najlepiej działa wiadro zimnej wody. Jak ktoś jest uparty, to za trafne uwagi podziękuje, ewentualne złośliwości (nie przeczę, bywam) puści mimo uszu i będzie pisał dalej. Jak Ty .
Na poprawioną wersję (i na zakończenie ) czekam i może nawet zajrzę, jeśli czas pozwoli.
Poziom: 33 HP
5%
149/2982
MP
100%
1424/1424
EXP
43%
51/117
MarcinD Gość
Wysłany: 2005-08-22, 10:05
Zakończenie było takie, a nie inne, bo planowałem kontynuację, której jednak chyba nie będzie więc też zmienię. A Twoja krytyka - bardzo pomocna bo konstruktywna. Za poprawę już się zabrałem, więc może w najbliższy weekend już poślę aktualizację
Jako, że opowiadanie jest długie, moja recenzja będzie w częściach.
Nowy porządek
- „ku synowi noszącemu imię Benedict”- tak średnio mi się podoba to zdanie; jego sens byłby zachowany, gdybyś napisał po prostu ku synowi i w następnym zdaniu powiedzieć jakie ów syn ma imię
- poczytaj sobie fragment o konstrukcji dialogów w Głosie pisarza, bo średnio Ci wychodzą dialogi.
- interpunkcja
- powtórki
- tak jak już wspomniała Melfka, wrzucenie określeń czasu jakich użyłeś, jest pomysłem chybionym. Co innego gdybyś na przykład pisał opowiadanie w formie pamiętnika czy reportażu
- sylizacja to rzecz trudna, a Tobie ona wybitnie nie wychodzi. Mieszasz ją z językiem potocznym i tym samym robisz z opowiadania galimatias. Zdecyduj się albo na stylizację i tak też potraktuj cały tekst, albo pisz językiem potocznym i daj sobie spokój ze stylizacją.
- „oczy były czerwone od bezgłośnego łkania”- źle. Oczy mogą być czerwone od płaczu, owszem. Jednak „bezgłośne łkanie” to określenie dźwięku, który wydaje ( a w tym wypadku stara się tłumić) płaczący
- w pewnym momencie Herberta przechrzciłeś na Benedicta (scena rozmowy Triss z Herbertem na Diammonwood)
- będę marudzić- mało trafiony wydaje mi się pomysł wrzucenia charakterystycznych elementów prozy Sapkowskiego do Twojego opowiadania. I wiedźmini, i sama Alodia, imiona, czy też nieco postać Wrony to Sapkowski. Inspiracja sama w sobie zła nie jest, ale inspiracja to nie dosłowne „wycięcie” pewnych elementów i przekalkowanie ich do własnego opowiadania.
- literówki
- nazwy narodowości pisze się dużą literą- Lifebianka, Wellwoodczyk itp.
- zbyteczna jest taka ilość wielokropków, jaką wrzuciłeś do opowiadania
Gwenbleiddes
- „często-gęsto”- ee, takie to nieładne
- powtórki
- to samo co pisałam wcześniej dotyczy się też stylizacji w tym rozdziale
- interpunkcja
- „Był barczysty, wysoki, zdecydowanie...”- w połączeniu z poprzednim zdaniem wynika z tego, że miecz był barczysty i wysoki J
- wątpię żeby król miał zginąć tak po prostu przez powieszenia jak zwyczajny przestępca. Sądzę, że powinno to być bardziej widowiskowe
- „spodnie niebieskiej barwy”- nie łaska napisać po prostu niebieskie spodnie?
- „kompletne ubranie”- ubranie po prostu
- „przedstawiająca rosłego dęba”- rosły dąb
- północny- zachód
- atłasowy dywan- wybacz, ale taki dywan byłby szalenie niepraktyczny z tego powodu, że atłas jest materiałem cienkim i zapewne szybko uległby zniszczeniu
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-09-02, 16:17
Hmm, większość błędów, o jakich wspomniała Melfka, oraz Ty jest już poprawionych...No i wysłałem już tutaj poprawioną wersję, więc jak widzę, chyba się jeszcze nie pojawiła. W każdym razie dziękuję za konstruktywną krytykę i pozdrawiam.
Wiek: 29 Dołączyła: 21 Paź 2004 Posty: 424 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-09-02, 22:43
Mewa
"Drzwi nadbudówki na rufie korwety otworzyły się i marynarze w ich progu dostrzegli kapitana." - coś mi tu nie gra, może powinno być: "stojący w ich progu"?
"o czarnych niczym węgiel, włosach" - tu przecinek absolutnie nie pasuje.
"...opinającą jej ciało i podkreślającą jej wyraźne..." - niepotrzebnie dwa razy "jej" - bardzo źle to wygląda.
"Rzeczywiście Mewa została wciągnięta do suchego doku na rozkaz Mary, zaś marynarze i ona sama zamieszkali w najbliższej suchemu dokowi tawernie." - wiele powtórzeń tego typu.
-przekombinowane zdania, za długie, przegadane opisy - czasem miałam ochotę przewinąć kawałek akapitu - rzadko, a jednak.
Ogólnie: czyta się bez bólu, są fragmenty lepsze i gorsze, tematyka mi odpowiada, zachowanie bohaterki jest przewidywalne, ale jako postać jest przedstawiona nieźle. Niewiele widzę w opowiadaniu fantastyki - raczej takie opowiadanko przygodowe. Tylko te krasnoludy i elfy. Ale z kolei bez ich udziału tekst by nic nie stracił - można by wszystkich uczynić ludźmi. Styl: niby niezły, ale co pewien czas trafia się na jakiś przykry błąd czy powtórzenie (patrz wyżej). Fabuła jak dla mnie nieco za uboga. W sumie daleko mi od zachwytu, ale gdyby poprawić zgrzyty, byłoby nieźle.
[ Dodano: 02-09-2005 ]
Aha: zapomniałam dodać, że bardzo podoba mi się twoja chęć poprawiania błędów w opowiadaniach - rzecz mało popularna na FZ.
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-09-03, 09:29
Ponoć lepsze jest wrogiem dobrego; ale ja uważam, że nie ma nic lepszego, jak konstruktywna krytyka i rozsadne stosowanie się do uwag Więc "Mewę" pewnie też poprawię, biorąc pod uwagę sugestie i zauważone błędy. A poza tym, trochę nie rozumiem tego, że poprawianie błędów jest rzeczą małopopularną, ale to już osobista sprawa każdego z autorów. Więc, pewnie "Mewa" jeszcze powróci "na warsztat" i się pojawi za jakiś czas. Pozdrawiam i dziękuję za opinię i krytykę twórczą
Wiek: 29 Dołączyła: 21 Paź 2004 Posty: 424 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-09-04, 16:02
Hej, ja też nie rozumiem, że korekta jest mało popularna. Wprawdzie przez dłuuugi czas nie miałam możliwości poprawić moich tekstów z powodu nawału zajęć i wyjazdów, ale wzięłam się za to - 1/3 już po korekcie, mam nadzieje że wkrótce się pojawi na FZ bo wysyłałam.
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-09-04, 18:55
Zgadza się...Moim zdaniem korekta jest bardzo ważna i nie powinno się pozostawiać tekstów bez zmian po pierwszej krytyce, zwłaszcza, jeżeli jest ona tak konstruktywna, jak było w przypadku moich opowiadań komentowanych tutaj...
Drzwi nadbudówki na rufie korwety otworzyły się i marynarze w ich progu dostrzegli kapitana. - marynarze stali w progu czy kapitan? Bo szyk zdania sugeruje, że to pierwsze. Zupełnie niepotrzebny zaimek "ich".
o czarnych niczym węgiel, włosach - zbędny przecinek
raz również czarną koszulę, opinającą jej ciało i podkreślającą jej wyraźne wcięcie w talii - zbędne zaimki! niepotrzebne "również".
Szybko, pewnym krokiem, przeszła na dziób okrętu i popatrzyła daleko przed siebie, osłaniając oczy od wschodzącego słońca. - trochę brakuje podmiotu, bo i kobieta mogła przejść i... koszula . Lepiej: spojrzała. Osłaniając przed, nie od.
było chronione przez dwie potężne fortece. Górowała nad nimi trzecia – cały port był bowiem założony na łagodnym szczycie wzgórza, z rzadka już teraz porośniętego lasem, zaś na samym jego szczycie wznosiła się potężna twierdza, - powtórzenie. Niepotrzebne "teraz", masz "już" - a właściwie oba są niepotrzebne. Znów zaimek ("jego").
flaga księstwa Forester, na odwrocie mając zaś godło króla Henryka IX, władającego całym królestwem. - "księstwa" i "królestwa" nie traktujemy zamiennie. Jeśli Frester było częścią jakiegoś królestwa, należałoby o tym wspomnieć.
Z Mewy opuszczono już na spokojne wody zatoki dwunastoosobową szalupę i pani kapitan podeszła do burty. Zauważyła, że przy kodze na spokojnych wodach zatoki również kołysała się już szalupa. - koszmarne powtórzenie.
skinął głową bosman a pani kapitan poprawiła szeroki pas i szybkim krokiem zeszła po sznurowej drabince do łodzi. - przecinek przed "a". Szybko zeszła.
od razu opuścili wiosła i pchnęli szalupę, jak tylko usiadła na jednej z ławek. - z konstrukcji zdania wynika, że szalupa usiadła na jednej z ławek (tak, znów brak podmiotu).
– Rozkazy wydane?! – krzyknęła półgłosem. - albo krzyknęła, albo półgłosem. Od biedy "krzyknęła cicho".
Wyglądali na urzędników, a jeden z nich z całą pewnością był wysokim urzędnikiem, bynajmniej jednak nie wzrostem – mężczyzna ten miał lat około pięćdziesięciu kilku, był niski, ale gruby. - paskudne powtórzenia razy dwa.
Na jego palcu błysnął złotem sporej wielkości pierścień a po chwilce, gdy mężczyzna zrobił krok w jej stronę, gruby łańcuch na jego szyi zawtórował pierścieniowi, odbijając kilka promieni słońca. - zaimki!
Zęby Morza były pasem podwodnych skał, - hmm... pasem czy pasmem?
Jednak nie było dane długo jej podziwiać podłóg wyłożonych pięknymi dywanami oraz ścian, na których wisiały rozmaite gobeliny, gdyż nie dopuszczono jej do gubernatora; jeden tylko z urzędników przyjął jej raport z odkrycia porzuconego okrętu - zaimki.
Szybko więc opuściła pałacyk i skierowała swoje kroki do jednej z portowych tawern, rozmyślnie wybierając tę, która była najbliżej jej okrętu, na którym, jak zauważyła, kończono już rozładunek. Tawerna, którą wybrała, nosiła nazwę „Pod Wściekłym Krakenem” i nad drzwiami widniała płaskorzeźba, na której kraken długimi ramionami oplatał spory okręt - za dużo tu "których". Staraj się różnicować sposób opisów.
nosiła swój krasnoludzki miecz na plecach, w dodatku rękojeścią w dół, - i jej nie wypadał?
mieli je przy pasach, wyjątkiem zaś były krasnoludy – te przy pasach miały potężne topory. - znów paskudne powtórzenie.
– A co macie do jadła dobrego? - wspominałam już coś o nieudanych stylizacjach? Dziewczyna położyła także obok talerza, na białym obrusie, widelec. - biały obrus w tawernie? Rotfl... Poza tym - powtórzenie "dziewczyny" z kolejnym zdaniem.
Z chęcią wsunęła do ust pierwszy kawałek ziemniaczanego placka. - kuleje to "z chęcią".
Było przecież południe a ostatnim jej posiłkiem było poranne śniadanie. - powtórzenie.
Po chwili drzwi tawerny otworzyły się i w ich progu Mary ujrzała pierwszego oficera z jej okrętu. Ten rozglądnął się szybko po tawernie, i gdy ją zobaczył, ruszył szybkim krokiem do jej stołu, by stanąć przy jej niej. Mary parła się plecami o oparcie ławy i popatrzyła na niego. - zaimki...
W tym miejscu przestaję wymieniać błędy związane z zaimkami i powtórzeniami - jak widzisz, jest ich koszmarnie dużo.
a Mary wsunęła do ust mały kawałek placka wraz z grzybkiem - o, znów wsuwa do ust. A gryzie czasem i przełyka? (różnicuj opisy).
ale przecież krążą legendy o Zębach, że to niby jest gościniec Morskiego Ludu – powiedział cicho. - i dlaczego znów Sapkowski? – Takąż mam nadzieję, dział mamy dość. A wino to tylko dla nas będzie, dla oficerów – powiedziała – co się zaś tyczy tych bajdurzeń...Bzdura to – dodała spokojnie – od dwudziestu bez mała lat pływam po morzach i ani krakena, ani węża morskiego, że o Morskich Ludziach, co to niby płetwy miast nóg mają, nie wspominając, nie widziałam. Bzdury to i tyle. - trochę za dużo chaosu w tej wypowiedzi.
– Właśnie – powiedziała – jak to mówią, jak marynarz woła potwór, to sprawdź wprzódy, czy nie piratem jest ten marynarz – dodała – a jakie rozkazy załoga dostała? - au! Stylizacja boli. Bardzo. Dalej jest równie koszmarnie. I sztucznie.
Bo szabla u panny nie dość, że na plecach, to jeszcze na opak - to miecz czy szablę miała?
W progu drzwi był jednak nie właściciel kogi, jaką odnalazła - którą, nie jaką.
Podał Mary miecz i ta szybkim ruchem wsunęła broń do pochwy na plecach, a krasnolud popatrzył na nią podejrzanym wzrokiem. - podejrzliwym. Jest różnica znaczeniowa między "podejrzanym" a "podejrzliwym".
Mary mrugnęła okiem, - trudno, żeby mrugała czym innym.
a ich żagle nadęły się od wiatru - wydęły raczej.
sobie tylko znanymi rzemieślniczymi technikami znacząco ją usprawniając. - znacznie.
że jej podchwytliwa sztuczka zadziała. - podchwytliwe może być pytanie, a nie sztuczka.
Kranoludy jeżdżące konno? Rotfl ;P.
Ale tego krasnolud już nie widział, kręcąc kolejne młynki toporem, którego ślady w powietrzu na mgnienie oka znaczyły smugi krwi, nim zdążały upaść... - oj, przekombinowałeś to zdanie i wyszło niezrozumiałe.
I ja to na pewno nie będę!! - szyk.
i Mary cięła nisko, raniąc go w łydkę. Ten zawył, gdy ciężkie ostrze jej miecza prawie odcięło mu nogę i upadł na kolana. - to raniąc w łydkę czy odcinając nogę?
Ale gorzej z płucami. Przeziębiona. - przeziębienie ma niewiele wspólnego z płucami i gorączką.
Ogólnie - styl koszmarny, ilość powtórzeń i zaimków woła o pomstę do nieba. Ale sama historia odrobinę lepsza, niż w Krwi Curvenów - mniej przeładowana niedorzecznościami, lepiej poprowadzona i bardziej oryginalna . Zgodzę się z Julią - krasnoludy zupełnie niepotrzebne, wciśnięte na siłę (w dodatku jeżdżące konno i pływające po morzach ;P). Bez nich byłoby to bardzo dobre opowiadanie przygodowe.
Witaj, Marcinie.
"Mewa"
Lubię pirackie historie, więc przyjemnie spędziłem czas przy lekturze Twojego opowiadania.
Nie będę powtarzał zarzutów co do stylu, bo ten nieco kuleje, ale dogłębną jego analizę już przecież znasz z wczesniejszych recenzji.
Co do postaci Mary Hopkins to miałem nadzwyczaj silne skojarzenie z Geeną Davies z filmu "Wyspa piratów". A że film był w miarę przyzwoity, więc "przygodówka" ( bo fantazy jest tam trochę mało) w Twoim wykonaniu także zasługuje na plus. Jakkolwiek trzeba będzie co nieco w tekście pozmieniać.
Pozdrawiam.
BMW
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-09-18, 18:25
Styl kuleje, fakt nad "Mewą" jeszcze będę pracował i pewnie podeślę, jak poporawiam to i owo. A co do "Wyspy Skarbów" - film oglądąłem, ale jakoś tak bardzo się na nim nie opierałem. Bohaterka "Mewy" to "moja" postać. A co do elementów fantasy - albo dodam więcej, by nie było widać, że jest to "wciśnięte" na siłe, albo usunę zupełnie. Ale stanie chyba na tym pierwszym, bo, jakby nie patrzeć, zależy mi na drobnych powiązaniach z opublikowaą tutaj "Krwią Cruvenów" (to znaczy miecz, jakim walczy Mary). Pozdrawiam i dziękuję za pozytywną opinię
Podobieństwo Mary do Geeny Davies powstało tylko dlatego, że juz trochę filmów w swoim życiu obejrzałem. Nie traktuj tego skojarzenia, jako czegoś nagannego z mojej strony. Po prostu różnorodność postaci w kinie czy literaturze jest tak wielka, że siłą rzeczy coś tam zawsze się przypomni przy okazji lektury tekstów na FZ.
Pozdrawiam.
BMW
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-09-19, 19:08
Jasne, nie potraktowałem tego...Fakt, że ostatnio to juz naprawdę dochodze do wniosku, że w kinie i telewizji było wszystko i liczy się już teraz, kto zrobi lepiej nową wersję hi hi
[ Dodano: 2005-09-22, 18:15 ]
Inforumuję, że już pojawiła się poprawiona wersja mojego opowiadania "Krew Cruvenów.Melfka, zapraszam
- nadal nie wzięłeś pod uwagę usunięcie owych dat
- powtórki
- " Na jej rufie stała czarodziejka, która pchała do brzegu łódź w drodze ze statku. Miała na sobie wysokie, marynarskie buty, w cholewach których znikały nogawki skórzanych spodni i czarną koszulę o szerokim kołnierzu"- rozumiem,że łódź miała taki strój. Stosuj określenia : czarodziejka, kobieta, czarnowłosa.
- zrezygnuj z szyku przestawnego zdań, albo stosuj go konsekwentnie
- "Triss zobaczyła, że kobieta, jaka po nią przyszła, już kręci się niecierpliwie niedaleko od nich."- kobieta, która
- "stuknął obcasami służbiście"- pierwszy raz słyszę wyraz "służbiście" użyty nie jako rzeczownik liczby pojedynczej w celowniku
- jasnobordowe
- " Tymczasem podeszła do nich "- nich czyli kogo?
- poczytaj o interpunkcji w dialogach w głosie pisarza
- zostałaby
- w wiosce
- po co Ci tyle wielokropków?
- "Wszystkie rozmowy, prowadzone przy pozostałych stołach, ucichły i wszyscy popatrzyli na hrabiego"- kto popatrzył na hrabiego? Rozmowy?
- uchylić rąbka tajemnicy- to jest taki związek frazeologiczny i nie może być unieść
- interpunkcja
Mam mieszane uczucia. Czyta się szybko, choć nie bez zgrzytów. Ale Twoi bohaterowie są kukiełkami. Jedynie marnymi kopiami, tych z "Wiedźmina". Nie ma w nich życia. historia opowiedziana jest w przynudnawy sposób. Skupiasz się na nieistotnych szczegółach, omijasz ciekawe wątki. Część z "wtrąconych" historii, jak np. historia z wilkołakiem. Jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebna i wprowadza zamieszanie do całości opowiadania. Nie jest źle, ale spodziewałam sie czegoś ciekawszego.
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2005-10-12, 11:32
Hmm...Daty zostawię Bo tak i już :p A co do innych błędów - zacznijmy od tego, że do "Mewy" jeszcze nie sięgnąłem i dlatego pozostaje w stanie niezmiennym A"Krew Cruvenów" - na pewno za jakiś czas sięgnę po raz kolejny i znów poprawię to i owo. Tym niemniej, dziękuję za słowa krytyki
- powtórki
- "w sali, do jakiej weszła"- w sali, do której weszła
- na przeciwko
- "Jadąc spokojnie na komendę główną policji w Londynie, zastanawiała się, co właściwie znaczyły słowa Jamesa. Jeżeli James kazał jej patrzeć na ręce własnym ludziom, to rzeczywiście było źle. Ale z drugiej strony, Nathan, zastępca Jamesa, już drugi raz z rzędu starał się o zajęcie fotela Jamesa. Ostatnim razem, przed czterema laty, Jamesowi udało się wykazać przed Radą."- czy mam tłumaczyć fatalność tej wypowiedzi?
- interpunkcja
- poczytaj o interpunkcji w dialogu
- zbyteczna ilość wielokropków
- "że zasługujesz kogoś innego"- na
- zaimki
Kto to umieścił w fantasy? Już raczej do fantastyki powinno być wpisane to opowiadanie.
[ Dodano: 2005-10-21, 20:07 ]
- "Bo przed sobą miała lufę karabinu, jaki szukała"- jakiego
- "dla pozoru, ni spodziewano "- nie spodziewano
No cóż. Mam mieszane uczucia. Styl kuleje i to na obie nogi. Czasem ciężko jest przebrnąć przez zdania, które konstruujesz. Mnóstwo powtórek, mnóstwo zaimków. Twoi bohaterowie są nijacy. Livia jest samą esencją sprzeczności. Niby to twarda baba, a tu ryczy co chwilę. Po tytule spodziewałam się czegoś ciekawego, a tu niestety. Czytało się szybko i masz u mnie plus za ciekawe potraktowanie tematu, ale to tylko tyle jeśli chodzi o plusy. Musisz dużo pracować.
Poziom: 32 HP
5%
137/2753
MP
100%
1314/1314
EXP
95%
106/111
xpinkasx [Usunięty]
Wysłany: 2005-10-22, 14:12
Witaj Marcinie!
Po pierwsze to teskt jak dla mnie powinien być w dziale fantasytka. Co do błędów to powtórki, powtórki i jeszcze raz powtórki. Pardon, ale naprawę czasem, aż mną "rzucało" co parę słów powtarzałeś np. te same imiona. Mankamentem wydają mi sie też bohaterowie. Nie zaciekawili mnie swą osobowością, nie za bardzo przejąłem się ich przygodą. A szkoda, bo za samą ideę mogę Cię pochwalić.
Posumowując nie czytało się tego źle, ale też nie wciągnąłem się. Podsumowując; sam pomysł mi się spodobał, wykanie niezbyt. Popracuj trochę, a efekty będą widoczne.
Pozdrawiam
Druga strona wszystkiego
Witam.
Zaciekawił mnie tytuł.
Co do opowiadania moje uczucia są sprzeczne jak nigdy dotąd, bo z jednej strony podobał mi się styl jakim jest napisane... z drugiej natomiast są błędy, które sprawiały że musiałem wstać, przejść się do kuchni (to najdalsze miejsce w moim mieszkaniu) i wziąć głęboki oddech – dopiero wtedy mogłem kontynuować.
Więc błędy, po kolei:
„I szybko ruszyła na schody prowadzące na piętro.” – często zaczynasz zdania od „I”, w dodatku zupełnie nie potrzebnie.
„W sali, do jakiej weszła” ;
„Złodziej, jaki miał teraz karabin, zatrzymał się przed dużą kamienicą i wysiadł z samochodu.” A skąd ja mam wiedzieć jaki karabin miał teraz złodziej?!?
– KTÓRY! Powinno być „który”.
„Pozostali z nich zamieszkiwali stolice Francji, Niemczech, Polski, Włoch, Hiszpanii.” <- Niemiec
„– Oczywiście – powiedziała.
– Możesz odejść – powiedział, a gdy była przy drzwiach, dodał – i...– Livia zatrzymała się i odwróciła. Spojrzał jej w oczy –...uważaj na siebie, córeczko.
– Oczywiście – powiedziała i zniknęła za drzwiami...”
„powiedział” „powiedziała” – te wyrazy występują po prawie każdej wypowiedzi, jak by nie było synonimów, lub jakby nie dało się tego po prostu pominąć.
„Uśmiechnął się i objął ją ramionami. Livia uśmiechnęła się przez sen i uniosła głowę. Peter uniósł się na łokciach. Patrzyły na niego niesamowicie niebieskie oczy.
– Chyba troszeczkę zaspałaś – powiedział, uśmiechając się.
– W żadnym wypadku – oddała uśmiech i usiadła mu na udach.”
„policja prowadzi oficjalne śledztwo. Nasi śledczy czarodzieje również. Ale nad śledczymi władzę bezpośrednią ma Nathan. Chcę, byś też się tym zajęła.
– W jakim sensie?
– Patrz na ręce naszym śledczym.” – Powtórzenia harcują po całym opowiadaniu i więcej jest w nim zdań dotkniętych tą przypadłością, niż poprawnych!!!!
„co właściwie znaczyły słowa Jamesa. Jeżeli James kazał jej patrzeć na ręce własnym ludziom, to rzeczywiście było źle. Ale z drugiej strony, Nathan, zastępca Jamesa, już drugi raz z rzędu starał się o zajęcie fotela Jamesa. Ostatnim razem, przed czterema laty, Jamesowi udało się wykazać przed Radą.”
– Wiem, że nie ma synonimów do słowa „James”, ale z pewnością dało się to napisać inaczej. Czasami pomagają zaimki, czasami inne sformułowanie dania.
Stopień zaJamesowania tego cytatu wynosi 10% !!!!!!!! (Serio – liczyłem)
„Patrzyła na zdjęcie zabitego mężczyzny. Było zimne, z przyblakłymi kolorami.” – naturalnie zdjęcia trzyma się w lodówce ... chyba jednak ciało było zimne a nie zdjęcie?
„– Chciałam się jeszcze rozejrzeć – powiedziała, raz jeszcze się rozglądając” lol
„jego brązowe oczy opadły na leżącą na stole czerwoną różę”. Pac!
„Nurtowało ją, kto i czego szukał.” -> kto i czego TAM szukał
„gdy jechałaś na motocyklu. Twój płaszcz w ogóle się nie rusza, chociaż powinien powiewać od pędu powietrza.” – Do tego zdania mam zastrzeżenia estetyczne... na co komu długi płaszcz, który nie powiewa na wietrze?! To przecież podstawowa funkcja płaszcza!!! Sam zawsze chodzę w płaszczu i gdyby nie powiewał, to oddałbym go do naprawy
„Livia, po broni ich nie znajdziemy. Wiesz, co to oznacza, Livia?” – imion w dialogach też nadużywasz.
„Prawdę powiedziawszy, niezbyt przejęłaby się swoimi intuicyjnymi odczuciami, gdyby nie to, że od prawie czterystu lat jej intuicja nigdy się nie pomyliła.” – to zdanie jest po prostu głupie.
„– – popatrzył na nią zaskoczonym wzrokiem.” a to nieeleganckie.
„służbowego cywilnego radiowozu” – to jaki on w końcu był?
„wsunęła MP5–tkę do kabury pod lewym ramieniem.” – najkrótsza wersja MP5 ma 32,5 cm długości i jest to wersja specjalnie uproszczona. Wersja standardowa ma około pół metra (49 cm po złożeniu kolby, 68 z kolbą stałą). Takiej broni nie chowa się do kabury.
Co do fabuły:
Matriksizm postaci troszkę mnie zraził.
Fabuła nawet ciekawa, szkoda tylko, że co chwilę z rytmu wybijał mnie jakiś gramatyczny koszmar.
Nie podoba mi się też „zasadzka”:
„Śledziła dużego forda, którego kierowca w nocy ukradł karabin, który zostawiła w futerale na gitarę, przy motocyklu. Specjalnie tej nocy zostawiła nie domknięte drzwi garażowe.”
Nie jestem sobie w stanie wyobrazić idioty, który nie wyczułby podstępu. Odpiszesz pewnie, że złodziej się zorientował (stąd bomba w futerale), i niby wszystko jest w porządku, ale żeby zastawić taką „półapkę” również trzeba być półmózgiem (oczywiście każdy policjant zabiera ze sobą do domu broń, która jest dowodem w sprawie i robi wszystko by ułatwić jego kradzież... nic w tym podejrzanego).
Podsumowując: Przy tak licznych i paskudnych błędach (Powtarzam, żeby to podkreślić: Powtórzenia harcują po całym opowiadaniu i więcej jest w nim zdań dotkniętych tą przypadłością, niż poprawnych!!!!), aż zadziwiające jest, że mam wobec tego opowiadania mieszane uczucia. Zdaje mi się, że po poprawkach (niestety bardzo licznych) mogłoby być dobre.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum