Bardzo mi się podobało, zarówno pod względem fabuły, jak i wykonania. Opowieść może trochę za długa, ale ładna i ładnie napisana, więc i tak przeczytałam z przyjemnością.
No ta końcówka trochę niejasna, ale o tym już było
To może wiersze:
Śmierć róży
Interesując wiersz. Taki, że aż chce się nad nim zatrzymać, zastanowić. Wiersze białe i wolne często mnie irytują, ale ten taki nie jest. Ma swoją własną melodię i przez to między innymi jest tak urzekający.
Samotność
Tutaj też można wyczuć melodię, chociaż czasami gdzieś ona ginie. Ale poza tym ładnie i ciekawie. I chociaż utwór jest długi, nie zmęczyło mnie jego czytanie, a to bardzo ważne.
- interpunkcja
- powtórki
- nagromadzenie zdań pojedynczych
- "Białą przestrzeń pożerała czerń widnokręgu." - hmm, hmm. Może i ja tam geografem, astronomem, czy kimś w ten deseń nie jestem, ale ta czerń widnokręgu wybitnie mi nie podeszła. Rozumiem, o co Ci chodziło, ale Twoje sformułowanie mnie nie przekonało.
- "Nie lubiłam po prostu przychodzić i zabierać duszę" - zabierać dusz
- "Tadeusz podskoczył i popędził do ganku, zostawiając mnie samą z "przepraszam" rzuconym naprędce." - trochę to zdanie przekombinowane. Mimo wszystko zachowałabym kolejność zdarzeń, a więc Tadeusz powiedział "przepraszam", poszedł do drzwi, by otworzyć państwu.
- "Widzę, że się pani tęgo zamyśliła." - to mi zupełnie do kreacji Twojej bohaterki nie pasuje. Pani domu, dystyngowana dama wyszywa serwetki i zalatuje dość prostackim "tęgo".
- "Wiedzę miała imponującą z tego przedmiotu." - Nie pasuje mi to określenie w stosunku do poezji. Mimo wszystko nie stosowałabym tu skrótu myślowego, ale rozbiła zdanie "Musiała się nią (poezją) bardzo interesować, bowiem wiedziała dużo na jej temat."
- "Cóż. Wolałabym, żeby..." - "Cóż, wolałabym, żeby..."
- "Miły harmider ogarną ludzi witających się." - "Witających się ludzi ogarnął miły harmider."
- "Rodzice próbowali jej wyperswadować jak mogli takie zachowanie..."- "Rodzice jak mogli próbowali wyperswadować jej..."
- "odziana w poniszczoną...sukienkę" - zniszczoną, znoszoną, podniszczoną
- "Tuż, tuż srożyły się pierwsze szeregi lasu." - jakoś mi to słówko srożyć nie pasuje w odniesieniu do lasu
- "Babka, kobieta naówczas..."- przekombinowałaś koleżanko. "Kobieta wówczas..."
Wysmażyłam Ci recenzję na razie od strony Lilowego czepialstwa. Teraz o samym opowiadaniu. Opowiadanie w opowiadaniu, cóż, ryzykowne. Czemuż służy przypowiastka o Wodnikowej kochance? Zgodzę się, że podkreśla nastrój fantastyczności i niesamowitości. To się zgodzę, ale czemu jeszcze służy? Ładna pioseneczka, przyśpiewka ludowa. Tak z ciekawości, sama ją układałaś? Dlaczego przyczepiłam się tej opowieści w opowieści. Lubię, jak coś czemuś służy. Musisz zdać sobie sprawę z tego, o czym tak naprawdę jest Twoje opowiadanie. Czy chcesz przekazać czytelnikowi historię o Śmierci i jej pracy, czy też chcesz przytoczyć opowieść o Wodniku? Jeśli Twoim priorytetem jest bramka numer jeden, to trzymaj się tego i dygresje, bo opowiadanie o Wodniku dygresją jest w tym wypadku, ma czemuś służyć. Musi być podporządkowane głównemu tematowi. Jeśli natomiast piszesz o Wodniku, to gdzie tu miejsce na śmierć?
A teraz żeby nie było, że jestem taka rozkapryszona mademoiselle. Podobało mi się. Twój styl ma w sobie jakiś urok. No i scena końcowa ze śmiercią i słońcem. Bardzo ładna.
Dziekuję Dryade, zwłaszcza za zainteresowanie wierszami
Co do opowiadania - to, że dłużyzna, racja - częsty zarzut. W sumie tam mało co "się dzieje"
Uhu! Dzięki Lil
zdań pojedynczych używam, bo boję się popełniać błędów interpunkcyjnych. Czasem też stosuję je świadomie, jako wyliczenie. Tylko, że służy ono jedynie mi - jako skrót pisarski
Zgadam się z uwagami stylistycznymi, choć kiedy piszę, nie myślę czy inny szyk zdania, np. byłby lepszy. Opowiadanie zanim ujrzało publikację było szlifowane hard. ale jednak dużo możnaby w nim poprawić.
Historia Wodnika. Wiedziałam, ze w końcu ktoś to zauważy Dokładnie rzecz biorąc -nie ma ono żadnego celu fabularnego. Słuzy li i jedynie urozmaiceniu toku narracji, trochę popis odautorski (wierszyki ) trochę eksperyment. na marginesie przyznam się, że byłam pod wpływem swieżo przeczytanego "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Inspiracji może nie widać, a moze widać. Ale wiecie, jak to jest być pod wpływem lektury i na marginesie jeszcze coś samemu klecić.
Właśnie bałam się bardziej o końcówkę. Był to ciąg dalszy eksperymentów fabularnych, a mniej pasujący niż wstawka o Wodniku (btw. ktoś po lekturze owej stwierdził, że trza mi chłopa ).
zdań pojedynczych używam, bo boję się popełniać błędów interpunkcyjnych.
To radziłabym to zmienić. Moim zdaniem radzisz sobie całkiem nieźle ze zdaniami złożonymi.
Rudy Lisz napisał/a:
Historia Wodnika. Wiedziałam, ze w końcu ktoś to zauważy Dokładnie rzecz biorąc -nie ma ono żadnego celu fabularnego. Słuzy li i jedynie urozmaiceniu toku narracji
A więc nie powinno być znaczną częścią tekstu. Samo w sobie jest ładne i eksperyment byłby w pełni udany, gdybyś rozbudowała pozostałe części opowiadania i historia Wodnika pełniłaby funkcję taką, jaką pełnić powinna, a więc didaskaliów.
Dzięki
Wezmę to pod uwagę. chyba już drugi raz zwracasz mi uwagę na te zdania:P
Co do Wodnika - może to jest przyczyna owej dłużyzny utworu.
Pozdrawiam.
Dzień roboczy
Wiele nowego nie powiem.
Są tu dwa dobre pomysły - i zupełnie niepotrzebnie je wymieszałaś, skoro w żaden sposób się nie łączą. Moim zdaniem powinnaś rozbić tekst na dwa opowiadania, o różnym nastroju. W obecnej formie historia o Wodniku, choć sama w sobie może i ciekawa (choć przewidywalna), ale niczemu nie służy i gdy się kończy, budzi tylko irytację - zwłaszcza, że później następuje bardzo szybkie zakończenie. Epilog też wydał mi się taki trochę "na siłę". Szkoda, bo pomysły, jak już mówiłam, dobre.
Język - podoba mi się, plastyczny, żywy. Opisy masz ciekawe, nieszablonowe. Niemniej jednak - zdania proste irytują i to strasznie. Poza tym - lepiej chyba przez rok czy dwa obrywać za interpunkcję, ale wreszcie ją "wyczuć", niż do końca życia, ze strachu, pisać zdaniami prostymi, prawda? Odwagi, Liszu!
To nie do końca o strach chodzi. Ja tak sie nauczyłam i nie bardzo umiemi inaczej, staram się - czy mi wyjdzie, zobaczymy. Taki mam styl i nie za bardzo wiem, jak to zmienić.
Dzięki za recenzję
Alladyn
Ostatnio jestem spóźniony z recenzjami. Mam jednak nadzieję, że wkrótce dogonię czołówkę. Nie odmówiłem sobie jednak przyjemności przeczytania Twojego tekstu. Może ogólnie nie będę go oceniał, kilka szacownych osób uczyniło to przede mną. Nie tyle sam tekst przykuł moją uwagę ile pewna myśl. Mianowicie ta, ze człowieka coś zawsze pcha do poszukiwań ideału .Czasem przedkładając obcowanie z nim nad życie – ciekawa interpretacja motywów poszukiwaczy skarbów w obliczu niebezpieczeństwa
Nigdy nie spojrzałem na sprawę w kontekście bajek i tłumaczenia zachowania bohaterów w taki sposób. I te poszukiwania jakoś nigdy się nie kończą. Jedna załatwiona sprawa znów budzi niedosyt gdzieś tam na dnie. Chodzi o to by króliczka gonić a nie złapać.
Czy nie jest to szersze i bardziej głębokie pragnienie zrozumienia i poznania siebie. Tego co w nas jest prawdą. Poszukiwanie siebie, może wyrwanych korzeni, może zniszczonych relacji człowiek – Stwórca?
Piszesz
”Czemu ludzie wciąż schodzą pod ziemię? Czemu kolorowe kamyki są aż tak cenne? Przecież nie robi się z nich chleba, tylko błyskotki”
Co człowieka pcha wciąż w nowe odkrycia? Nie pierwsi i nie ostatni zadajemy takie pytania.
Pozdrawiam
[ Dodano: 2007-03-22, 22:08 ]
Dzień roboczy
Zacznę od strony technicznej a właściwie napiszę, że w znacznej mierze zgadzam się z przedmówcami itp. W rzeczywistości opowiadanie jest tak sugestywne i plastyczne a poza tym przesiąknięte (jak już to podkreślali inni) sielankowością i spokojem, że nie zwracałem szczególnej uwagi na techniczną stronę. Mam jednak dwie inne rzeczy.
1. Nic wcześniej nie zapowiada choroby Alberta i to tak zaawansowanej, że w rezultacie umiera. Może są jakieś kliniczne przypadki, ale realnie tak szybki rozwój przeziębienia.. Fakt opowiadanie jest fantastyczne Przyznaję, że oczekiwałem na jakiś wypadek, w który mógł być zamieszany Wodnik czy inne twory z opowiadania Ciotki Alberta. Co prawda zakłóciłoby to nastrój opowiadania.
2 Napisałaś : "Na Jana babka i jej ochmistrzyni wybrały się na msze do miejskiej fary. We wnętrzu katedry zastały straszny tłok, jak zwykle z resztą na świętego Jana. " (powtórkę Jana pomijam:) )
Z tych zdań wynika, że farę i katedrę traktujesz jako równe sobie. W rzeczywistości fara jest siedzibą proboszcza - i tak dalej traktujesz to w opowiadaniu - a katedra to siedziba biskupa. Miano "katedra" wiązało się więć ze znacznymi przywilejami i władzą biskupią. To dlatego też nasi pierwsi władcy tak bardzo o nią zabiegali.
Ale generalnie opowiadanie podobało mi się - zaczynasz nadawać tekstom "swój" charakter, jeszcze trochę i (przynajmnie na naszym forum, choć życzę Ci szerszego) zaczniesz być rozpoznawalna
Pozdrawiam
_________________ "W człowieku, który uważa, ze wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia".
R Kapuściński "Podróże z Herodotem"
Dziękuję. Jest mi bardzo miło.
Cennych uwag mi dostarczyłeś, parę przyczynków do rozmyślań. Szkoda tylko, że mnie nie było i teraz dopiero czytam i odpisuję. Przepraszam.
Opowiadanie było w miarę wciągające, ale mam kilka uwag:
Cytat:
Prof.dr.inż.mgr.hab.
Tytuły pisze się w takiej kolejności: prof. dr hab. inż.
Nie spotkałam się, by dopisywano "mgr", bo w sumie jest to logiczne (żeby mieć tytuł "doktora", trzeba mieć najpierw "magistra")
Cytat:
rehab.przehab.
To pozostawię bez komentarza
Trudno określić, w jakim czasie odgrywa się akcja:
Cytat:
na tradycji cyceroniańskiej
Kojarzy mi się z Marcusem Tulliusem Cycero (żył przed naszą erą).
Cytat:
Zbyszka z Bogdanowa i jego wuja
A to ze średniowieczem.
Cytat:
dyskoteka
Cytat:
gitarze elektrycznej.
Cytat:
prądu
To każdy wie.
Nie wiem czemu, ale mam awersję do wszystkich słów, które zaczynają się na "moher (ale to pewnie przez politykę).
Rudy Lisz napisał/a:
serio mieszkam w Chorągwicy i serio jest tam maszt telewizyjny
Coś mi się wydaje, że wiem, o którą miejscowość Ci chodzi
Pozdrawiam
_________________ Książka jest jak przyjaciel, inny - to już nie ten sam. Nie będę przyjaciół na poniewierkę, na pewną zgubę zostawiać.
Maria Kann
A ja wiem, gdzie są Dobczyce, ha!
To opowiadanie stare jest, a mocherowcy to pomyłka (na początku byli trafniejsi kwadratowcy), ale mi się do tej pory nie udało zmienić, jak i paru innych rzeczy...
łeeee idę się uczyć
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum