Zabawne opowiadanie, dotyczące problemu, o którym słyszałem tysiące dowcipów i widziałem masę kabaretów - czyli relacja zięć - teściowa. Nie wiem jakie to uczucie mieć teściową, ale wyobrażam sobie starą mendę wiecznie narzekającą na męża córki i chwalącą się szeroką wiedzą na każdy, absolutnie każdy temat. Prawdziwa tragikomedia
Jeśli zaś idzie o kobiecość, przytoczę dwa cytaty:
"Aby być szczęśliwym z mężczyzną, trzeba go bardzo dobrze rozumieć i trochę kochać. Aby być szczęśliwym z kobietą, trzeba ją bardzo kochać i w ogóle nie próbować zrozumieć. " - Witold Zechenter
i mój ulubiony:
"Kobieta nigdy nie wie, czego chce, ale nie spocznie, dopóki celu nie osiągnie." - Jean-Paul Sartre.
Pod względem technicznym nie mogę narzekać na tekst. Piszesz lekko i zrozumiale. Trafiają się literówki, brakuje czasem przecinków, ale na takie szczegóły szkoda słów.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
Poziom: 20 HP
1%
8/893
MP
100%
426/426
EXP
78%
41/52
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Ale to tylko fikcja, prawda? Czytałeś "A tobie dwa razy tyle" (bądź podobny tytuł) Sheckleya? Bardzo podobny pomysł, choć o plagiat absolutni nie oskarżam. Wykonanie sprawne, choć bez wodotrysków. Naprawdę fajna rzecz, podoba mi się,
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Czytałeś "A tobie dwa razy tyle" (bądź podobny tytuł) Sheckleya?
Ależ mnie przyłapałeś... Tak, nawet przyznaję się, że z tego opowiadania wziąłem pomysł na 'dubeltowe życzenie". Ale też kto zna zauważy, że są to dwa zupełnie różne opowiadania. Tamto ma przyjemniejszy koniec
No i oczywiście jest to fikcja, na teściową absolutnie nie mogę narzekać
Dżin
Kolejne udane opowiadanie. Piszesz, Donie, w taki sposób, że lektura tekstu jest absolutną przyjemnością. Nie ma "koślawych" zdań, wydumanych opisów i abstrakcyjnych porównań.
Widać, że pewne sytuacje życiowe nie są Ci obce. A podejście do nich z "przymrużeniem oka" i sprawny opis spowodowały, iż dotarcie do miejsca: "I klasnąłem dwa razy w dłonie." wywołało u mnie efekt zaskoczenia. Zaskoczenie to dotyczy czasu w jakim uporałem się ( w sensie jak najbardziej pozytywnym) z tekstem. No ale przy dobrej lekturze czas leci jak cholera.
Podsumowując: gratulacje za udaną humoreskę, bo wiem, że to mimo wszystko trudny temat.
Ale na koniec coś, co uważam za jedyną niepoprawność w opowiadaniu.
Cytat:
Jak obliczyłem, miałem jeszcze jakieś dwie godziny czasu.
Już samo określenie "dwie godziny" mówi nam, że chodzi o czas. Więc ponowienie "czasu" to tautologia. Co ciekawe, zazwyczaj stosujemy właśnie taki zapis " dwie godziny czasu, tydzień czasu", ale raczej nie powiemy i nie napiszemy, że "miałem do przejścia dwa kilometry odległości".
Pozdrawiam.
Świetnie napisane - podoba mi się sposób, w jaki np. opisujesz suchość w gardle, jest w tym świeżość, metafory są ciekawe i oryginalne. Dlatego zgrzytnęła mi ta nieszczęsna "świnka morska" - zbyt oklepane, jak na tak dobry tekst. Szkoda, że nie wymyśliłeś własnego porównania, na tej samej zasadzie.
Tak czy siak - udało Ci się wywołać uśmiech na mojej twarzy. Właśnie taki humor lubię: w warstwie językowej, a nie przez pakowanie bohatera w idiotyczne sytuacje. Duże gratulacje.
No i zakończenie dobre - ciekawe rozwiązanie problemu i poprowadzone w ten sposób, że choć można się domyślić, co zaplanował bohater, to dzieje się to w momencie, w którym i tak tekst zbliża się do puenty.
I więcej nic nie napiszę, bo ja tu mam gnębić, a nie chwalić .
Kolejne opowiadanie, w którym Don Centauro udowadnia, że na innych patrzy z jednego z najwyższych szczebli drabiny talentu. Spoglądam na Ciebie z dołu i z zawiści szczerzę kły.
No i co ja jeszcze mogę dodać? Bardzo dobre opowiadanie, przeczytałam z uśmiechem. Nawet się już tych fragmentów na temat kobiet nie będę czepiała (ale to o ziemniakach to jakaś bzdura! )
Lekkie i przyjemne, ale też raczej nie zapadające głęboko w pamięć. Miła lektura dla rozerwania się, a to jest plus Zakończenie mnie nie powaliło, spodziewałam się czegoś w tym stylu, ale całość sprawia bardzo pozytywne wrażenie.
Pozdrawiam
_________________ "żyjemy w wieku, w którym za dużo się czyta, żeby być mądrym, i zbyt dużo się myśli, żeby być pięknym"
Poza opowiadaniem Sheckley'a był jeszcze dość powszechnie znany dowcip (a to z nerkami w finale innym razem z "nabiałem"). Nie zmienia to faktu, że sprawnie napisałeś zabawne opowiadanko.
_________________ Prawie wszystko co piszę w recenzjonie, to opinie początkującego hobbysty pisarskiego rzemiosła, ale doświadczonego czytelnika.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za ciepłe słowa:) Cieszę się, że Wam się podobało. Następne opowiadano będzie też o trzech życzeniach Ale tym razem nie będzie to humoreska, a wręcz przeciwnie…
Następne opowiadano będzie też o trzech życzeniach Ale tym razem nie będzie to humoreska, a wręcz przeciwnie…
Humoreska to to rzeczywiście nie jest, raczej czarny humor...
Poprawnie napisane, ale parę poprzednich opowiadań bardziej mi się podobało. Brakło mi pewnej lekkości i polotu, które już u Ciebie znajdowałem. Zaczęło wciągać, ale gdzieś w połowie mnie "wypluło" i doczytałem tylko, żeby skończyć.
Cytat:
Podniosłem ją, ciesząc się w duchu, bowiem za tak oryginalny okaz mogłem uzyskać kupę talarów. Kto wie, może starczyłoby i na niedużą wieś?
– wg mnie przegiąłeś – nawet za najrzadszą rybę nikt by tyle nie zapłacił.
Druga sprawa – może się mylę, ale w dawnych wiekach, faceci zbyt młodo nie zawierali małżeństw (co innego kobiety) taki darmowy parobek w gospodarstwie był cenny.
Jak już nie zauważam innych błędów, to zaczynam się czepiać realizmu i logiki, nawet bajek
Złota rybka
Potwierdziłeś po raz kolejny, Donie, że potrafisz pisać ładne opowiadania. Mnożenie superlatyw nad stylem, prowadzeniem akcji i klimatem, więc sobie odpuszczę. Te rzeczy są u Ciebie na wysokim poziomie. I "Złota rybka" to potwierdza, ale... jest wśród tych pochwał jeden minus. "Słabość" tego tekstu polega na tym, że obejrzałem pewne dwa filmy i ich wspomnienie podczas lektury nie opuszczało mnie przez cały czas. Te filmy to "Zakręcony" z B.Fraserem oraz "Nieśmiertelny" z Lambertem. Uściślając, chodzi mi o fragment tekstu, w którym główny bohater doświadcza pewnych niespodzianek związanych z nieprecyzyjnym określeniem swoich życzeń (w filmie zamiast rybki występowała diablica, ponętna E.Hurley), oraz drugi fragment dotyczący zmartwychwstań (w filmie np. po pojedynku Lamberta).
Nie posądzam Cię oczywiście o inspirację i traktuję to jako zbieżność przypadkową, ale jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu deja vu. Co nie zmienia jednak faktu, że "Rybka" jest tekstem trzymającym wysoki poziom.
Pozdrawiam.
Ja też wolałam parę Twoich poprzednich opowiadań, chociaż to także jest niczego sobie.
Jak zwykle dobrze napisane i czytało mi się przyjemnie, jednak w pewnym momencie opowieść nieszczęśnika, który nie przemyślał swoich życzeń, zaczęła mi się dłużyć. Początek i koniec były w porządku, ale w środku zabrakło mi czegoś nowego w podejściu do nieśmiertelności, co przyciągnęłoby uwagę.
Ale i tak muszę pogratulować całkiem udanego opowiadania.
Ja nie powiem, czy bardziej podobały mi się poprzednie opowiadania, bo to dopiero drugie, które czytam I aż strach pomyśleć, jak dobre są te poprzednie prace, bo jak dla mnie ta jest bardzo dobra Świetny styl, opowieść tego mężczyzny miała fajny klimat, magiczny, a z drugiej strony taki smutny. To chyba podobało mi się najbardziej.
Pozdrawiam.
_________________ "żyjemy w wieku, w którym za dużo się czyta, żeby być mądrym, i zbyt dużo się myśli, żeby być pięknym"
Poziom: 10 HP
0%
0/230
MP
100%
110/110
EXP
50%
11/22
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Rzadko się zdarza, bym przeczytał opowiadanie nawet nie patrząc na pasek przewijania - tym razem tak było. Tekst bardzo lekki, wciągający i solidnie napisany, ale... czegoś w nim brak. Nie wiem, co to jest - może coś w stylu (bardzo dobrym), może w fabule. Całość bardzo pilipiukowa (nie jako coś plagiatopodobnego, jedno podobne podejście od tematu) - lubię takie zabawy z legendami. Podobało mi się, choć pisałeś lepsze rzeczy. Ale jesteś na bardzo dobrej drodze literackiej i mam nadzieję, że z niej nie zejdziesz.
pozdrawiam
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Wiek: 29 Dołączyła: 21 Paź 2004 Posty: 424 Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-06-10, 23:57
Dżin
Przeczytałam dziś po raz drugi i... no cóż.
Mam bardzo mieszane uczucia. Choć napisane świetnym stylem i końcówka też dość udana. Co więc mi się nie podoba: to, że zakończenie generalnie bylo przewidywalne w tej lub zbliżonej postaci, że ludzie w tym opowiadaniu są tacy czarno biali (taka zła teściowa, taka głupiutka żona, i tylko bohater jest właściwie ludzki czyli niejezdnoznaczy).(autocenzura) Dalej miałam coś jeszcze do napisana ale już nie będę, zrezygnowałam bo jestem pokojowo nastawiona do świata i nie chce tu broń boże siać zamętu i innych burd.
Dżin
Aaa ... , teraz już wiem skąd Marq " jakby znał " scenę z baru z mojej opowiastki.
Jeszcze raz zapewniam, że powstała w mojej wyobraźni, a Twoje opowiadanie przeczytałem dopiero teraz.
Jest naprawdę świetne! I jakie życiowe! Nieźle się ubawiłem. Na pewno w najbliższym czasie dotrę do Twoich poprzednich tekstów.
No i ... nie dziwię się, że zostało opowiadaniem miesiąca.
Gratulacje i pozdrowienia.
Fajne opowiadanie! Ten konflikt między bohater <---> teściowa pięknie ukazany. Fabułą bez fajerwerków ale wciągająca, koniec do przewidzenia. A jeszcze kontakty między mężczyzna <----> kobieta , mózg analityka itd. bardzo dobre. Ładnie napisane. Powinno być opowiadniem miesiąca, bez dwóch zdań, zasłużyło. Pozdrawiam.
Serdecznie dziękuję za recenzje, jak widzicie miałem przerwę (praca, wakacje) i chyba moje nieobecności będą dość długie, choć nigdy nic nie wiadomo.
Co do „Złotej Rybki” cieszę się, ze wam się mimo wszystko spodobało. Starałem się maksymalnie skrócić środek, żeby nie popaść w dłużyznę, jak widać nie do końca wyszło. co do filmów, wymienionych przez BMW – nie widziałem żadnego z nich, troszeczkę się zasugerowałem „Dniem Świstaka” i jakoś tak dalej poszło.
"najbardziej intrygującym momentem tamtego wywiadu (który nie znalazł się w reportażu) była dyskusja o najciekawszych"
dwa razy 'naj' w niezbyt długim zdaniu.
"Znaleziono go nad jeziorem. Siedział tam, drżąc z przemarznięcia i wpatrywał się bezmyślnie w taflę jeziora."
powtórzenie jeziorem/jeziora, a poza tym ta 'tafle jeziora' w dialogu brzmi sztucznie.
"spojrzał na mnie(,) przymrużając oczy"
"Zauważając w końcu moją minę(,) uśmiechnął się i podając mi teczkę powiedział'
niezgrabne zdanie: nie dość, że dwa imiesłowy, to jeszcze ten pierwszy jest karkołomnym pomysłem. nie można było: zauważywszy?
"Może ta teczka pana przekona do zainteresowania się tą sprawą."
TA teczka, TĄ sprawą - dwa zupełnie zbędne zaimki.
"niewiele osób wie o istnieniu tego pacjenta"
TEGO - kolejny zaimek, bez którego można się obyć.
"Muszę przyznać, że ta sprawa mnie poważnie zaintrygowała."
i znowu - TA.
"kiedy wpadam na jakiś nowy, ciekawy trop"
po co te 'jakiś'
"inny śpiewał w kółko kolędy"
bohater pędzi korytarzem, żeby zdązyć, bo okazja może się nie powtórzyć, skąd zatem wie, że pacjent śpiewał te kolędy w kółko? zrobił sobie przystanek dla odpoczynku?
"Doktor zdawał się ich nie zauważać"
czego nie zauważać? bo w poprzednim zdaniu podmiotem jest 'ktoś', a więc nie pasuje do niego zaimek 'ich'. jeszcze wcześniej podmiotem był odgłos kroków. dopiero w pierwszym zdaniu pojawiają się 'korytarze', a więc liczba mnoga. to korytarzy zdawał się nie zauważać doktor?
"podążał pewnym krokiem(,) bezbłędnie odnajdując"
"W końcu doszliśmy do małych, żelaznych drzwiczek z niewielkim, zakratowanym okienkiem"
po pierwsze, w krótkim zdaniu są aż cztery przymiotniki. nie ma reguły co do ich ilości, ale to wydaje mi się za dużo. ale co ważniejsze, skoro 'drzwiczki' to przecież nie duże, zatem przymiotnik 'małe' możesz odpuścić; zaś 'okienko' wielkie być nie może, bo zdrobnienie byłoby bez sensu, więc i tu przymiotnik określający wielkość możesz zlikwidować.
"zajmuję się robieniem reportaży"
niezgrabny zwrot, ale rozumiem, że to częśc dialogu, a bohater mówcą być nie musi.
"Podniósł się, podszedł do mnie i spoglądając mi w oczy wyszeptał"
znowu nadmiar zaimków. było ich tylko dwóch w pomieszczeniu, więc wystarczy samo 'podszedł'.
"Staliśmy tak twarzą w twarz"
a jak mieli stać, skoro spoglądali sobie w oczy? zdanie jest zbędne.
"Ja nie wiedziałem co powiedzieć"
całe zdanie jest pierwszej osobie liczby pojedynczej, a więc 'ja' jest zbędne.
"Puścił mnie"
a kiedy go złapał?
"Byłem młodym, naiwnym młokosem"
był młodym młodym młokosem, taaa, a ja jestem grubym chudzielcem
"drzewa stały nieruchomo niczym mistyczni wojownicy"
rozumiem, że cechą rozpoznawczą mistycznych wojowników (czym różnią się od wojowników nie-mistycznych?) jest, że stoją nieruchomo?
"dziwnym blaskiem"
jestem zdania, że określenie dziwny trzeba by było jeszcze dookreślić, bo ten przymiotnik sam z siebie nie wywołuje obrazów w głowie, bo cóż to znaczy: dziwny? a skoro jest częścią opisu, to ma coś wizualizować.
"Po ziemi snuła się jasnozielona mgła. Niewysoko, tak do kolan."
wiadomo, że ziemia nie sięga wyżej kolan, powiem więcej, ziemia zazwyczaj nie sięga nawet kostek czemu więc służy to drugie zdanie? bo jeśli opisaniu grubości pokrywy mgły, to powinieneś to wskazać.
"Była niewielka, ot, wielkości dłoni dorosłego mężczyzny"
niewielka/wielkości
"bowiem za tak oryginalny okaz mogłem uzyskać kupę talarów. Kto wie, może starczyłoby i na niedużą wieś"
za rybę wielkości dłoni wieś? to gruba przesada. rozumiem, że gdy ją znalazł, był pijany, ale teraz, w szpitalu, powtarza to przekonanie.
"Siedział tak (jak?) wpatrzony w blat stołu"
"Żyrandol nad nami delikatnie się kołysał, cienie wydawały się drżeć"
a żyrandol mógł być pod nimi? poza tym cienie drżały, skoro żaryndol się poruszał, a nie wydawały się drżeć
"Wkrótce zresztą i zamczysko musiałem sprzedać, zadowalając się jedynie skromną chatką"
śmiem twierdzić, że po sprzedaży zamku winno go być stać na coś więcej niż chatkę.
"postanowiłem w rozpaczy z wieży zamkowej się rzucić"
no, i nagle pojawia się inwersja. ale rozumiem, ja też z tą zarazą walczę.
"Czy całe jego życie polegałoby na snuciu pułapki na pożywienie, beznamiętnie, bez końca niczym ośmionogi Syzyf?"
określenie 'beznamiętnie' nie pasuje do kary Syzyfa, według mnie. on tam cierpi, przynajmniej tak mnie panie od polskiego uczyły. a więc jest pełen namiętności.
miał dom otoczony ostrokołem?
"Zapłacili za to, co zrobili(,) śmiercią okrutną"
wtręty z obydwu stron oddziela się przecinkami.
córka skończyła ledwie roczek, a bandyci miast ją zabić, zostawić wilkom na pożarcie, porawli. jeszcze miała przy tym rzekomo ucierpieć jej cześć? no, bez jaj. skoro mieli dorodną kobitkę, żonę nohatera to po coż im było dziecko. a chyba nie porwali jej, by wpierw odchować, a potem gwałcić?
pomysł z powracającą na grób matki corką, którą porwano jak miała roczek jest... nierealny. skąd, w czasach, gdy nie było mediów, urzędów, pisać nie umiał prawie nikt, a takich jak ona były tabuny, dowiedziałaby się, skąd ją porwano, jak nazywała się jej matka, gdzie ją pochowano? przecież, skoro jej życiem były arabskie burdele, nawet nie potrafiłaby mówić w swym własnym języku (chyba że cała akcja toczy się w Arabii), albo kilka słów od innych niewolnic. słowem nie dostrzegam tu logiki.
"Wcisnąłem mu w dłoń sakiewkę pełną złotych monet i pomknąłem natychmiast do hotelu"
czy w czasach, gdy środkiem płatniczym były złote monety noszone w sakiewkach, istniały już hotele?
interpunkcja i zaimki, a poza tym dziwna budowa niektórych zdań. czasem, odnoszę wrażenie zupełnie niepotrzebnie silisz się na jakieś metafory i porównania.
ale nawet dobrze się czytało, choć bez zachwytów.
"Może ta teczka pana przekona do zainteresowania się tą sprawą."
TA teczka, TĄ sprawą - dwa zupełnie zbędne zaimki.
"niewiele osób wie o istnieniu tego pacjenta"
TEGO - kolejny zaimek, bez którego można się obyć.
Chwileczkę, chwileczkę Boleslavie! Jak to właściwie jest z tymi zaimkami? Dlaczego w dialogach nie wolno ich nadużywać? Te przykłady pochodzą, jak mi się wydaje, właśnie z dialogów.
Zaimki zbędne w opisach - wycinać, ale z dialogów? A kto powiedział, że bohaterowie opowiadania nie mogą tak mówić? Bez trudu mogę sobie wyobrazić, jak lekarz mówi:
"Może ta teczka pana przekona do zainteresowania się tą sprawą." z akcentami na "ta" i "tą". Teczek mógł mieć kilka, a wcześniej, w rozmowie, wspomnieć o różnych przypadkach.
Sam dalej, w innej sytuacji, zauważasz:
Cytat:
...niezgrabny zwrot, ale rozumiem, że to częśc dialogu, a bohater mówcą być nie musi.
Myślę, że czasem trochę zbyt automatycznie nazywamy coś błędem, ale ekspertem nie jestem, więc bardziej proszę tu o zastanowienie i pytam o opinię, niż coś zdecydowanie i niepodważalnie twierdzę.
Co do paru uwag bym się nie zgodził, ale niech Autor opowiadania broni się sam.
tak, w dialogach wolno więcej, sam tez zwróciłem na to uwagę. ale! czy te zaimki w dialogu czemuś służą? chodzi mi o to, czy bez nich wypowiedź straci, będzie znaczyła coś innego? nie sądzę, a będzie poprawniej, bo istotnie z zaimkami to jest taki problem, że za dużo to źle, ale przegięcie w drugą stronę, czyli wybicie ich do zera - to też niedobrze. dlatego przy wspomnianej przez Ciebie okazji wspomniałem, że w dialogach wolno więcej. natomiast z powyższym opowiadaniem jest problem, bo ono zdaje się prawie całe jest wypowiedzią bohatera, a więc de facto dialogiem, bo nieśmiertelny opowiada przecież.
Miałem nie wyręczać Don'a, ale troszkę się podroczę
Boleslav napisał/a:
chodzi mi o to, czy bez nich wypowiedź straci
Boleslav napisał/a:
"niewiele osób wie o istnieniu tego pacjenta"
TEGO - kolejny zaimek, bez którego można się obyć.
Na pewno nie na zasadzie prostego wycięcia - moim zdaniem, zdanie stałoby się bowiem trochę niejednoznaczne, nawet biorąc pod uwagę kontekst.
Boleslav napisał/a:
"W końcu doszliśmy do małych, żelaznych drzwiczek z niewielkim, zakratowanym okienkiem"
... zaś 'okienko' wielkie być nie może, bo zdrobnienie byłoby bez sensu, więc i tu przymiotnik określający wielkość możesz zlikwidować.
A słyszałeś, żeby kiedyś ktoś powiedział: "okno w drzwiach"? Chyba zawsze się mówi okienko, choć kształt i wielkość może być różna.
A w ogóle, co do ilości przymiotników - Twoje zdanie, dłuższe, ale...:
Cytat:
...krzyknęła z przestrachem, gdy wiedziona tropem spojrzenia mężczyzny, dotarła do jasnych, dużych, zwieńczonych różowobrązowymi, ciekawsko sterczącymi sutkami, własnych piersi
I inna Twoja opinia:
Boleslav napisał/a:
Idąc tropem forowanego przez Was myślenia, każde opowiadanie i każda książka miała by długość co najwyżej kilku zdań, jak ‘relacja’ Cezara z wyprawy do Galii
Myślę, że z tymi przymiotnikami, to raczej kwestia gustu i skłonności do bardziej lub mniej plastycznych opisów.
Pamiętam jak po lekturze cyklu Czarnej Kompanii Glena Cooka, sięgnąłem po Koło czasu Roberta Jordana. Zupełnie inne opisy - tekst Jordana jest aż gęsty, jak dla mnie, często za bardzo, ale jemu bez wątpienia płacą od linijki.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum