Uff! Przebrnąłem. Wybacz to ,, przebrnąłem ", ale musiałem użyć tego słowa. Opowiadanie po prostu mnie nużyło. Chciało by się powiedzieć nihil novi ... Za cholerę nie wiem co chciałeś przekazać. W historii mnóstwo niekonsekwencji i momentami braku logiki -
- w osławionej dziurze siedzą sobie jakieś patrycjuszki, ale skąd się tam wzięły i po co?
- tytułowy Łotr przytrzymując się lejców ( powinno być ,, wodzy ", lejce są używane do kierowania końmi w zaprzęgach ) jednym zręcznym ruchem wyciąga najbardzie hożą niewiastę ( białogłowę? ), która po pewnym czasie okazuje się cudzoziemką, a w dodatku służącą tej właściwej i chyba jest murzynką, bo na jakiś rynku ( też chciałbym wiedzieć skąd się tam wzięli bohaterowie ) odbywa się właśnie sąd nad ciemnoskórymi, którzy czymś ( czym? ) podpadli mieszkańcom.
- w końcowej scenie główny bohater dostaje, przepraszam, sraczki i wbiega do gospody
( rozumiem, że w poszukiwaniu wychodka, który jak sama nazwa wskazuje, w owych czasach powinien znajdować się na zewnątrz )
Fakt, mogło mu się w głowie pomieszać z tego ciśnienia, ale jak wytłumaczyć to, że w ogóle tam trafił po zabójstwie, kórego niedawno dokonał ( rozumiem, że niedawno, bo przecież wlazł wprost pod lufy muszkietów - musi na niego czekali ).
Na plus - dość oryginalna narracja.
Pozdrawiam
co do "wybrakowanej" struktury tekstu i ubogości wyjaśnień, już się wypowiadałem, ale że pewnie czytać komentarzy Ci się nie chce, co rozumiem, wyjaśniam, że był to zabieg zamierzony. w tym akurat opowiadaniu rozwodzenie się nad szerszą perspektywą było mi niepotrzebne, a mogłoby rozmyć tekst.
brak logiki? prosze o przykłady, ewentualnie wyjaśnienia przynajmniej.
lejce/wodze - sprawdziłem w wikipedii (wiem, to źródło wątpliwe) i przyznaję Ci rację.
co do powrotu do tej samej karczmy. przyznaję, pomysł to nieszczęśliwy, zatem zmienię tekst najpewniej (bo się nie zarzekam) tak, by nie wskazywał, że łotr wrócił do tej samej knajpy. było mi to już wcześniej chyba wytknięte, swoją drogą.
co do narracji, to mam nadzieję, że po kolejnych nie-tylko-auto-korektach nie przestanie ona być plusem.
przy okazji melduję, że bandolet z tekstu już prawie napewno (znów się nie zarzekam) wylatuje, bo chowanie tego krówska w portkach albo za pazuchą mnie już też zdaje się przesadą, a zastąpiony chyba będzie trzecim pistoletem, a może i sugerowaną w komentarzach krócicą. ona wręcz idealnie nadaje się do ukrywania.
Boże broń, nie jestem na Ciebie cięty, anim parolu jakowegoś nie zagiął.
Fakt, że kiedyś nieźle mnie zjechałeś nic tu nie ma do rzeczy, chociaż czekałem wtedy na Twoją odpowiedź po swoich wyjaśnieniach.
Ale wracając do ad remu ( jak mawiał Jacek Fedorowicz ).
Wszystkie przykłady które przytoczyłem powyżej są dla mnie błędami ( może za duże słowo, powiedzmy - potknięciami ) logicznymi.
Czytamy o patrycjuszce, która w pewnym momencie okazuje się cudzoziemką. Moim ( skromnym ) zdaniem - albo wyjaśniasz dlaczego, albo jest to brak logicznej ciągłości, bo niby skąd mamy o tym wiedzieć. Owszem, patrycjuszka może być cudzoziemką, a cudzoziemka patrycjuszką, ale to trzeba wyraźnie zaznaczyć w tekście.
Szukanie wychodka wewnątrz karczmy też nie jest, przyznasz, zbyt logiczne.
Sam powrót na ,, miejsce zbrodni " do super logicznych posunięć nie należy ( ale z tym się już zgodziłeś ).
Jeszcze raz zaznaczam. Uważam, że tekst jest napisany naprawdę sprawnie technicznie, ale brak mi w nim jakiejś głębszej myśli, jakiegoś głębszego pomysłu, czegoś co skłaniało by do przemyśleń ( nie musi to być oczywiście nachalnie szczerzący się w końcówce morał ).
Mam nadzieję na dalszą miłą i owocną współpracę.
Pozdrawiam ( naprawdę szczerze )
hmm, czekałeś na reakcję powiadasz? ale przecie pode "Sznurkiem" wymieniliśmy poglądy, a więc odpowiedziałem. jeślim czegoś nie pokumał, przeoczył - daj znać.
cudzoziemka i patrycjuszka - te słowa miały być sygnałami wywołującymi w wyobraźni czytelnika obrazy. chciałem zatem odpuścić sobie opisy kobitek, a zwizualizować je jednym słowem. skrót to istotnie był zbyt daleko idący, bo skoro cudzoziemka i ma to być widać na pierwszy rzut oka, to musiałbym opisać, albo chociaż zasygnalizować, jak wyglądają tubylcy. ich opisywanie uznałem za zbędne, więc określenie bohaterki cudzoziemką wywaliłem. zatem przyznaję Ci rację. co do patrycjuszki, to wydaje mi się, że ten określnik od biedy mógłby zostać, ale zobaczę jeszcze.
ale skąd Ci przyszło do głowy, że łotr wychodka szukał w karczmie - no, nie wiem
bo sam spójrz:
"Chybotliwym krokiem, z zamiarem ulżenia trzewiom, dotarł do drzwi gospody (...) Przekroczył próg i zobaczył (...)"
aaa! dobra, rozumiem. dobrze, żeś zwrócił na to uwagę, bo jak widzę tekst można tu interpretować na dwa sposoby: albo że dotarł do drzwi, będąc w środku, a więc chciał wyjść (o to mi chodzi) albo - na zewnątrz. rzeczywiście, komiczne by to było, gdybym kazał się łotrowi załatwiać w jakimś przedwiecznym WC
opowiadanie istotnie nie ma głebszej myśli, w sensie przesłania, bo to nie proza zaangażowana, a po prostu opowiadanie.
Jeśli w końcu udało nam się uzgodnić poglądy tym bardziej się cieszę.
Mam ( szczerą ) nadzieję wpaść w zachwyt przy Twoim następnym opowiadaniu, bo piszesz naprawdę dobrze.
Pozdrowienia
Większość dyskusji została przeprowadzona podczas mojej nieobecności, więc nie będę wykopywać trupa , zwłaszcza, że nic nowego pewnie bym nie dodała. Ot, autor jedno, czytelnicy drugie - wolny kraj, każdy może mieć własne zdanie.
Boleslav napisał/a:
Absolutnie nie mogę się zgodzić z tak wąskim, by nie powiedzieć: ubogim , rozumieniem słowa ‘zdusił’. Musiałbym bowiem przyjąć, iż, babrając się w kuchni, wcale nie duszę mięsiwa celem zmiękczenia, a… no, właśnie, co ja z nim robię?
Oj, oj, oj. Użyje, biedny Melf, skrótu myślowego i już go za słówka łapię (dobrze, że nie za co innego ).
Nie powiesz mi, Boleslavie, że - rozszerzając znaczenie słowa - piorun wziął głos łotra i podduszał go celem zmiękczenia?
Słowo "dusić" nie pasuje w żadnym znaczeniu i tyle.
Boleslav napisał/a:
Nic nie ma wyjaśniać ‘nie wiadomo skąd wydobytego bandoletu’, bo wtedy już byłoby wiadomo ‘skąd wydobytego’
Chodziło mi o wyjaśnienie, jakim cudem ukrył coś tak wielkiego . Ale z tego, co przeczytałam powyżej, sprawa już wyjaśniona.
Boleslav napisał/a:
Nie wszystko musi być wyjaśniane, tego się trzymam, bo na razie nie udało Wam się podważyć mojej pozycji
Dyskusji ciągnąć nie będę, napiszę tylko: to Twoje zdanie. Tak jakby przeciw (bodajże) zdaniu czterech osób. Jak się uprzesz, cały świat może Ci powtarzać "jest źle/nie tak/cokolwiek", a Ty będziesz mógł dalej twierdzić, że się nie udało. I ok, Twoje prawo. Ale w tym momencie nie ma sensu ciągnąć dyskusji i wyciągać "rzeczowych" argumentów (cudzysłów stąd, że podobnym podejściem można podważyć każdą rzeczowość i każdy argument).
Boleslav napisał/a:
‘rozchylił jej nogi, jedna po drugiej, - a dlaczego po kolei?’
Bo tak właśnie zrobił
Uwielbiam taką argumentację... A ponoć podobne zachowania są charakterystyczne dla kobiet i to też tylko w określone dni miesiąca .
Boleslav napisał/a:
Słownik swoje – życie swoje. Znaczy się: nie sprawdzałem, co myśli o tym słownik, bo tu akurat wiem dobrze, jak się słowa używa, a to jest dla mnie, od czasu do czasu, równie ważne, co zdanie słownika
Używa się również słów "wyciongnoł" i "pomurz" - ale to nie znaczy, że są poprawne. To, co uchodzi w języku potocznym, używanym w życiu codziennym, nie zawsze ma wstęp do tekstów literackich.
Poza tym pamiętaj, że to, co w Twoim środowisku/otoczeniu używane jest w znaczeniu błędnym, inni rozumieją inaczej (słownikowo). Czyli: mogę na marchewkę uparcie mówić ziemniak, ale nie powinnam czynić z tego argumentu - ja tak mówię, więc właśnie tak wszyscy powinni to rozumieć. Nie ma bata, jak napiszę w opowiadaniu "ziemniak" mając na myśli podłużne i pomarańczowe warzywo, "wszyscy" i tak zobaczą brunatną kulkę i będą się dziwić, czemu dodaję jej wiecheć zieleniny na czubku .
Miałem zamiar już się nie wypowiadać na temat opowiadania Łotr, ale Melfka przypomniała mi o rozchylaniu nóg jedna po drugiej i nie zdzierżyłem.
Melfka napisał/a:
Boleslav napisał/a:
‘rozchylił jej nogi, jedna po drugiej, - a dlaczego po kolei?’
Bo tak właśnie zrobił
To ile ona ich miała?
Gdyby panna miały przynajmniej trzy nogi – stwierdzenie, że Łotr rozchylał je jedna po drugiej, tak by mnie nie rozbawiło. Pomyśl Autorze: miała nogi złączone, odchylił jedną i przecież w tym momencie obie znalazły się w stanie rozchylenia, więc trudno mówić o rozchyleniu drugiej. Odrobinkę lepiej byłoby, gdybyś napisał, że je odchylił (szukając na wewnętrznych stronach ud znaku) choć i wówczas mówienie „jedna po drugiej” w przypadku gdy jest ich dwie, brzmi co najmniej zabawnie.
a co do nóg, to mój argument jest nie do odparcia nie dlatego, że ja, autor, tak mówię, a dlatego, że bohater tak właśnie zrobił: rozłożył wpierw jedną nogę dziewki, a następnie drugą. jak patrzę teraz za okno i widzę robotników siłujących się na ciężarówce z fragmentami stalowych rusztowań, do za diabła nie wiem dlaczego najpierw ściągają na ziemię te z lewej (patrząc z mojej perspektywy) a dopiero potem te z prawej
natomiast założeniem, które legło u podstaw takiego właśnie opisania rozkładania nóg, była chęć wykazania tego, że nie zrobił tego niedbale, a wręcz odwrotnie, bardzo uważnie. a dlaczego tak zrobił wyjaśnia się na końcu opowiadania, kiedy już wiadomo czego tam szukał
do Marqa.
tak, może powinienem zamienić rozchylił na odchylił.
Wiek: 58 Dołączył: 13 Gru 2005 Posty: 267 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-09, 16:19
To i ja się odezwę w kwestii nóg, dla czystej przyjemności polemizowania z Melfką
Otóz w tej kwestii Boleslav użył jedynego możliwego argumentu i to wcale nie poprzez arogancję. Skoro bowiem faktycznie można rozchylić (rozchylić, nie rozłożyć, Boleslavie) dziewuszce albo obie nogi naraz, albo obie jedna po drugiej, wybór sposobu rozchylania zależy wyłacznie od widzimisię autora. I to się naprawdę czasem tak robi... najpierw jedną... potem drugą...
Biorąc pod uwagę Twoje uwagi, co do ostrożności w zakresie stosowania przymiotników, nadmiarowych określeń, to ta męska oczywiście wydaje się być zbędna.
Ale to nie o tym chciałem pisać. Przypomniało mi się coś zupełnie innego:
Łotr wyciągnął, można powiedzieć, pierwszą lepszą i zaraz sprawdzał czy ma znak. Tymczasem dziewczyna była dość charakterystyczna:
Cytat:
... Na dobrą sprawę piersi, mimo że za duże, miała jednak ładne, buźkę, choć nieco zbyt krągłą, to gładką. W ogóle wszystko w niej było za bardzo jakieś
w innym miejscu:
Cytat:
... o jej cyckach jak bochny
albo:
Cytat:
- Prawda – ciągnął jakby od niechcenia - cycki masz wielkie. Aleć mi to nie kazi.
Wnoszę, że musiały być naprawdę monstrualne.
Tymczasem ta, na którą miał zlecenie – z opisu wyglądała ździebko inaczej i zleceniodawca powinien był dać trochę więcej wskazówek, które pozwoliłyby wyselekcjonować potencjalna kandydatkę. Czemu wiec Łotr, który głupkiem nie wydawał się być, wziął niewłaściwą, poza zamiarem Autora zaskoczenia Czytelnika?
"We włosiech lilije nosić lubiła… Lico rumiane… Usty jak truskawki…"
to opis dziewki, którą łotr miał odnaleźć. nie ma tu za bardzo sprzeczności z wyglądem tej, którą uratował.
wszystkie uwięzione były patrycjuszkami cudzoziemskiej urody. pomijając, że obydwa te słowa eksterminowałem z opisu, to jednak nie podważają sensu wątpliwości łotra i konieczności sprawdzenia znaku szczególnego.
to że odnaleziona miała duże piersi nie znaczy, że ta, którą znaleźć miał, miała małe. poza tym wielkość piersi, a właściwie ocena, które za takie uważać, a które nie, to już sprawa wybitnie subiektywna
za to przyznam się do jednej niespójności: piersi dziewczyny opisane są jako jasne, a ona sama przecie jest śniada.
z przymiotnikiem 'męska' masz rację. już go nie ma.
Wiek: 23 Dołączyła: 16 Gru 2005 Posty: 170 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-15, 18:56
Łotr
Widze, że budzi wiele kontrowersji Pierwszym plusem jest to, że przeczytałam do końca, co znaczy, że nie usnęłam w połowie. Tym samym, nudno nie było. Podoba mi sie stylizacja i język, którym się posługujesz. Niektóre zdania sa zbyt przerysowane i tym samym niezrozumiale dla mnie. Ciężko mi było przejść przez początek i wdrożyć się w akcje, głównie przez tą dziurę. Potem było już znacznie lepiej. Podoba mi się pomysł na tekst, zarówno pod względem technicznym, jak i pod względem zainteresowania czytelnika. Nie będę się powtarzać i roztrząsac tematu rozchylania nóg choć bardziej naturalna wersją byłoby, że obie naraz . Jednak czegoś mi tu brakuje, czuję niedosyt, zakończenie nie wryło mnie w ziemię, a takie lubię. A tytułowy Łotr w moich oczach wcale nie jest taki zły. Masz dobry warsztat i zamierzam czytać Twoje kolejne opowiadania.
Pozdrawiam
Dołączył: 10 Sie 2007 Posty: 1 Skąd: Forum Prozatorskie
Wysłany: 2007-08-22, 16:20
Boleslav napisał/a:
Koń wiercił się i co chwila prychał.
zadrobił w miejscu...
Boleslav napisał/a:
Zawartością okazała się dziesiątka przemoczonych patrycjuszek cudzoziemskiej urody, które jak do tej pory nie spostrzegły ani konia, który górował nad krawędzią jamy, ani jeźdźca, zbyt zajęte mizerią własnego położenia i pogrywaniem na szczękających zębach. .
patrycjuszki. rozumiem, że chodzi o mieszczki. skąd one w dziurze? przydałaby się na to odpowiedź. a z opisu sytuacji wnioskuję, że trudno było, tak na oko, rozpoznać, że to patrycjuszka.
Boleslav napisał/a:
prawie z sukien powyskakiwały
miało być śmiesznie, ale nie bardzo wyszło. aczkolwiek patrząc na tekst całościowo, podobały mi się te wstawki cyniczno-ironiczne i miejscami humorystyczne zacięcie Autora.
Boleslav napisał/a:
kląć się na bogów, czort wie dlaczego.
w podobnej sytuacji wzywanie interwencji boskiej jest dość zrozumiałe.
Boleslav napisał/a:
Rozhisteryzowana pannica nie wariowała już, miast tego płacząc, zawodząc właściwie; a stała nieruchawo jak posąg podtrzymujący dach świątyni, tyle że pozycję przyjęła mniej atrakcyjną.
może: [i]Zawodząc właściwie stała nieruchomo. Przypominała świątynny posąg, tyle, że pozę przyjęła mniej atrakcyjną. albo jakoś tak.
Boleslav napisał/a:
Podniosła wzrok, przez łzy zoczyła przy skórze ogoloną głowę,
po pierwsze zobaczyła, po drugie dalej zdanie szwankuje.
Boleslav napisał/a:
Razy się posypały: plecy, obydwa uda, znowu plecy, ramiona, którymi osłaniał głowę, obydwa boki na przemian.
te obydwa sugerują, jakby ud, ramion było więcej, powyżej dwóch.
początek dość klimatyczny, oddaje nastrój.
dziewoja zemdlała po opisie wyglądu głównego bohatera – nie kumam: ze strachu czy on taki przystojny był?
stylizacja. pierwszy akapit przeleciałem błyskawicznie, z przyjemnością, drugi, ciężko, dalej było lepiej. to problem konwencji: miejscami jakby za bardzo starasz się stylizować i wychodzi dość topornie. przykład:
Boleslav napisał/a:
Powiedz mi pierwej, szlachetny, cóż to jest, dlaczegoś to we mnie wpychał, gdzie jesteśmy, kim tyś jest, skądeś się wziął i co się w ogóle stało?
- to tak bardziej do jakiegoś eposu nie opowiadania pasuje, nawet Pasek posługiwał się daleko strawniejszym językiem.
Boleslav napisał/a:
Gdy się wreszcie zaczęli ubierać, bo dotychczas ją tylko koc skrywał, a jego uśmiech cwaniacki, dziewczyna, na hardość się siląc, spytała:
Boleslav napisał/a:
Po raz wtóry przyszło więc łotrowi o podzielonej na trzy brwi osłaniać odwrót pozbawionym ładunku gnatem.
jest trochę zdań napisanych dość nieporadnie, do poprawki. powyżej tylko dwa z nich.
fabuła. na kolana nie powala, ale dość interesująca. no, zakończenie daje radę, poza tym, że mógł do karczmy na panieny iść, na ten przykład. ogólnie podobało sie.
pozdrawiam
Łotr
Przyznam się, że po przeczytaniu pierwszego fragmentu opowiadania, "Łotr" nie wzbudził we mnie większych emocji. Zdania jakoś nie "chciały się czytać", a stylowo było średnio. Ale kiedy dotarłem do miejsca, w którym pojawiła się gwara, opko nabrało zdecydowanego kolorytu, a co za tym idzie, bardziej przekonało mnie do siebie. Zawsze jestem pełen uznania dla autorów posługujących taką "starzyzną". Dla mnie to zbyt trudna sztuka.
Co do fabuły, to w "Łotrze" może nie jest zbyt skomplikowana, ale potrafi zainteresować. I zakończenie, stylowo pierwsza klasa.
Teraz to, co w pierwszym fragmencie, uważam za nieco nieudane:
Cytat:
Nie dziwne, był zmęczony marszem po rozmokłych bezdrożach i podenerwowany burzą.
- nie dziwne, raczej nie pasujący tu kolokwializm,
Cytat:
Przechylił się nisko, lecz z siodła w głębokiej na cztery łokcie dziurze dostrzegł tylko plamę cienia poprzecinaną belkami drewnianej kraty.
- to siodło i głęboka dziurę należałoby od siebie oddzielić, aby było bardziej czytelnie.
Cytat:
pogrywaniem na szczękających zębach.
- rozumiem, że kobiety szczękały zębami, ale co znaczy pogrywanie?
Cytat:
Zaskoczone kobiety prawie z sukien powyskakiwały, co nawet go rozbawiło.
- IMO zbyt komiczny efekt zafundowałeś czytelnikowi
Cytat:
a stała nieruchawo jak posąg podtrzymujący dach świątyni, tyle że pozycję przyjęła mniej atrakcyjną.
- to znaczy jaką? trzeba by było to określić
Cytat:
Siedząc na ziemi z końskim pyskiem nad głową, płakała ciszej i gorzko złorzeczyła jak dziewczynka nad pozbawioną główki lalką.
- z tym końskim pyskiem nad głową też nie brzmi zbyt literacko, a ponadto głową-główki,
Cytat:
którym w przerażonych główkach zalęgło się,
- przerażona mina, ale nie główka
A teraz czekam na kolejny Twój tekst, aby mieć porównanie.
Pozdrawiam.
Ciężka to była lektura. Raz, że historyja mało ciekawa, dwa, że stylizacja grubo przesadzona. Może gdybyś, waść, popróbował w mowie współczesnej rzecz ową przedstawić, wyszłoby lepiej. A tak: mizeryja.
Poziom: 27 HP
4%
71/1795
MP
100%
857/857
EXP
30%
25/83
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Gdyby opowiadanie trochę dopracować, troszkę przystopować ze stylizacją (troszkę jej za gęsto, a przez to mało strawnie), było by całkiem fajne opowiadanie. Co prawda fabuła jest wybitnie nienowatorska, niezbyt wyszukana, ale ciekawie przedstawiona. Czarne typy chyba zaczynają robić furorę . Dobra rzecz, czekam na następne.
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Witam, Boleslavie! Sprawa plagiatu "Bestii" ściągnęła mnie na tę stronę. I cóż zobaczyłam? Ano, nowe opowiadanie mości Boleslava! I jakże tu nie przeczytać i nie komentnąc?
Lekturę większości komentarzy sobie darowałam, bo pora późna, a do pracy wstać jednak jakoś trzeba...
Co mi się podobało? Ano bohater, taki łotr, co to na cześć niewieścią bez zmrużenia oka nastaje, a potem pannę chce przehandlować. Jak go ktoś kopnie, to go boli i do starowinki nawet wystrzelić potrafi... Jednym słowem, przekonuje.
Co mi się nie podobało, i o co mam największe pretensje - bohaterka - przecież ta kobieta to idiotka jakaś niesłychana, zachowuje się jak skrzyżowanie królewny Śnieżki z króliczkiem playboya! Omdlewa, kiedy trzeba działać, a na dodatek początkowo imaginuje sobie, że poszczerbiony łotr to jakowyś łysy książę z bajki (głupia???). Moim skromnym zdaniem, nie udała Ci się ta dziewoja, mości Boleslavie.
Stylizacja - momentami udana, momentami mniej - zważywszy na to, żem czytała inne Pańskie dzieła, wymagania wobec Waćpana mam wygórowane
Pozdrawiam. Carlin.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum