Był królem tego miasta
z papierosem zamiast berła…
Hey?
Jak dla mnie bomba Historia z jajem. Czytało się jak jakąś baśń, tyle że współczesną. Styl dobrze harmonizuje z całością opka. Naprawdę kawał porządnej roboty. Tylko zakończenie jakieś nie takie. Spodziewałem się wytłumaczenia, czemu tej Arki nie znaleźli, albo jakiejś puenty (A może po prostu jej nie zauważyłem, co wydaje się wielce prawdopodobne).
I jedna rzecz, która mi nie pasowała, a powtarzała się w tekście nagminnie:
Cytat:
- A jakbym ja dzisiaj umarł… to co byś zrobił?
Kuba spojrzał na Antka starającego się wyjąć kartofla z ogniska
Cytat:
- Że cisza i wiatr, słońce i radość
Deszcz na twych skroniach
Cóż więcej mógłbyś chcieć…
Czemu nie piszesz w jednym wersie, tylko od razu przeskakujesz do następnego?
Co by nie było, z przyjemnością przeczytałem. Czwórka z dużym plusem
Pozdrawiam
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Największe wrażenie wywarł na mnie tytuł. Jest świetny. I jakże utrafiający w sedno, co okazuje się w trakcie i po przeczytaniu opowiadania. Ale nie odsłania treści, nie ujawnia zawartości, zanim czytelnik nie zasiądzie do lektury. Naprawdę kawał dobrej roboty.
Z opowiadaniem już nie jest tak różowo. Po "Pif-Paf" to kolejny Twój tekst, który kompletnie mnie nie zachwycił. Nie chodzi o język, bo opisami potrafisz tworzyć zrozumiałe historie. Nie komplikujesz przekazu na poziomie zdania, za co należy Ci się pochwała. Rzecz w treści. Staram się zrozumieć sens istnienia tego opowiadania, w którym większość zdarzeń nie ma kompletnego znaczenia dla całości i przyznam, że mam z tym problemy. Stworzyłeś historię, która równie dobrze mogłaby nie zaistnieć i nikt by za nią nie tęsknił (może poza autorem ). A najlepszym dowodem na prawdziwość tej tezy jest puenta, niewidzialna, umykająca oku, dokładnie taka sama jak całe opowiadanie.
Cytat:
Kuba, syn kowala i którejś z sąsiadek, chyba Anny
Cytat:
Kuba, syn kowala i którejś z sąsiadek, chyba Jadwigi
Jeden z nielicznych fragmentów, przy których się uśmiechnąłem. Tu alternatywa nie zahacza o absurd.
Cytat:
podrapał się po brodzie
W brodę.
Cytat:
pląsał nogami
Czym jeszcze można pląsać? Nadopis.
Cytat:
z prawej strony ktoś zaklnął
Zaklął.
Cytat:
Antek otworzył jedno oko
Jeszcze jeden nadopis, czyli coś, co niepotrzebnie doinformowuje wiadome. Skoro "oko", to wiadomo, że nie dwa.
Co do opinii nieco wyżej, zdecydowanie można ją podciągnąć po de gustibus. Na przykład Azazelowi się spodobało )
narzekali na rząd, na nieurodzaj, na rząd, na dzieci i na podatki.
- domyślam się, że powtórzenie celowe. Ale tego nie widać. Może trza by było wymienić więcej rzeczy i wpleść "rząd" więcej razy. Teraz wygląda jak błąd.
Cytat:
Zawsze było tak, że babka była mózgiem wszelkich przedsięwzięć
- było, była
Cytat:
Chłopak nie grzeszył inteligencją.
- niby nie tymi samymi słowami, ale jednak już kilka razy powtórzyłeś, że "inteligencją nie grzeszy", "jest półgłówkiem" itd. Ale może, gdyby powiedzieć- "Chłopak naprawdę nie grzeszy inteligencją", osobiście przymknęłabym na to oko. Tym bardziej, że dalej jest na to przykład.
Cytat:
Antek włamał się do gabinetu dyrektora i wypił ćwiartkę wódki, którą dyrektor dostał od personelu szkoły na imieniny (nie był zbyt lubianą postacią we wsi).
- ajć... dyrektor nie był lubiany? A przecież dostał ćwiartkę Nie był lubiany, więc dostał tylko ćwiartkę? Czy to Antek nie był lubiany, bo go sypnęła pani sprzątaczka? Nie wiadomo.
Trochę takich niedociągnięć jest. Jeśli chodzi o całość... Przyznam się bez bicia, że nie doczytałam do końca. Dlaczego? Sama się nad tym zastanawiam. Na początku bardzo podobał mi się baśniowo-gawędziatski styl narracji. W przeciwieństwie do Marka uśmiechnałam się raz po raz. Więc dlaczego nie przebrnęłam do pointy (albo braku pointy, nie wiem, bo nie dotarłam, heh)? Naprawdę nie wiem. Może po prostu nie porwało mnie opko od strony fabuły.
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-22, 17:31
"W 80 dni dookoła siebie"
"Owa agora Rżyszczanian (jak sami kazali siebie nazywać) stanowiła miejsce" - ogólnie w literaturze pięknej lepiej jest używać w takiej sytuacji myślników - choć nie jest to obowiązkowe.
"I widział dyrektor, że to, co zrobił, było dobre." - hehehe, dobre
"dopiero raczkowało albo jak mawiają złośliwi – ząbkowało" - przydałby się myślnik po "albo";)
"Na polanie wielkości boiska do piłki nożnej" - bardzo fajne określenie.
"Wyciągnęli miecze, odrąbawszy chłopakowi ręce i nogi, pozbawili go głowy." - po "wyciągnęli miecze" lepiej postawić kropkę. Bo inaczej wygląda to tak jakby najpierw odrąbali mu głowę, a potem wyciągnęli miecze
Powiem tak - kolejne Twoje świetne opowiadanie. Podobnie jak "Szansa!" bardzo mi się spodobało. Bardzo wciągające. Praktycznie 3/4 tekstu to dialogi, ale nie powodowało to szkód dla tekstu, bo dialogi były ciekawe.
Wiele śmiesznych sytuacji i wydarzeń - ogólnie pozytywnie. Błędów zaledwie kilka.
Naprawdę ciekawy pomysł połączenia baśni z współczesnością. Pointa trochę bez sensu - ale w końcu może o to chodziło. Wszak od początku było wiadomo, że nie znajdą Arki.
Masz ode mnie 5 z plusem za ciekawie opisany świat pełen zbzikowanych, prześmiesznych wariatów
Wiek: 33 Dołączył: 13 Mar 2009 Posty: 18 Skąd: straight from hell
Wysłany: 2009-03-22, 21:07
W 80 dni dookoła siebie
Nie wiem dlaczego, ale opowiadanie kompletnie mnie nie wciągnęło. Najciekawszy w tym był opis wsi. Im dalej, tym bardziej w dół, a na końcu niemal spadłeś w przepaść. Świat absurdalny, nielogiczny i jak dla mnie po prostu kretyński. To jest efekt celowy, ale mnie odstraszył. Nie lubię takiej groteski i tyle. Rycerz bez zbroi, księżniczka-transwestyta, pustelnik, który gówno wie... Po prostu cały czas powtarzałem sobie, co mnie to wszystko u diabła obchodzi? Nawet motyw do poszukiwań najbanalniejszy na świecie - pieniądze. Być może satyra na rzeczywistość, ale mnie kompletnie nie bawi. Jedyny plus jest taki, że od czasu do czasu trafi się rodzynek w postaci powtarzanego motywu z synem kowala i którejś sąsiadki, ale opowiadania jako takiego to nie ratuje. Słabiutko. Trzy na szynach.
"W 80 dni diokoła siebie"
Nie zgodzę się , sam pomysł jest całkiem ciekawy. Wykonanie też niezłe. Podobały mi się porównania, dość dobrze oddają bajki XXI wieku. Bo taką właśnie baśniową rzeczywistość widzą dzisiejsze dzieci. Typowe bajki braci Grimm czy Preault'a odchodzą do lamusa, sporo wychowuje się jedynie na tym co widzi w telewizji, a tam niestety rzadko trafia się coś naprawdę dobrego.
Przyczepiłabym się do rozwinięcia sceny z królem Piwolejem, piosenka mi się podobała, ale trochę mało . I jak Azazel uważam, że brak satysfakcjonującego zakończenia wątku Arki.
W sumie 4/5
Szansa
Opowiadanko baaaardzo wciągające. Pomysł zachowań wariatów powalił mnie na kolana Gówno, Szansa, Napoleon, Milczek =) Uśmiałem się nawet kilka razy
UCIEKAĆ, SZANSA, ZABIĆ, KOCHAĆ = daje do myślenia, a to bardzo cenię
Fakt, było kilka niedociągnięć, które zostały już wymienione wcześniej. Moim zdaniem małe błędy (no może średnio małe)
Dobry przekaz, cholernie wciągające, średnio na jeża z błędami = 4/6
Pozdrawiam Dondonek
_________________ "...I cicho Cię proszę chroń przed ścieżką ciemną.
Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć..."
Był królem tego miasta
z papierosem zamiast berła…
Hey?
Tak, Hey. I Rojek jeszcze.
marekscieszek napisał/a:
Stworzyłeś historię, która równie dobrze mogłaby nie zaistnieć i nikt by za nią nie tęsknił (może poza autorem ). A najlepszym dowodem na prawdziwość tej tezy jest puenta, niewidzialna, umykająca oku, dokładnie taka sama jak całe opowiadanie.
Cóż, nie ukrywam, że taki był mój zamysł. Po prostu bohaterowie nie mogli znaleźć Arki i tyle. Nie istniała żadna realna możliwość, żeby ją znaleźli. Bez sensu? Być może. Ja będę tęsknił, co też raczyłeś zauważyć Wierz mi, że przemyślałem tekst, pozornie nieuporządkowaną fabułę. Naprawdę. Liczę się z tym, że może to nie być do końca widoczne dla czytelnika, ale starałem się.
Dziękuję wszystkim za recenzje i oceny. Spróbuję lepiej.
Początek końca
Zdaje się, że zacząłem od pierwszego opowiadania. Dali Ci Chłopie popalić poprzedni Recenzenci. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego. Bo mnie się podobało. Nawet bardzo.
Napisane z takim poczuciem humoru jakie lubię, świetne i zaskakujące pomysły ( Lucyfer w terrarium to czysta poezja ). Błędy były, bo zawsze są. Ale żeby Cię odsądzać od czci i wiary za braku szacunku dla Czytelnika? No, nie przesadzajmy. Gratulacje Pietrasie.
Pewno niedługo przeczytam następne prace, bo ... czuję, że będzie jeszcze lepiej.
Ech... I co ja mam napisać?
Zacznę od pochwał.
Na plus rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy. Po pierwsze fajnie budujesz zdania. Są składne, dobrze się je czyta. Na moje osobiste największe uznanie zasługują zaś pierwsze dwa z nich. Zawsze czepiam się początków, ale rzadko mam okazję pochwalić za coś takiego. To były dwa wkręcające zdania, które sprawiły, że chciałem przeczytać tekst. Może to tylko moje subiektywne odczucie, ale dla mnie nie tyle labirynt, co ten początek był genialny.
Przyznam się, że potem oczekiwałem czegoś, równie dobrego. Sam pisałem kiedyś o labiryncie (mocno przeciętny tekst), a i Minotaur tam się znalazł, więc chciałem zobaczyć, co Ty z nich wyciśniesz. No i się rozczarowałem. Przeleciałeś po tekście w takim tempie, że nie sposób było zrozumieć niektórych Twoich myśli. Powstawiane dialogi same w sobie niezłe, ale w kontekście całości, jak dla mnie pojawiały zbyt nagle.
Tekst według mnie słaby. Cudowny początek, a potem nijako. I jak wspomniałem, po pojedynczych zdaniach widać Twoje możliwości, ale tym razem chyba nie udało się tego przekuć w coś, co zaciekawi, przynajmniej mnie.
Pozdrawiam!
_________________ Jeśli otrzymasz coś za darmo - zastanów się
Ile naprawdę przyjdzie Ci za to zapłacić...
Nie lubię komentować tekstów innych osób, bo po pierwsze nie czuję się specjalistką, a po drugie (kiedy coś mi się podoba) wolę zostawić ocenę dla siebie. Jednak komentarz mojego poprzednika, zmusza mnie do wyrażenia opinii na temat opowiadania Pietrasa.
Moim zdaniem utwór jest odzwierciedleniem stylu autora.
DJAS napisał/a:
Przeleciałeś po tekście w takim tempie, że nie sposób było zrozumieć niektórych Twoich myśli.
Dlaczego? Opowiadanie proste, szybkie i czytelne. Ja z interpretacją nie miałam żadnych problemów.
DJAS napisał/a:
Powstawiane dialogi same w sobie niezłe, ale w kontekście całości, jak dla mnie pojawiały zbyt nagle.
Właśnie w owych dialogach tkwi siła i niebanalność tekstu. Myślę, że ta "nagłość" wynika z charakteru utworu. Miało być krótko i na temat, bez niepotrzebnych opisów "żeby tylko coś upchnąć".
DJAS napisał/a:
po pojedynczych zdaniach widać Twoje możliwości
Wydaje mi się, że tekstu nie można rozdzielać na "złe zdania" i "dobre zdania". Tekst jest całością i właśnie ta całość, przemyślany utwór, który mimo kunsztu, precyzji, robi wrażenie napisanego na kolanie - jest dla mnie wartościowym i wciągającym. Autor zostawia czytelnikowi pole do przemyślenia i zastanowienia, nie wmusza na siłę własnej wizji. Dlatego "Sprawa Minotaura" jest według mnie jednym z lepszych opowiadań.
Nie lubię komentować tekstów innych osób, bo po pierwsze nie czuję się specjalistką, a po drugie (kiedy coś mi się podoba) wolę zostawić ocenę dla siebie.
Ale po to właśnie stworzono FZ, żeby komentować i dzielić się opiniami!
Bejaku napisał/a:
Jednak komentarz mojego poprzednika, zmusza mnie do wyrażenia opinii na temat opowiadania Pietrasa.
Ale choć raz mój komentarz przyczynił się do czegoś dobrego
Bejaku napisał/a:
DJAS napisał/a:
Przeleciałeś po tekście w takim tempie, że nie sposób było zrozumieć niektórych Twoich myśli.
Dlaczego? Opowiadanie proste, szybkie i czytelne. Ja z interpretacją nie miałam żadnych problemów.
A ja musiałem przeczytać niektóre fragmenty po kilka razy.
Bejaku napisał/a:
bez niepotrzebnych opisów "żeby tylko coś upchnąć"
Mam kiepską wyobraźnię, dlatego wolę, jak autor powie mi coś więcej na temat.
Bejaku napisał/a:
Wydaje mi się, że tekstu nie można rozdzielać na "złe zdania" i "dobre zdania".
Oj nie! czytałem wiele tekstów, które, gdyby zdania były składniejsze, byłyby niezłe. Psuć można od każdej strony. Tu elementy składowe były super.
To tak jak z klocków lego nieraz można zbudować coś bezładnie, ale przy większym wysiłku uda się stworzyć prawdziwe dzieła, tak z kiepskich materiałów, nie da się zrobić nic dobrego nigdy. Dlatego chwalę to, co mi się podobało, bo warto.
Bejaku napisał/a:
Autor zostawia czytelnikowi pole do przemyślenia i zastanowienia, nie wmusza na siłę własnej wizji.
Jak dla mnie tego luzu było za dużo.
Bejaku napisał/a:
Dlatego "Sprawa Minotaura" jest według mnie jednym z lepszych opowiadań.
I bardzo dobrze! Wszystko jest kwestią gustu i potrzeb, ja wolę coś bardziej dopracowanego. Wolę czytać dla relaksu, niż robić sobie z lektury łamigłówkę. Tą mam na co dzień w pracy Stąd negatywna opinia.
Ale najważniejsze jest, że napisałaś swoją opinię i to jest zysk nie tylko dla Pietrasa, ale i całego FZ!
Pozdrawiam!
_________________ Jeśli otrzymasz coś za darmo - zastanów się
Ile naprawdę przyjdzie Ci za to zapłacić...
Ja też musiałam przejrzeć drugi raz, żeby zorientować się co i jak. Całość sympatyczna, jak już zostało powiedziane- czyta się szybko i przyjemnie. Zdania kleją się do siebie w naturalny sposób, postać Zeusa dodaje smaczku, dialogii w porządku. Ale tekstowi przydałoby się w moim mniemaniu trochę więcej... tekstu. Opisu chyba głównie. Po prostu nie zdążyłam się rozsmakować, a już skończyłeś historię.
Aha, co do tych przerw między fragmentami tekstu nie jestem pewna.
Tak jak między: "Labirynt był po prostu genialny."
a "Genialny, pomyślał Zeus" bym się nie czepiała, ale tutaj:
Cytat:
- Ale tak bez walki?
- Na niektóre rzeczy trzeba się po prostu godzić.
Niegłupi ten Minotaur, pomyślał Tezeusz, przytulając ukochaną.
mi nie pasuje. Bo masz dwa zdania i znów przerwa. Takie męczące przeskakiwanie ze sceny na scenę.
W szkole dałabym małe 4, za długość (a raczej krótkość) tekstu. Czyli dobrze
W zasadzie poprzednicy opisali dokładnie takie same wrażenia z lektury, jak te moje. Głupio się powtarzać, ale znów nie jest źle na poziomie warsztatu. Gorzej, że trzeba siedzieć w głowie Autora, aby właściwie zinterpretować niedopowiedzenia. Główny wątek opowieści jest jasny - w labiryncie pojawia się Tezeusz, zatem los Minotaura jest przesądzony. Czy jednak właśnie o nim, Tezeuszu, jest ta konkretna opowieść? Kto tu gra pierwsze skrzypce? Minos, widziany od początków labiryntu, wraz z chwilą osadzenia w nim Minotaura? Dedal? Tukisydys? Czy może przewijający się w kilku miejscach, sprawiający wrażenie obserwatora, Zeus? Zbyt dużo scen, zbyt wiele postaci. A opowieść tylko jedna, i to nieduża.
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-26, 18:13
Sprawa Minotaura
Chyba nie mogę nic wnieść ciekawego. Błędów nie było - ale tekst krótki, więc niedziwota ;P
Krótki... mało w nim fabuły. To raczej wygląda jak nowela, albo coś takiego. Ale nie mogę powiedzieć, że tekst nie ma potencjału. Potencjał był spory, ale niekoniecznie został najlepiej wykożystany. Jeśli chodzi o styl, chyba jak zawsze, bez większych zarzutów. Ja jednak wolę bardziej barwne, rozbudowane zdania.
A na zakończenie fragment, który bardzo mi się spodobał: "Tukisydys nie modlił się do bogów. Wiedział, że ich nie ma, a jeśli są, to i tak ich nie ma."
Czekam na Twoje kolejne teksty, liczę na coś dłuższego.
Ściągnijmy czapki i pochylmy głowy. Ofiarą panującej ostatnimi czasy na Naszym portalu epidemii padło tym razem pięć opowiadań Pietrasa. Z woli Autora, oczywiście. Usunięte opowiadania to: "Sprawa Minotaura", "W 80 dni dookoła siebie", "Szansa!", "Pif! Paf!", "Początek końca". Oddajmy im hołd
[ Dodano: 2010-01-30, 13:58 ] Odeszło również 17 wierszy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum