Wysłany: 2006-01-11, 11:21 Opinie na temat prac Dae
Pacyfista
Powiem krótko: to się nadaje do prasy.
Opowiadanie jest w pełni profesjonalnym tekstem, wymagającym pewnie ledwie kosmetycznej korekty. Przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, a w dodatku ku własnemu zaskoczeniu. Początkowe zdania mnie przeraziły, znów opowiadanie fantazy, które zaczyna się w karczmie. Aż mnie trzęsie od takich kawałków. Myślałem, że zaczyna się kolejny tekst nastolatka będący zapisem sesji RPG. Oto zaraz do karczmy wkroczy elf, krasnolud i czarodziejka i zaczynie się kolejna sztampowa i nieciekawa przygoda. Tyko nie to! A tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Tekst mnie autentycznie wciągnął i zaciekawił. Jest zagadka, niepewność, intryga. Jest zaskakujący finał i rozwiązanie akcji. Opowiadanie ma ręce i nogi, wszystko na swoim miejscu. Przemyślane i dopracowane.
Stworzyłeś nową jakość na portalu. Od dziś słabsze teksty, innych twórców, zacznę oceniać bardziej surowo niż dotychczas. Poprzeczka idzie w górę.
Gratuluje świetnego debiutu.
Pacyfista.
Pod względem stylu początek zaprezentował się niemal koszmarnie. Policz jak wiele jest tam odmian słowa "było". Ale co się źle zaczyna, dobrze się kończy. Ha, nawet bardzo dobrze. Im dalej brnąłem w opowiadanie, tym stawało się ono ciekawsze, stylowo dopracowane (brawa za gwarę z minionych lat), a brak standardowych postaci typu: elf i krasnolud, ucieszył mnie bardzo.
Lektura Twojego tekstu wbudziła skojarzenie z filmem "Lokis", ale to tylko tak na marginesie, bo w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Po prostu osiągnąłeś podobny klimat.
Ogólnie jedno z lepszych opowiadań fantazy, o ciekawie zawiązanej i poprowadzonej akcji, z postaciami, ktorych na pewno nie można określić jako papierowe. A to juz coś.
Pozdrawiam.
Po Twój tekst sięgnąłęm na końcu, wydawał mi się dość długi i dlatego, ale w rzeczywistości to wcale nie przeszkadzało. Wciągnęlo mnie, zassało. Oryginalny klimat i pomysł ( no może odwrotnie ). Nieszablonowe fantasy. Naprawdę podobało się.
Jednak małe poprawki techniczne były by wskazane. Zgadzam się z BMW. Nadużyłeś wyrazu "był" w sposób okrutny - ( coś 120 razy w całym tekście)
I jeszcze parę drobiazgów, które wychwyciłem w czasie czytania :
"Morthon był doświadczonym pacyfistą; dlatego też nie zlękną się, ani nawet nie wzdrygnął " - jak już to zlęknął
Żałość i smutek płynąca z tych słów odepchnęła aż pacyfistę o krok" ... odepchnęła pacyfistę aż o krok - może tak?
Trafiło się raz, że wpisałeś "Tristysie" a w innych miejsca Tristis
Oczywiście nie przeszkadzały one w odbiorze całości
- powtórki
- zbyt długie zdania
- gubisz podmiot lub wcale go nie określasz
- interpunkcja
- strużki łez- od strugi a nie od stróżki (czyli kobiety, która jest stróżem)
- "zdobiona szabla o srebrnej głowni i złotej głowicy wysadzanej brylantami bez wątpienia dawały do myślenia.”- nie wiem czy ktoś, kto posiadałby taki majątek narażałby się na śmierć zamiast siedzieć gdzieś w domowych pieleszach.
Przede wszystkim duży plus za wytworzenie słowiańskiego klimatu i wciągnięcie w opowiadanie. Czekam na kolejne opowiadanie, bo to mi się podobało.
"Tu wszystko wykonane było przez zdolnego cieślę, a do tego ozdobione skomplikowanymi, wymyślnymi rytami, gdzieniegdzie inkrustowanymi zielonym i czerwonym barwnikiem."
Pierwsza uwaga na dzień dobry: nie inkrustuje się barwnikiem. Można metalem, kamieniami mniej lub bardziej szlachetnymi, kością słoniową, czy macicą perłową, ale barwnikiem nie.
" - Quo vadis Dominen? – jęknął."
Literówka? Winno być Quo vadis domine, zdaje się. Tak na marginesie, przydałoby się jeszcze raz odpracować korektę bo drobne i nieliczne usterki natury ortograficznej się trafiają.
... Więcej grzechów nie znalazłam.
Bardzo dobre, soczyste opowiadanie, szalenie sugestywne opisy. Tak trzymać.
Heh... Lepiej późno niż wcale, jak to się mówi. Dzięki za poświęcony czas i wytknięte błędy. Z tego co pamiętam wszystkie poprawiłem gdy jakiś czas temu zupełnie przypadkiem znów natknąłem się na ten portal, bo po prawdzie na dłuuugo o nim zapomniałem. Teraz mam nadzieję trochę więcej udzielać choć głównie jako czytelnik i recenzent.
Pomysł, by stworzyć opowiadanie o tak mrocznym, dusznym klimacie nie jest zły. Tylko, że...
No właśnie. Po pierwsze tak dłuuuuuuugaśny akapit męczy, zwłaszcza jeśli w całości zbudowany jest ze zdań prostych i równoważników zdań. W tym rytmie łatwo się pogubić i ja gubiłem się co i rusz. Wystarczyło, że na chwilę odwróciłem wzrok od monitora i już musiałem szukać, gdzie skończyłem czytać.
Zdania proste i te, które nimi nawet nie są. Są jak znalazł, gdy chce się przedstawić szybką, rwaną akcję. Ale gdy co piąte, szóste zdanie powtarza się, koniec końców zaczyna to drażnić. "Boże!" "Boję się!" itd. itp. I tak co chwila. Strach ciekawiej przyswoić czytelnikowi, gdy się go podaje z boku, nie używając tak często jego synonimów: "czuję strach", jestem przerażony" "ogarnął mnie lęk"... Raczej opisując go od środka, np. "Mrok spowija mnie niczym całun. Zdaje się dusić. W tak gęstej i niesprzyjającej atmosferze zdaję się wyłącznie na słuch. Słyszę człapanie. Jest coraz wyraźniejsze. Serce bije mi jak oszalałe. Przytrzymuję klatkę piersiową dłońmi. Irracjonalnie sądzę, że to utrzyma je na miejscu. Wyobraźnia podsuwa mi obraz tego czegoś, co człapie w mroku. Niewidoczne. A przez to tym bardziej groźne. Łapię krótkie oddechy. Na więcej nie pozwala mi ściśnięte gardło..."
Eliminując powtórki, akapit stałby się jedną trzecią krótszy. Opowiadanie by na tym nie straciło, bo odrzucając to, co niepotrzebne, zostawiłbyś samo sedno historii, z zyskiem dla czytelnika, który głupi nie jest i nie trzeba mu powtarzać, jak krowie na rowie.
Wykrzykniki! Po co! One opisują wrzask, krzyk, hałas... Są zbędne, bo przecież sercem tej opowieści jest cichy, nienazwany lęk. Zbliża się do głownego bohatera, stopniowo opanowując go.
A, no właśnie. Nienazwany. Opowieść straciła w ciągu jednej chwili, gdy pojawiła się nazwa stwora. I to w dodatku tak pretensjonalna. Już lepszy by był, naprawdę, stary, dobry wampir Ciemności, a w nich człapiące coś, niewidoczne, mimo słabej poświaty żarówki. Bo ta, mimo że świeci, nie daje wystarczająco dużo światła. Gibając się tworzy cienie, wzbogaca duszną atmosferę. Udało Ci się zbudować napięcie. Mimo powtórek, mimo wykrzykników. A tu pada nazwa i powietrze schodzi, bo potwór jest już znany i być może, dzięki temu, nie taki straszny.
Techniczne sprawy w postaci mieszania w czasach, czy nadmiaru zaimków. Przykłady:
Cytat:
Sebastian nie zastanawiał się nad tym tylko czym prędzej ruszył w stronę wyjścia, nie chcąc ryzykować zarażenia. I ja mam taki zamiar. Kątem oka dostrzegam jednak na półce pod barkiem fiolki novokainy. Są bardzo przydatne.
Cytat:
Rozlega się dziwny dźwięk! Zainfekowany drgnął gwałtownie i otworzył oczy!
Pomieszane czasy.
Cytat:
Kątem oka dostrzegam mojego przyjaciela. Rzucił źródło światła na podłogę i stoi teraz celując w krikena ze swojego karabinu
Zaimki.
Cytat:
By je sięgnąć muszę zbliżyć się niebezpiecznie blisko do trupa
Zbliżyć się... blisko... Masło maślane.
By je sięgnąć muszę podejść niebezpiecznie blisko trupa
Cytat:
Wychodzę stąd pośpiesznie
Logiczne, że "stąd". Bo przecież nie "stamtąd".
Wychodzę pośpiesznie
Cytat:
Warczenie przechodzi w zjadliwe ujadanie.
Zajadłe, chyba?
Cytat:
Nie może wiedzieć. Jest eNPeCem.
Musiałem googlać, by zajarzyć, bo nie jestem z branży Teraz z grubsza wiem. Tylko, czy to gra była? Tego nie rozumiem akurat. Nic na to nie wskazywało, więc puenta wyskoczyła jak diabeł z pudełka. Szczególnie w trzeciej osobie. Nagle objawił się jakiś zewnętrzny narrator. Kto? Skąd? I po co?
Chociaż motyw pętli, choć nieoryginalny, z pewnością pasujący do historii.
Zamierzałem skrytykować sens nadawania nazw obcobrzmiących opowiadaniom, w których akcja, czy choćby imiona bohaterów wskazują na nasze rodzime podwórko, a przynajmniej nie wskazują na podwórko obce. Zrezygnowałem, bo ten "eNPeC" i tytuł jakoś się mogą ze sobą łączyć. Tylko ja, ignorant, nie wiem jak, bo graczem nie jestem, a czytelnikiem owszem.
Co do wyłapanych błędów, nie ma co tu komentować tylko się nad nimi w pokorze pochylić. Natomiast jeśli chodzi o kwestie związane z klimatem, to z założenia opko nie miało opisywać pożerającego duszę strachu, lecz zwykłą, swojską panikę. I dlatego te wykrzykniki, i te powtórzenia, i te proste opisy odczuwania strachu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że warsztat nie dotrzymał kroku idei ale jakieś założenia teoretyczne były i próbowałem im sprostać (wyszło, jak wyszło).
O fabule zaś mogę powiedzieć, że po prostu ją dodałem, gdyż nawet taki utworek jakąś posiadać powinien. Dlatego też wyskakuje jak diabeł z pudełka Choć w sumie imo pasuje do opka. Oczywiście checkpoint wiąże się z eNPeCem i grami. Jeśli kiedykolwiek grałeś w jakąś gierkę gdzie można "zginąć" zauważyłeś, że po "śmierci" odradzasz się w pewnym ustalonym punkcie. Takich punktów jest na mapie zazwyczaj kilka. To właśnie checkpointy. Całkiem możliwe, że to to określenie ma jakiś formalny polski odpowiednik, nie jest jednak używany w języku żywym. Ot i tyle
Dzięki za opinię.
p.s. Ja wiem, że double posty nie są mile widziane, ale w tym wypadku Marku, zupełnie przypadkiem natrafiłem na Twój komentarz dotyczący tego opka. Poświęciłeś swój czas, za co jestem wdzięczny, a nawet o tym nie wiedziałem bo nie było sygnału, że cosik się w tym wątku dzieje ;/
W rzeczy samej. Post pod postem z zasady nie jest mile widziany, ale w obecnej sytuacji, czyli lekkiego zastoju na forum, uważam że grzech ten nieco blednie. Postaram się zapamiętać na przyszłość
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum