Tak sobie myślałam... wiesz Hiddenie, moje wiersze są wcale melodyjne... myslę że o tym stanowi nie tylko rym... ale w sumie to nie wiem...zastanawiam się... co moze oznaczać piękne brzmienie.
Napisałam jeden rymowany kiedyś, ale przyznaję że to trudna sztuka, wprowadziłam też sylabiczność, jakoś sobie rozplanowałam wersy. Niestety średnio to wyszło
Dzięki za zainteresowanie wierszami. Sama nie oceniam ich zbyt wysoko, ale mam dziwne przeczucie, że to można wyćwiczyc jeszcze, jak prozę.
Pozdrawiam.
Wiek: 29 Dołączył: 28 Sie 2005 Posty: 133 Skąd: SCI
Wysłany: 2006-11-10, 22:45
Maria
Buahahaha . Ubawiło mnie ostatnie zdanie. Miodek. Przysłowiowa wisienka na torcie. I takie tam słodkości . Dobry tekst. Sympatyczny. Lekki. Owiany papierosowym dymem tajemnicy. Nie zauważyłem błędów. Gratulacje .
Dzięki za pierwszą opinię - bardzo miłą. Zobaczymy, co będzie dalej. Prawdę mówiąć sopdziewa(ła)m się batów. Ktoś, kto czytał je przed wysłaniem stwierdziłm, że dziwne i niejasne, ale postanowiłam zaryzykować.
Pozdrawiam.
- cierpisz na chorobę zaimków przez to czasem nie wiadomo o co Ci chodzi
- interpunkcja
- interpunkcja w dialogu
- używaj też zamiennie określeń bohaterów- Maryna to również kobieta, dziennikarka itp.
- poszatkowane zdania- przeplataj zdania pojedyncze zdaniami złożonymi
Podoba mi się budowanie przez Ciebie nastroju. To coś, co lubię w prozie takiej jak nam zaproponowałaś. Przez takie subtelne budowanie klimatu, opowiadanie zyskuje charakter. No i mirabelki, którymi zajadałam się jako dzieciak
Poziom: 32 HP
5%
137/2753
MP
100%
1314/1314
EXP
95%
106/111
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Bardzo mi się podoba. Przede wszystkim świetnie operujesz językiem, tworzysz piękne, plastyczne i nastrojowe opisy. Historia sama w sobie jest niezła, za mało rozwinięta, moim zdaniem, choć gdyby była dłuższa, druga część zupełnie by nie pasowała. A tak też jest dobrze. Brawa!
Rudy Lisz napisał/a:
Tak sobie myślałam... wiesz Hiddenie, moje wiersze są wcale melodyjne... myslę że o tym stanowi nie tylko rym... ale w sumie to nie wiem...zastanawiam się... co moze oznaczać piękne brzmienie.
Masz rację, jest w Twoich wierszach melodia, tyle, że taka inna. Absolutnie nie mam zastrzeżeń do ich formy, w ogóle nie mam zastrzeżeń specjalnie - szkoda tylko, że jest ich tak mało
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Dziekuje za opinie. Co do wypowiedzi Lil: tak, zgadza sie, ogólnie gramatyka to moja słaba strona, juz jest lepiej, ale... miałam na studiach tak zakręcona gramatyke, że albo nadrobię straty, albo to się za mną będzie tłuc w nieskończoność. Co do interpunkcji - staram się, ale to dość trudna rzecz jest. Mysle co by se nie kupić takiego fajnego słownika.
I te zaimki. Wiem o tym także, ale jakoś ciężko mi się ich pozbyć. To samo mam w wierszach, a w wierszach to już jest poprostu antyestetyczne.
Hiddenie - mam dużo wierszy, ale nie nadsyłam ich raczej tutaj. właściwie, to ich nigdzie za bardzo nie nadsyłam. Brałam udział w corocznym konkursie organizowanym w Wieliczce i tyle. A w tym roku go chyba nima
Dzieki za ciepłe słowa. Pozdrawiam.
Zakręcone, tak jak lubię. Genialna puenta, przypomina mi zakończenie filmu "Prosta historia" D. Lyncha. Błędów nie zauważyłem, jedno powtórzenie mi się po drodze rzuciło w oczy. Z poprzednich komentarzy wynika, że piszesz wiersze i momentami to widać. Choćby po tym zdaniu:
Cytat:
Potem myła swoje włosy i długo je rozczesywała, niecąc księżycowe iskry w przejrzystym, rannym powietrzu
Dosyć luźny esej o błyskotkach, dla których ludzi nie raz tracą głowę - dosłownie i w przenośni. Tekst jednak nie ma wyrazistego charakteru, taki jakiś szkolny się wydaje.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
tak..ja o tych błyskotkach nie mówiłam ani ironicznie a ni w sensie niegatywnym. Chodziło raczej o wpływ żywiołu ziemi na wyobraźnię człowieka
dzieki za first recenzję:)
Piękne opowiadanie, od razu widać, że napisane dziewczęcą ręką. Bardzo dobra fabuła, przyjemny klimat tajemniczej baśni; może końcówka nie do końca jasna, ale i tak pasuje dobrze do reszty. Na plus zasługuje też nieco ironiczna postać Śmierci, przedstawionej jako kobieta pracująca , ale czuła i ciekawa świata.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
Poziom: 20 HP
1%
8/893
MP
100%
426/426
EXP
78%
41/52
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Strasznie lubię czytać Twoje opowiadania, Liszu. Jest w nich cos bardzo przyjemnego, nastrojowego, a przy tym spokojnego. Podba mi się barwny, plastyczny styl i pomysły. Końcówka opowiadania jest, jak już Cynamon wspomiał, dosyć niejasna, ale ogólnie bardzo mi sie podobało.
pozdrawiam
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Dziekuję....
Jest mi niezwykle miło, że moja praca jest doceniana, z resztą...komu by nie było po takich recenzjach :p
Opowiadanie jest jednak już dość stare, napisałam je z pół roku temu, jak nie dawniej. Lubię jednakowoż dopracowywać swoje utwory, to też przyjemność. Kiedy napiszę wiersz, wciąż go przepisuję w nowych wersjach (czasem zmieniam tylko słowo) a potem porównuję i patrzę, jak zmienia się jakość, przesłanie, znaczenie, itd. Polecam tą metodę, choć przy opowiadaniach raczej ciężko ją stosować Z reszta - opowiadania pisze na kompie, a tylko wiersze - ręcznie.
Pozdrawiam.
Cośkolwiek dziwna ta śmierć – mimo wszystko bardzo ludzka, w dodatku nieporadna i zagubiona. Co by się stało, gdyby się zgubiła i nie zdążyła, lub co gorsza – ktoś by sobie zażartował że nazywa się np. Jan Kowalski i przez pomyłkę dostałby bilecik?
Opowieść księżnej Bobratymskiej jest moim zdaniem zdecydowanie za długa – mało wnosi do treści a zajmuje połowę opowiadania.
Za to końcówka – prawdziwa poetycka perełka. Przyznaję, że choć jej związek z opowiadaniem jest dla mnie niezbyt jasny, to bardzo mnie zauroczyła. Potrafisz wciągnąć czytalnika.
Kilka błędów i wątpliwości:
Cytat:
W naszym Instytucie panował całkowity zakaz mówienia
Cytat:
Zapytałam kilku czekających
Trochę nie pasuje…
Cytat:
Uśmiechnęłam się na dźwięk tego nazwiska. Byłam we właściwym miejscu.
No właśnie. A gdyby nie trafiła?
Cytat:
Zdziwiło mnie, że nie usiadł naprzeciwko na drugim krześle. Spojrzałam przez okno. […] Tuż pod oknem straż pełniły chochoły, dalej spory podjazd – nieodśnieżony plac, z którego odchodziły dwie drogi w przeciwnych kierunkach. Znikały za parawanem olbrzymich drzew i towarzyszących im krzewów
Skoro rozchodziły się od podjazdu w prawo i lewo (z punktu widzenia siedzącej Śmierci), siedzac na krześle i patrząc przez okno chyba nie mogła ona dostrzec jak one się kończą.
Cytat:
siedzącą na jednej z puf
Grając kiedyś w scrabble, miałem już prawie wygraną partię. Wtedy ułożyłem słowo – „pufa”. Przeciwnik sprawdził, i pojawił się komunikat – słowa „pufa” nie ma w słowniku! Od tej pory już pamiętam, że jest „ten puf” a nie „ta pufa”. A zatem – choć wyda się to dziwne – „siedzącą na jednym z pufów”.
Cytat:
-Mówiłam właśnie o wieczornym przyjęciu. – Ciągnęła.
Bez kropki po „przyjęciu”.
Cytat:
Ich syn z resztą.
Cytat:
jak zwykle z resztą na świętego Jana.
Zresztą – razem.
Cytat:
Ludzie często uginają się pod ciężarem nieszczęść, które są naturalne, jak jedzenie i picie.
Źle skonstruowane zdanie, można je zinterpretować w ten sposób, że jedzenie i picie są naturalnym nieszczęściem.
Cytat:
Miły harmider ogarnął ludzi witających się.
Miły harmider ogarnął witających się ludzi.
Cytat:
Jednocześnie dał się w lesie słyszeć tupot wielu tańczących nóg. Muzyka trwała już od paru dobrych minut, gdy zza drzew wybiegła roześmiana dziewczynka, którą Manuela spotkała w kościele. Tym razem była ubrana w delikatną gazę. Przez ową zwiewną materię prześwitywało jej wcale dorosłe ciało. Twarz miała też jakby bardziej doroślejszą i była o wiele wyższa niż w kościele. Za nią wybiegły dwie niezwykle wysokie i smukłe kobiety, też owinięte w gazę. Były od tamtej o wiele wyższe i chudsze i miały twarze beznamiętne, podczas gdy w oczach trzeciej paliły się te same łobuzerskie ogniki, co u dziewczynki z fary.
Ile osób jest na polanie?
„roześmiana dziewczynka, którą Manuela spotkała w kościele.”
„dwie niezwykle wysokie i smukłe kobiety”
„w oczach trzeciej paliły się te same łobuzerskie ogniki, co u dziewczynki z fary” - a zatem nie była tą dziewczynką z kościoła!
Razem – cztery osoby (plus babka).
Jednak w dalszej części opowiadania okazuje się, że na polanie są tylko chochliczka i dwie rusałki – czyli trzy dziewczęta (plus babka).
Co by się stało, gdyby się zgubiła i nie zdążyła, lub co gorsza – ktoś by sobie zażartował że nazywa się np. Jan Kowalski i przez pomyłkę dostałby bilecik?
No zasadniczo ludzie nie wiedzą, że to Śmierć. Znajdują się w stanie na granicy dwóch światów, ich status jest nieokreślony. Zapewne ich zdolności percepcyjne nie działają tak, jak nasze. Ale uwaga słuszna, bo mój czytelnik może się nad tym zastanawiać - powinnam doprecyzować.
Don Centauro napisał/a:
Opowieść księżnej Bobratymskiej jest moim zdaniem zdecydowanie za długa – mało wnosi do treści a zajmuje połowę opowiadania.
Opowiadanie jest eksperymentem z fabułą, choć bardziej z narracją. Chciałam wypróbować kilka technik (stąd też końcówka) Kosztem żywszej akcji,a le było to celowe. Proszę zatem o wyrozumiałość.
Don Centauro napisał/a:
Cytat:
Zdziwiło mnie, że nie usiadł naprzeciwko na drugim krześle. Spojrzałam przez okno. […] Tuż pod oknem straż pełniły chochoły, dalej spory podjazd – nieodśnieżony plac, z którego odchodziły dwie drogi w przeciwnych kierunkach. Znikały za parawanem olbrzymich drzew i towarzyszących im krzewów
Skoro rozchodziły się od podjazdu w prawo i lewo (z punktu widzenia siedzącej Śmierci), siedzac na krześle i patrząc przez okno chyba nie mogła ona dostrzec jak one się kończą.
nie dostrzegała, gdzie sie kończą, ale gdzie znikają jej sprzed oczu
"Znikały za parawanem olbrzymich drzew i towarzyszących im krzewów"
Puf, vel pufa jest jednym z moich ulubionych przypadków językoznawczych.
Zastanawiałam nie kwestia uzusu i normy. Normy są wtórne do użycia. Najpierw mówilismy polskim, a potem stworzono pierwszą polską gramatyke.
Fofma 'poszłem' na przykład jest niepoprawna, ale częstotliwość jej użycia sprawia, że zapewne kiedyś podciągnie się ją pod normę.
druga kwestia, to słowniki, jakie ostatnio oglądałam, nazwy nie pomne, a nie chce mi się zerkać do notatek. Są one spisem (całkiem sporym) wyrazów, kórych nie ma w słownikach J.pol. a które są neologizmami nawet jeszcze z lat 60 tych.
Trzecia kwestia, to fakt, że popełniam horendalne błędy ortograficzne (już anegdotą jest, jak podczas praktyk w gimnazjum napisałam 'toważystwo' na tablicy a po lekcji uczeń zwrócił mi uwagę, że to przez 'rz' )
No i te osoby na polanie.
dwie - nimfy wysokie a z lekka tępawe.
trzecia - chochliczek
no i obserwator - babcia.
Nie urzywam słowa 'czwarta' zatem myślę, że w tym opisie idzie sie połapać.
Dzięki raz jeszcze za lekturę i recenzję.
Pozdrawiam
Strasznie nieprzemyślany ten artykuł. Jakbyś nie mogła się zdecydować, o czym chciałaś napisać.
Po pierwsze - nawiązanie do Alladyna. Jako wstęp do rozważań jest całkowicie w porządku. Ale tylko jako wstęp - wersji historii Alladyna jest mnóstwo i nie wszystkie mówią o podziemnym ogrodzie. Gdyby artykuł, jak sugeruje tytuł, był o Alladynie, powinnaś w rozwinięciu zająć się właśnie różnymi wersjami historii, może kwestią tłumaczeń, interpretacji, nawet tych filmowych. Jeśli natomiast tytuł miał być tylko metaforą, zabrakło jakiejś refleksji na koniec, klamry, która spinałaby artykuł, ponownego nawiązania do Alladyna.
Dalej - skupiasz się na motywie zejścia pod ziemię. Nawiązujesz do polskiej baśni, a omijasz zupełnie początki tego motywu. W wielu mitologiach występuje motyw zejścia pod ziemię: grecki Orfeusz, japoński Izanagi, sumeryjska Inanna, skandynawski Hermod. Zabrakło nawiązania do tych mitów, które mają wiele wspólnego (wszyscy udają się do podziemnego świata by prosić o czyjeś życie). Jeśli pytasz "jaki bies w tym tkwi", powinnaś nawiązać do mitologii. Bo od nich "wszystko" się zaczęło.
Kolejny fragment - nawiązując do podziemnego ogrodu (który to wątek również można by rozwinąć w osobny artykuł) zaczynasz snuć rozważania o kamieniach. Kolejny temat-rzeka muśnięty nawet nie "po łebkach". Od kwestii uroku i doskonałości klejnotów przechodzisz do kwestii znaczeń, jakie przypisuje się kamieniom. Chaotycznie, pobieżnie i właściwie nie wiadomo po co.
Po drodze pałętają się nawiązania do baśni - ciekawe, ale wprowadzające jeszcze większy chaos do tekstu.
W efekcie po lekturze długo zastanawiałam się "o czym to właściwie było?!".
Odniosłam wrażenie, że tekst był pisany na zasadzie "trochę wiem, resztę sobie wymyślę" - tak naprawdę zabrakło mi w nim wiedzy. Może nie dogłębnej, poprzedzonej latami studiów, ale przynajmniej gruntownej. Zawsze uważałam, że artykuły powinno się pisać o tym, na czym się zna. W przypadku Twojego tekstu odnosiłam raczej wrażenie, że nie masz pojęcia, o czym piszesz (żeby było jasne i żeby nikt nie poczuł się urażony: nie uważam się za autorytet w wymienionych tematach, po prostu trochę o tym czytałam i wiem, jak dużo jeszcze nie wiem i jak powierzchowna jest moja wiedza - a odnoszę wrażenie, że Tobie jako autorce, zabrakło nawet takiej wiedzy).
Były od tamtej o wiele wyższe i chudsze i miały twarze beznamiętne, podczas gdy w oczach trzeciej paliły się te same łobuzerskie ogniki, co u dziewczynki z fary.
Mimo wszystko uważam, że jest tak zbudowane, że wskazuje na cztery osoby na polanie (moim zdaniem):
Cytat:
Były od tamtej o wiele wyższe i chudsze (tu są dwie ) i miały twarze beznamiętne, podczas gdy w oczach trzeciej ( tu jest trzecia-chochliczka) paliły się te same łobuzerskie ogniki, co u dziewczynki( i tu jest czwarta - dziewczynka z fary wg tego zdania nie jest tożsama z chochliczką) z fary.
Plus oczywiście babcia
Pozdrawiam (i obiecuję że już nie bedę drążył tej kwestii)
D.C.
Dzięki, Melfko.
Niestety myślę, że zbyt surowo oceniłaś "Alladyna".
Chodziło mi o ogród i tylko ogród, nie miałam ochoty rozważać baśni o Alladynie. Czemu zatem ten tytuł? Po pierwsze nie do końca pisze o zejściu pod ziemię, pisze o żywiole ziemi. Jest to pewna reprezentacja, tytuł - trochę ozdobnik. MOgłabym wymyślić tytuł z innego poruszanego przeze mnie wątku. Wyszłoby na to samo. A klamry nie ma, bo tytuł nie jest metaforą, nie jest też dominantą artykułu.
Nawiązuję do baśni, bo nie nawiązuję do doświadczenia zbiorowego - którego reprezentacją jest mit, ale jednostkowego, do marzenia, podświadomych snów. Zatem:
"Bo od nich "wszystko" się zaczęło." jest nieprawdą. Ponieważ zaczęło się w ludzkiej podświadomości, a wykreowało w wyobraźni. Zatem jeśli piszę raczej o intuicjach i szukam przykładów w otaczającym mnie świecie, to nie nawiązuję do wiedzy ogólnoświatowej, bo jak miałam 5 lat, niewiele wiedziałam o np. Innanie. I nie piszę o żadnym schemacie, matrycy (czyt. "wszyscy udają się do podziemnego świata by prosić o czyjeś życie" ). ale o pewnych głęboko ukrytych ludzkich pragnieniach. Nie kryję, że możnaby i w tych mitach znaleźć wątki mnie interesujące, ale byłoby to o tyle zasadne, o ile nawiązywałabym do mitologii Słowiańskiej i to takiej, która funkcjonuje w świadomości współczesnych, a czegoś takiego nie ma.
Co do dalszych zarzutów, to zgoda, jest conieco chaosu. A co do niewiedzy...hmmm...ciekawe, co by było, gdybym walnęła tu elaborat na dwadzieścia stron, z detalami, itd. Ale może i racja, może i za mało treściwe. Pierwszy wymóg felietonu, to erudycja, dlatego pisanie literackich felietonów, to sztuka.
Don Centauro - a czepiaj się, ile chcesz ja bardzo lubię się wykłócać. A co do twej uwagi, to oczywiscie maasz rację. zamiast trzecia powinnam urzyć jeszcze raz słowa 'chochlik'
Niestety myślę, że zbyt surowo oceniłaś "Alladyna".
Wybacz przekorę, ale dlaczego "niestety myślisz"?
A tak na serio - pisałam o moich subiektywnych odczuciach. I o cechach, którymi artykuł powinien się charakteryzować. Przede wszystkim być "o czymś", a nie "o wszystkim" - ale o tym niżej.
Rudy Lisz napisał/a:
Chodziło mi o ogród i tylko ogród, nie miałam ochoty rozważać baśni o Alladynie. Czemu zatem ten tytuł? Po pierwsze nie do końca pisze o zejściu pod ziemię, pisze o żywiole ziemi. Jest to pewna reprezentacja, tytuł - trochę ozdobnik.
Tytuł spełnia pewną rolę. W dziennikarstwie - powinien nie tylko przykuwać uwagę, ale i pełnić funkcję informacyjną. Nie powinien natomiast wprowadzać w błąd. Myślę, że też czułabyś się zirytowana czy oszukana, gdybyś po przeczytaniu artykułu "Moje rybki w akwarium" zorientowała się, że o rybkach nic nie było, a cały tekst dotyczył sposobu nawożenia buraków cukrowych. No, może na początku autor wspomniał o tym, że wodą z akwarium lepiej ich nie nawozić.
Jeśli żywioł ziemi był motywem przewodnim, należało to zaznaczyć - choćby właśnie w tytule. Wracając cały czas do niego, nawiązując w kolejnych fragmentach, uzyskałabyś bardziej spójną i ciekawszą formę. Nie sprawiałby wrażenia, że jest napisany na zasadzie "O, jeszcze o tym chcę napisać! I o tym! I jeszcze o tym!" i nie przypominałby opowiadania początkującego autora, który uważa, że im więcej wątków wepchnie do tekstu, tym będzie lepiej (i w efekcie na 10 stronach upycha 236 różnych ras, miłość, zdradę, wielką bitwę, wrzucanie pierścionka do wulkanu itd.).
Rudy Lisz napisał/a:
"Bo od nich "wszystko" się zaczęło." jest nieprawdą. Ponieważ zaczęło się w ludzkiej podświadomości, a wykreowało w wyobraźni.
Mity są właśnie odzwierciedleniem tego, co w ludzkiej "duszy" siedzi. Najstarszym zachowanym. Jeśli więc analizujesz jakiś motyw - choćby właśnie zejścia pod ziemię i pytasz, co w tym jest, to warto do tego odzwierciedlenia sięgnąć. Zwłaszcza, że pewne motywy powtarzają się w większości mitologii i jeśli pominąć teorie spiskowe i takie tam, można przyjąć, że to dlatego, że właśnie odzwierciedlają marzenia ludzi itd.
Rudy Lisz napisał/a:
I nie piszę o żadnym schemacie, matrycy (czyt. "wszyscy udają się do podziemnego świata by prosić o czyjeś życie" ). ale o pewnych głęboko ukrytych ludzkich pragnieniach.
A te pragnienia mają pewną prawidłowość, prawda? Powtarzalność. Sama przyznajesz, że ludzi fascynują podziemia, że przyciąga ich urok klejnotów, że są skłonni przypisywać im moc. To też "schemat" czy "matryca" (swoją drogą - paskudne słowa).
Rudy Lisz napisał/a:
Nie kryję, że możnaby i w tych mitach znaleźć wątki mnie interesujące, ale byłoby to o tyle zasadne, o ile nawiązywałabym do mitologii Słowiańskiej i to takiej, która funkcjonuje w świadomości współczesnych, a czegoś takiego nie ma.
Zważywszy na to, że chcesz nawiązywać do własnych doświadczeń i jesteś dzieckiem kultury chrześcijańskiej, a nie pogańskiej (słowiańskiej), nie widzę zasadności nawiązywania do rzeczonej mitologii.
Co więcej, artykuł piszesz mając lat 21, a nie 5, więc uzasadnienie, że w wieku 5 lat nic nie wiedziałaś o tej czy tamtej mitologii, jest moim zdaniem trochę nietrafione. Teraz masz (albo powinnaś mieć ) wiedzę, którą możesz wykorzystać.
Rudy Lisz napisał/a:
A co do niewiedzy...hmmm...ciekawe, co by było, gdybym walnęła tu elaborat na dwadzieścia stron, z detalami, itd.
Zwracam uwagę, że nie stwierdziłam, że zarzucałam tekstowi, że jest za mało naukowy, więc ta ironia z elaboratem trochę nietrafiona. Napisałam, że tekst sprawiał wrażenie, że autorka nie ma pojęcia, o czym pisze. Posiadanie wiedzy nie oznacza, że należy ją całą upchnąć w tekście. Chodzi o umiejętne wybranie tego, co jest naprawdę istotne, czasem - skondensowanie kilku setek stron przeczytanych książek do jednego akapitu. Skondensowanie w sposób rozsądny i przystępny.
Nawiązując znów do kwestii literackich - autor, który chce osadzić akcję w realiach rewolucyjnej Francji, musi sporo wiedzieć o tym okresie. Nie znaczy to jednak, że całą tę wiedzę musi upchnąć w opowiadaniu. Nie trzeba. Czytelnik i tak się zorientuje, czy ma do czynienia z laikiem, czy też osobą, która ma pojęcie (pojęcie, a nie 20 lat studiów za sobą), o czym pisze. I właśnie poczucia, że autor "ma pojęcie" u Ciebie mi zabrakło.
Czego mi zabrakło - wiem, i już śpieszę wyjaśniać.
Jest to w ogóle pierwszy tego typu tekst, na jaki sie porwałam. Moje pisanie oparte jest na intuicji. O co chodzi w pisaniu intuicyjnym? Świetnie sprawdza się w poezji, w prozie też nieźle. Niestety co do artykułów, pojawia się pewien problem. Myślałam, że taki eksperyment się uda, ale jesteś kolejną osobą, do której "Alladyn" nie trafił. Z resztą już w prozie niejasność moich motywacji pojawia się w recenzjach.
Nie nawiązywałam do wątków mitycznych, bo nie kształtowały mojej wyobraźni ani marzeń. Temu nie nawiązuję do nich.
Nie ma sensu opisywać wszystkich i pisać, że miały na mnie wpływ i na ludzi z mojej kultury. O to mniej więcej mi chodziło.
"Matryca" i 'schemat" brzydkie słowa, ale racja, są, tylko nie tyle w umyśle, co raczej są to obrazy odczuć, obrazów w wyobraźni.
ale nic to, nie bronię "Alladyna" raczej staram sie naświetlić swoją motywację przy pisaniu.
Albo może troche się staram
Dziekuję raz jeszcze za polemikę.
Maria
Bardzo nastrojowy początek i rozwój. Później trochę zderzenie z pewną topornością. Mam nadzieję, że wlaśnie w ten sposób planowałaś ptrzeciwstawić sobie Marię i Marynę i imiona nie są przypadkowe. Nawiasem mowiąc ciekawą musiałam mieć minę Maryna po słowach bohatera meskiego.
Jakoś nie wiem co z pierwszym zdaniem. Ktto je wypowiada, ale w podtekście raczej nie widzę, by Maria paliła. Nie pasuje to do niej.
Język... płynęło się. A w oczy rzuciła się forma, którą lubię, a którą rzadko mozna spotkać :"czekałem słońca".
Podobało się
Pozdrawiam
_________________ "W człowieku, który uważa, ze wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia".
R Kapuściński "Podróże z Herodotem"
Jakoś nie wiem co z pierwszym zdaniem. Ktto je wypowiada, ale w podtekście raczej nie widzę, by Maria paliła. Nie pasuje to do niej.
opowiada narrator - który potem wprowadza Marię do narracji. Druga cześc możę (aczkolwiek nei musi) wyjaśnić - kto jest kto.
dzięki za miłe słowa i czas poswięcony lekturze
Dzień roboczy
Sprawnie napisany tekst, którego dodatkowym atutem jest (pomimo poruszanego tematu) ciepły klimat. W takim ujęciu nadejście śmierci jest czymś łagodnym i traci wszelkie znamiona tragedii. Trochę niekonwencjonalny sposób, ale dość sugestywny. Proza życia zmierzająca w stronę poetyki.
Z wizualizacją tekstu nie miałem żadnych kłopotów. No, może przez moment porównywałem sobie dwa obrazy śmierci: tę z kosą i tę z wizytówką. Cóż, czasy się zmieniają i każdy szuka łatwiejszego sposobu na wykonywaną pracę.
W pierwszej części opowiadania zauważyłem, że trochę nadużyłaś czasowników w następujących po sobie zdaniach. "Wkrótce dotarłam do drogi. Na śniegu ujrzałam dwa ślady opon. Poszłam za nimi w prawo. Dotarłam do małego dworu. "
Później jednak nastąpiła zdecydowana poprawa, więc nie będę narzekał na styl.
Ogólnie rzecz biorąc: kawałek solidnej roboty. Podobało mi się.
Dziekuję za recenzję
te czasowniki czasem mi się zdarzają. Jest to pewna forma wyliczania czynności w krótkich zdaniach prostych. Jednak mało elegancka.
Miło, że Ci się podobało opowiadanko.
Pozdrawiam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum