Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-24, 23:02
Do Marka
Napisałeś: "Czasami warto wziąć do rąk słownik, zamiast pisać na wyczucie." -
szczerze powiedziawszy, pisząc, do słowników zaglądam bardzo często, czy to do synonimów czy typowych połączeń wyrazowych.. jednak nie zawsze jestem w stanie wyłapać każdą głupotkę;) hehe
"Język polski jest piękny i bogaty, i niech takim pozostanie. " - też tak uważam i nie chciałbym, żeby moja proza była gniotem polszczyzny
"Masz tendencję do nadużywania słowa "istny". Istny mrok, istny obłęd a w części pierwszej istny majestat, istne zbawienie, istny diabeł, istny wariat. " -
szkoda, że dopiero teraz się tego dowiaduję, hehehe. Nie wiedziałem, że mam takie skłonności. Na ogół w życiu codziennym nawet nie myślę o wymówieniu słowa "istny". Widocznie w narracji wychodzi to inaczej.
Co się tyczy Volthara, mam dwa trafne określenia jego postaci - nieobliczalny, doświadczony. I, gdzieś między wierszami, obłąkany, szalony. Sam nie wiem, co mi odbiło, żeby wymyślić takiego wariata. Ale.. przynajmniej nie jest nudny;)
Okej, co się tyczy nadużywania przeze mnie przymiotników, uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie w polszczyźnie do stosowania ich całej gamy - nawet uważam, że z więcej niż jednym przymiotnikiem łatwiej jest coś sobie wyobrazić. Ale racja jest po Twojej stronie pod takim względem: rzeczywiście za często używam nieodpowiednich, niepasujących do sytuacji określeń. Postaram się to zmienić, rzecz jasna.
Dzięki za wysilenie się i przeczytanie tych dwudziestu stronic mych wypocin. Pzdr.
[ Dodano: 2008-08-24, 23:17 ]
Do hiddena:
Wiersze rymowane, głównie sylabiczne, pisuję już od niemal dwóch lat i dopiero ostatnimi czasy zdecydowałem się na zrezygnowanie z jakichkolwiek reguł. Wierszy stuprocentowo białych nigdy w pełni nie trawiłem, dlatego pozwoliłem sobie lekko podkoloryzować rymami, dla zabawy. Bawiłem się kiedyś w te sylaby (preferowałem ośmiosylabowe), to, żeby rymy były co wers, bądź na krzyż, teraz mi to zwisa. Coś jakby romantyczna poezja, bez zasad itd.
Co do tego, że w fragmencie brak rytmu... sam nie wiem, czytam to jak leci - z przecinkami i kropkami - i jakoś mnie nic nie razi;) Ale to normalka, każdy czytuje inaczej, jak lubi.
Hmm, poezję czytuję. Nie mógłbym jej pisać, gdybym jej nie czytał;)
Nie mam ulubionych poetów ale za swych wzorców mógłbym w sumie uznać kilku klasyków i romantyków.. jak choćby Krasicki i Kochanowski, których fraszki inspirowały mnie do pisania rymowanek.
Uważam też, że rymy raz mogą być a raz nie. Bo - i tu będę uszczypliwy - skoro Słowackiemu i Mickiewiczowi wolno było, to dlaczego nie wolno by mnie?:P hehe
Pozdrawiam.
Niedzielne wieczory irytowały go od zawsze; a przynajmniej sam tak uważał, bowiem zamierzchła przeszłość zdawała mu się aż nadto mglistą i zapomnianą, by mógł pomnieć swe dawniejsze światopoglądy.
To wtrącenie wywalił i od razu zdanie zyskało by na przejrzystości
Cytat:
- „Strzel sobie w głowę i rozwal na połowę, la, la, la, la! Zabij się, zabij się, nikt nie lubi tutaj cię, la, la, la, la!”.
oj dana dana lalalala, hehe Niezłe hiciory Voltharze tworzysz
Cytat:
Z dala zamajaczyło ujście z lasu na poprzeczną, asfaltową drogę, okoloną przez latarnie.
ujście, to może być wody.
Cytat:
Z dala zamajaczyło ujście z lasu na poprzeczną, asfaltową drogę, okoloną przez latarnie.
oświetloną
Cytat:
Bynajmniej, chłopak opuścił przerażony.
Co opuścił?
Cytat:
- Prawie nas mieli! – zaśmiał się dziad, przylegając do mułu.
Skąd w lesie muł?
muł - błotnisty osad występujący w zbiornikach wodnych lub w ich pobliżu
Cytat:
Otrząsnął się i, niewiele się zastanawiając, puścił się pędem za porucznikiem Mikulskim, dziwnie chyżo, jak na pijanego, biegnącym przed siebie.
Ta część zdania kompletnie mi się nie podoba
A poza tym układasz strasznie przekombinowane zdania. Wpychasz do jednego zdania mnóstwo informacji, przez co tekst traci na płynności. Oto kilka przykładów:
Cytat:
Maciej, ciągnąc przed siebie, z trudem nadążając za szalonym ochlapusem, w świdrującym bólu i krzywym grymasie zakrywał dłońmi uszy.
Cytat:
Za dużo tych tępych, krwistych horrorów z odrąbywaniem głów, westchnął z ulgą, stwierdziwszy, że podłużny kształt, jeszcze chwilę przedtem zdający się wyglądać jak przerażająca zmora z jakimś tasakiem albo gotową do mordu piłą mechaniczną, był w rzeczywistości cieniem, kiwającego się pod wpływem silnego wietrzyska, suchego pniaka.
Cytat:
Przed nimi, o jakąś miedzę od matecznika, roztaczało się szkarłatniejące pobojowisko - dziesiątki polskich, sowieckich martwych żołnierzy i koni użyźniały glebę, przylegając doń blado w zastygłych, śmiertelnych pozach, wciąż z waleczną zaciekłością, mściwością w szklistych spojrzeniach, ale jak gdyby złagodniałą w momencie zgonu, malującą się teraz głębokim spokojem.
Jak ktoś piszę tak długie opowiadanie, to mam nadzieje, że mnie wciągnie i nie będę przysypiał z nudów. No i niestety w tej kwestii mnie zawiodłeś. Brakuje tu czegoś, co by zainteresowało czytelnika. Może to kwestia przekombinowanych zdań, może stylu- nie wiem, ale mnie nie wciągnęło. Opowiadanie napisane jest poprawnie, ale nic więcej. Jedyne momenty, przy których się nie nudziłem, to fragmenty, gdy do głosu dochodzi staruszek. Strasznie pozytywna postać , czego nie można powiedzieć o reszcie bohaterów. Oprócz imienia, nazwiska, ewentualnie jednostki, do której należą nie wiemy o nich nic; są papierowi, bez uczuć.
Szkoda, bo historia ma potencjał ale niewykorzystany. Błędów nie widziałem dużo, albo się sprytnie przed Azazelem ukryły , ale jak już wspomniałem poprawność tekstu to jedno, a jego "magia", to drugie. I tej magii, oczarowania właśnie mi zabrakło, czegoś co przykuło by oko na dłużej. Za tekst daje trójeczkę
Pozdrawiam
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Jestem drugi
Obiecałem, że napiszę więc słowa dotrzymam. Pierwsze co chciałbym Ci przekazać, to to, iż dziadek w opowiadaniu "wymiata"!!!! Przedstawiłeś go na tyle prawdziwie, że czytając o nim, czułem się tak, jakbym rozmawiał ze swoim własnym pradziadkiem. Muszę przyznać, że w całym swoim nędznym życiu, nie zdarzyło mi się przeczytać czegoś tak równie dobrego (mam namyśli wszystkie opisy, dialogi, charakter, dotyczące dziadka). Szacun bracie
Drugą rzeczą, która baaaardzo mi się spodobała, było przedstawienie pierwszego spotkania Maćka z żulem. Sposób w jaki pokazałeś to czytelnikowi powalił mnie na kolana. Uśmiałem się przy obydwu scenach, tak jak i przy kilku innych. Głównie mam na myśli te, w których główną rolę grał uwielbiony przeze mnie od dziś - dziadzio Ale wystarczy już tych pochwał
Rzeczą, która nie podobała mi się w Twoim opowiadaniu, to mianowicie niektóre rozwlekłe zdania np. (powtórzę Azazela )
Azazel napisał/a:
Za dużo tych tępych, krwistych horrorów z odrąbywaniem głów, westchnął z ulgą, stwierdziwszy, że podłużny kształt, jeszcze chwilę przedtem zdający się wyglądać jak przerażająca zmora z jakimś tasakiem albo gotową do mordu piłą mechaniczną, był w rzeczywistości cieniem, kiwającego się pod wpływem silnego wietrzyska, suchego pniaka.
Azazel napisał/a:
Przed nimi, o jakąś miedzę od matecznika, roztaczało się szkarłatniejące pobojowisko - dziesiątki polskich, sowieckich martwych żołnierzy i koni użyźniały glebę, przylegając doń blado w zastygłych, śmiertelnych pozach, wciąż z waleczną zaciekłością, mściwością w szklistych spojrzeniach, ale jak gdyby złagodniałą w momencie zgonu, malującą się teraz głębokim spokojem.
Zanim skończyłem czytać któreś z powyżej wymienionych zdań, zastanawiałem się co było na początku, ba nawet o tym co było w jego środku. Masz naprawdę bogaty zasób słownictwa, co świadczy oczywiście o Twojej wiedzy. Lecz chciałbym Cię upomnieć o tym, że budowanie jakże rozwlekłych zdań, które przepełnione są pięknymi słowami do niczego nie prowadzi. Wprowadza to jedynie podczas czytania zamęt (przynajmniej ja to tak odczułem)
marekscieszek napisał mi niedawno:
Cytat:
Budujesz przekombinowane zdania, z których nie potrafisz wyjść bez szwanku:
Myślę, że popełniasz ten sam błąd, tylko z tą różnicą, że Ciebie ratuje bogate słownictwo, a mnie nie W sumie takie opisy przypominają mi tzw. porównania Homeryckie, których wręcz nienawidzę.
W moich oczach jest to praca DOBRA. Brakuje jej tego czegoś. Zbyt mało jest akcji, a z kolei fabuła nie należy do najciekawszych.
P.S Wesołych i radosnych świąt życzę
_________________ "...I cicho Cię proszę chroń przed ścieżką ciemną.
Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć..."
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-22, 00:48
Przede wszystkim dziękuję Wam za szczere, wyszukane komentarze
Dalej chyba przejdę do wyjaśnień...
Azazel napisał/a:
Cytat:
- „Strzel sobie w głowę i rozwal na połowę, la, la, la, la! Zabij się, zabij się, nikt nie lubi tutaj cię, la, la, la, la!”.
oj dana dana lalalala, hehe Niezłe hiciory Voltharze tworzysz
Tutaj powiem tak, piosenki nie stworzyłem, gdyż jest ona jednym z bardziej znanych utworów zespołu Łzy. A piosenkę wykorzystałem z prostego powodu - nigdy jej nie trawiłem i od zawsze żenowała mnie swą płytkością
Azazel napisał/a:
Cytat:
Z dala zamajaczyło ujście z lasu na poprzeczną, asfaltową drogę, okoloną przez latarnie.
oświetloną
Tutaj się zgodzę... miałem nawet zamiar zmienić te "okoloną", bo mnie szczerze także nie pasowało, ale w końcu dałem se spokój.
Azazel napisał/a:
Cytat:
Bynajmniej, chłopak opuścił przerażony.
Co opuścił?
Caramba, miałem na myśli "upuścił"
Azazel napisał/a:
Cytat:
- Prawie nas mieli! – zaśmiał się dziad, przylegając do mułu.
Skąd w lesie muł?
muł - błotnisty osad występujący w zbiornikach wodnych lub w ich pobliżu
I tu mnie, cholera, masz A mułu użyłem ze zwyczajnego braku synonimów do słowa błoto; nie chciałem robić powtórzeń.
Z resztą wymienionych błędów się oczywiście zgadzam; i cieszę się, że wyłapane jest ich tak mało Mógłbym w prawdzie sam wymienić kilka, które zauważyłem dopiero po zamieszczeniu tekstu na FZ... ale pozostawię tę przyjemność kolejnym recenzentom
Ech, co się tyczy moich przekombinowanych zdań. Mam tutaj mieszane uczucia. Zgodzę się z Wami, że można się w nich pogubić, że są zagmatwane... ale ja czytam je jednym tchem, uwzględniając znaki przystankowe, i, o licho, daję radę. Cholera wie... ale cóż, zgodzę się z Wami i innym razem postaram się pisać zdania krótsze (Zabawa w Sienkiewicza nie wypaliła, hehe).
Co do fabuły... cóż myślałem, że będzie niebanalna i dosyć wciągająca. W prawdzie był to dla mnie jakby eksperyment, bo zwykle pisałem typowe fantasy ze smokami i elfami. Ten jeden jedyny raz napisałem coś bardziej realistycznego, opartego na rzeczywistych wydarzeniach historycznych. Ale cóż powiedzieć, przynajmniej dziadzio się spodobał Zawsze uważałem, że taka pozytywnie szalona postać dodaje tekstom kolorów.
Kończąc mój przydługi kontratak, cieszę się, że mnie nie wyśmiano i jakoś uszedłem z życiem. Ta trójeczka i czwóreczka jest dla mnie dobrym omenem...
Dzięki jeszcze raz i wesołych świąt A w drodze - no może nie w drodze, ale w przygotowaniu - kolejne opowiadanie. Znowu trochę pokombinuję, poeksperymentuję. Będzie tam sporo mitologii Azteków i elementów grozy. Pozdrawiam, Volthar.
Tutaj powiem tak, piosenki nie stworzyłem, gdyż jest ona jednym z bardziej znanych utworów zespołu Łzy. A piosenkę wykorzystałem z prostego powodu - nigdy jej nie trawiłem i od zawsze żenowała mnie swą płytkością
Wcale Ci się nie dziwię
Cytat:
Z resztą wymienionych błędów się oczywiście zgadzam; i cieszę się, że wyłapane jest ich tak mało
Cóż, nie mam bystrego oka do wyszukiwania błędów, ( może dlatego tyle ich robię) ale inni pewnie bardziej się postarają
Cytat:
Będzie tam sporo mitologii Azteków i elementów grozy.
No, to czekam z niecierpliwością, gdyż troszkę się na Aztekach znam. Mam nadzieje, że i krewww będzie, bo to krwawa społeczność była
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Błędy trudno znaleźć - to oczywiście na plus
Do tego całkiem nieźle przedstawione słownictwo starszych osób, typu
Cytat:
bo niby czym inszym
no i świetne słowa pijanego porucznika )
Cytat:
rozbił się o akurat przypadkowo leżący w pobliżu kamień.
jeszcze nie widzialam "przypadkowo leżących " kamieni A co - inne niby celowo ktos układa?
Nieźle oddany klimat, szczegóły tez... Długa historia i wymagala poświęcenia sporo czasu, musze przyznac, że momentami zaczynało mnie męczyć. Troche się gubilam z początku w dwóch odrębnych historiach, dobrze, że pod koniec wszystko się wyjasnia. Szkoda mi troche było, że przejście w czasie takie mało spektakularne. No i zakończenie - liczyłam, ze Jan spotka maćka.
Calość może nie zachwyca, ale niezła
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-22, 18:20
Azazel napisał/a:
Cytat:
Będzie tam sporo mitologii Azteków i elementów grozy.
No, to czekam z niecierpliwością, gdyż troszkę się na Aztekach znam. Mam nadzieje, że i krewww będzie, bo to krwawa społeczność była
I dlatego też się zdecydowałem na tę właśnie mitologię
Maja napisał/a:
Do tego całkiem nieźle przedstawione słownictwo starszych osób, typu
Cytat:
bo niby czym inszym
Postarałem się, żeby słownictwo Jana miało w sobie trochę gwary staro-warszawskiej.
Ale w sumie zastosowałem ją tylko w kilku momentach.
Cytat:
rozbił się o akurat przypadkowo leżący w pobliżu kamień.
jeszcze nie widzialam "przypadkowo leżących " kamieni A co - inne niby celowo ktos układa? [/quote]
Haś! Rzeczywiście
Dziękuję, Maju, za krytykę
[ Dodano: 2008-12-27, 21:06 ]
Cholera, chyba muszę się przyznać do niemiłego błędu, jaki u siebie znalazłem...
Mianowicie jak Edward Wydra na początku przedstawił się jako Waldemar Wydra... ten błąd wynikł z tego, że rzeczywiście na początku miał on być Waldkiem, dopiero potem zmieniłem i nie poprawiłem w każdym miejscu Shame! Ostro Wam pewno namieszałem...
Przepraszam czytających
Na jej ramieniu wisiała torebka - najwidoczniej dopiero wróciła do domu.
Torebka wróciła do domu.
Cytat:
W pokoju zapanowała drętwa cisza, po czole Jana spływał zimny pot. Jeszcze raz przyjrzał się trzymanej księdze.
Pot przyjrzał się księdze.
Cytat:
jedynie sporadycznie przez chwiejne gałęzie i konary drzew dostawał się nikły blask miesiąca.
Rozejrzał się po groźnie o tej porze wyglądającym, rozszeleszczonym poszyciu leśnym
Nikły blask miesiąca rozejrzał się po poszyciu leśnym.
Tylko, proszę, nie tłumacz, że to dwa osobne akapity. Ostatnie wskazanie na podmiot dotyczyło właśnie nikłego blasku.
I tak dalej, i tak dalej... Problem przewija się przez całe opowiadanie.
2. Nadmiar zaimków. W szczególności swą/swego/swojej/swych bo tych należy unikać jak ognia:
Cytat:
mężczyzna poznał w przybyszce swą najwspanialszą żonę, Genowefę
Gdyby byla żoną kogoś innego, warto by było nadmienić. Ale przecież nie była.
Cytat:
odezwała się w ekranie Justyna Pochanke swym rutynowym, dziennikarskim tonem
Litości. Czyim jeszcze głosem mogła się odezwać jeśli nie swoim?
Cytat:
Z trudem uniósł swą ciężką głowę i spojrzał w atramentowe niebo
Gdyby niósł pod pachą głowę kogoś innego, podkreślony zaimek miałby rację bytu. Ale nie niósł, bo nie wspomniałeś o tym ani słowem.
W przypadku zaimków problem jest widoczny jeszcze wyraźniej.
3. Nadużywanie wyrażeń w skrajnych przypadkach o zupełnie innym znaczeniu, które z powodzeniem można było zastąpić innymi:
Cytat:
Powody jego nieuwielbienia do niedziel
Dlaczego nie "niechęci"? Bo jest zbyt popularne?
Cytat:
zdefektowani politycy
Dlaczego nie "zepsuci"?
Cytat:
z jego gardła wyrwał się nieokiełznany krzyk
Czemu nie np. nie "nieopanowany"? Etymologicznie "nieokiełznany" wywodzi się od kiełzna, tego co się koniowi do pyska wkłada. I do konia, dzikiego, nieokiełznanego, właśnie można go porównać, nie do ludzkiego krzyku.
Cytat:
ponownie runął w dżdżystą murawę.
Mokrą, wilgotną, zroszoną. Dżdżysty, w sensie "mokry" dotyczy stanu pogody. Dżdżysty, czyli mokry w sensie: deszczowy, siąpiący, itd.
Dużo tego. Wygląda to tak, jakbyś się popisywał elokwencją. A tymczasem warto pójść na skróty i, zamiast nazywać wrzask "trywialnym", lepiej się ograniczyć do samego wrzasku, albo poszukać najbardziej popularne wyrażenie, jakie przyjdzie do głowy. Bo czasem ono właśnie jest odpowiednie. "Trywialny" trudno powiązać w logiczny sposób z ludzkim krzykiem. Bzdurny krzyk? Nieważny krzyk? Nieistotny krzyk? - ma to sens?
W zasadzie, problem tkwi w trzech, wymienionych grzechach. I chyba coś jest na rzeczy, kiedy tak czytam własny komentarz do dwóch rozdziałów Twego poprzedniego opowiadania. W znacznej części są to te same zarzuty.
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-01, 23:27
marekscieszek napisał/a:
1. Problemy z zachowaniem właściwego podmiotu:
Tylko, proszę, nie tłumacz, że to dwa osobne akapity.
Więc się nie tłumaczę, choć mam osobne zdanie na ten temat
marekscieszek napisał/a:
2. Nadmiar zaimków. W szczególności swą/swego/swojej/swych bo tych należy unikać jak ognia:
Tutaj się rzeczywiście zgodzę. Jedynie przypadek z "żoną Genowefą" uważam za poprawny w mojej wersji. Bo cóż straci tekst przez jedno "swą"?
marekscieszek napisał/a:
[
3. Nadużywanie wyrażeń w skrajnych przypadkach o zupełnie innym znaczeniu, które z powodzeniem można było zastąpić innymi:
Z "niechęcią" się zgodzę. Co do "zepsutych polityków", bardziej chodziło mi tutaj o coś typu "ułomni, głupawi", użyłem "zdefektowani", nie wiem czy trafnie.
Z "nieokiełznanym krzykiem" się jak najbardziej zgadzam, to jest zgadzam się z tym, że jest niepoprawne.
Jeśli chodzi o dżdżystą murawę, wiedziałem że w końcu ktoś się tego przyczepi i, że jak to zrobi, będzie miał rację. Tak, dżdżysty określa raczej zjawisko, pogodę, nie ziemię. I tutaj był mój błąd, który zauważyłem dopiero po zamieszczeniu tekstu na stronce... widać miesiąc odczekiwania opka to jeszcze za mało
marekscieszek napisał/a:
Dużo tego. Wygląda to tak, jakbyś się popisywał elokwencją.
Cóż, szkoda, że tak to wygląda w Twoim odczuciu.
I szkoda, że same negatywy rzuciły Ci się w oczy... bo to już źle świadczy o moim pisaniu, he, he.
Z tymi negatywami, jakoby przesłoniły resztę, trochę przesadzasz. Dostrzegłem bardzo ciekawą historię, którą opowiedziałeś wciągającym językiem. Przeczytałem ją z ciekawością i bez odrobiny nudy. Treść mnie nie zawiodła. A to, że "przyczepiłem" się wyłącznie formy, to nie dlatego, że reszta nie miała znaczenia. Najzwyczajniej w świecie wskazałem Ci tylko pewne elementy, które moim zdaniem wymagają poprawy.
Przesadzasz z zaimkami; zdarza Ci się zgubić podmiot. Najbardziej jednak rażą te przeintelektualizowane wyrażenia - to naprawdę wygląda tak, jakbyś pisał jedną dłonią, w drugiej trzymając słownik synonimów. Można wybaczyć Sapkowskiemu, że ze swojej prozy uczynił erudycyjny bigos, ale Ty przecież dopiero zaczynasz przygodę z pisaniem. Tak, jak zeresztą większość obecnych na FZ-cie. Proste słowa nie niosą wraz z sobą zagrożenia, że sens zdania ucierpi - wręcz przeciwnie, to właśnie dzięki nim zdanie jest zrozumiałe. A elokwencja zawsze może przyjść z czasem.
Treść góruje nad formą zdecydowanie. Nawet kiedy udało Ci się stworzyć realistyczną postać cynicznego starca, hołdującego starym wartościom, to i tak nadpsułeś jego wizerunek, wkładając mu do ust zwroty rodem z współczesnego młodzieżowego slangu. Jednak, jak zaciekawiły mnie pierwsze rozdziały poprzedniej Twojej opowieści, tak i nie przyniosło zawodu te opko. Czekam na kolejne.
Poprzednicy wskazali błędy, więc nie będę tego powtarzał. Historia i sam pomysł na fabułę naprawdę mi się podobał. Muszę jednak się zgodzić, że lektura nieco mnie nudziła, oprócz postaci staruszka bohaterowie byli dość sztuczni, bezbarwni. Widać, że dobrze prowadzisz narrację, masz styl i pomysł. Wprowadzenie ironii, absurdu, intrygujących postaci czy nieco tajemnicy przysłużyłoby się całej historii.
Pozdrawiam.
W kwestii zaimków jeszcze. To nie jest tak, że nie wolno ich używać w ogóle. Nie po to zostały stworzone, aby ich nie używano. Też mają własne prawa. Chodzi jedynie o to, aby ograniczać zaimki do minimum. Nawet wspomnianych swój, swego itd., czyli najbardziej nieporządanych, czasami nie da się uniknąć. Choćby w różnej maści związkach frazeologicznych ("swój pozna swego", "a ten ciągle swoje" itd.). To jest tylko rada, nic więcej - gdzie się tylko da, warto tak przerobić tekst, aby wyeliminować jak najwięcej zaimków. Oczywiście, z wyczuciem, bo całkowita likwidacja zaimków grozi czymś równie paskudnym - "przepodmiotowieniem" (nie mogę znaleźć odpowiedniego określenia Buuu...) tekstu.
Zdziwiło mnie, że nie ma żadnych recenzji... Albo może ja ślepa jestem .
W każdym razie - zaczyna się bardzo dobrze, jest klimat, choć niektóre zdania zgrzytają i nieraz musiałam się zatrzymywać zastanawiając nad sensem jakiegoś fragmentu.
Potem jest już trochę gorzej. Po pierwsze - nie przekonuje mnie Twoja Ameryka, jest bardzo nijaka. Zgrzytnęła mi trochę kuchenka gazowa, bo tu (w Irlandii) i tam (USA), gdzie się nie obrócę, królują elektryczne. Nie twierdzę, że ich nie ma, ale na pewno nie są popularne. Więc zgrzytnęło, gdy popełniająca samobójstwo bohaterka akurat taką miała...
Po drugie - im dalej w las, tym więcej powinno się wyjaśniać. I niby się wyjaśnia, wątek kryminalny robi się bardziej sensowny (choć motywacje bohaterów nie zawsze przekonują, zachowanie także), ale wplecenie w to wszystko wątku fantastycznego (który sprawia wrażenie pojawiającego się na siłę) rozbija zakończenie, pozostawiając czytelnika z "WTF?!" na ustach. Wszystko zrobiło się chaotyczne na koniec i opowiadanie pozostawiło po sobie uczucie rozczarowania.
Tak, narzekam. Bo początkiem obiecałeś dużo więcej niż dałeś w końcówce . Jakby zabrakło Ci pomysłu na zakończenie albo na siłę Ale - to jest coś do przećwiczenia, do przemyślenia. Bo opowiadanie samo w sobie nie jest złe, jest nawet - powiedziałabym - powyżej przeciętnej. Ot, po prostu narobiłeś mi apetytu na coś więcej niż dostałam .
Nie powiem, nastrojowa opowieść. Przyjemna, łatwa w odbiorze. Nawet to nagromadzenie postaci mitycznych na tak niewielkiej przestrzeni nie przeszkadzało mi bo na opoce z mitologii greckiej zbudowany został mój gust. Jednak gdzieś umknął mi powód powstania tej historii. O czym mówi, prócz tego, że opowiada o dziwnym wędrowcu? No, wędruje i wpływa jakoś na ludzi, ale o co chodzi?
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-11-30, 23:33
W sumie tekst napisałem bez jaśniejszego przesłania. Ot historyjka o mściwym bóstwie, zapomnianym przez świat. Raczej potraktowałem to jako możliwość wypróbowania się w pisaniu shortów
Przeczytałem, tylko nie miałem czasu napisać recenzji. Ogólnie uważam, że masz spory potencjał (na pewno większy niż ja - w twoim wieku robiłem nędzne komiksy), ale musisz się doszlifować. Postaram się w jakiś przystępny sposób przekazać, o co mi chodzi. Lecz nie dzisiaj, pozwolisz.
[ Dodano: 2010-12-30, 15:14 ]
Zapowiadało się bardzo ciekawie. Bardzo klimatycznie, ale mam kilka zastrzeżeń.
Czasami zbyt udziwniasz jak na mój gust. Na przykład w zdaniu typu: ‘Istoty swych niepokojów nie mógł jednak dociec.’; ‘Nikt bowiem nie obaczył nieznajomego i każdy, bez wyjątku, trwał jeszcze błogo w objęciach Morfeusza’. Niby czemu zaraz ‘trwał w objęciach Morfeusza’ i ‘obaczył’? Tudzież ‘nie mógł dociec’ – dociekanie jest czymś bardzo szczegółowym, takim badaniem. Detektyw, czy lekarz sądowy może czegoś dociekać. Ja nie dociekam, czy ta blondynka spojrzała na mnie w taki sposób bo się jej podobam, czy dlatego, że... no może sraczkę miała. Ja, tak jak i Orion, tylko bym się zastanowił. Nie mógłbym - ‘wiedzieć’? Jeszcze rozumiałbym te zdania, gdyby występowały pojedynczo, lecz tymczasem co drugie jest w podobnej formie. Doszło nawet do tego, że zapomniałeś, kto jest podmiotem w zdaniu: ‘Teraz jednak jego głos był zgrzytliwy i nieprzyjemny, kitara wydawała wyjące, nieznośne dźwięki, aż piszczało w bębenkach. Dłonie miały zgniły odcień i długie pazury, a twarz podróżnego okazała się twarzą trupią, z wystającymi gałkami ocznymi i wyszczerzonymi, ostrymi zębiskami.’ Ten przeskok od opisu nieznośnego hałasu do zgniłych dłoni jest trochę zbyt chaotyczny, bo z początku nie wiadomo, czyje to dłonie i czemu zasłaniają widok. Dlaczego pierwsze rzucają się w oczy - czemu nie twarz właśnie? I tutaj także: ‘Na miejscu, gdy weszła do izby, zobaczyła, że młody syn Orion zdążył już znieść drwa do paleniska. W oczy uderzył ostry dym, a ciało ogarnęło przyjemne ciepło ogniska domowego.’ Niezbyt wiadomo, komu w oczy uderzył dym. No bo przecież w końcu Orion się nad paleniskiem nachylał i drewno kładł. Dalej natomiast opisujesz zbyt dokładnie, że Orion jest synem męża swojej matki (brzmi głupio, prawda?), który zostawił ich na pastwę losu z niczym, lecz to nic wystarczało na prowadzenie dostatniego życia.
‘Nim się odezwał, zdjął wełnianą chlamidę, odsłaniając swą twarz i mlecznobiałe włosy.’ Wiedźmin! Ok, to był żarcik taki, a teraz – toż by to dopiero było, jakby odsłonił czyjąś twarz, prawda? ‘Orion drgnął nieco, widząc coś dziwnego w oczach nieznajomego.’ – Cóż mógł tam zobaczyć? Mord? Błysk? Niezbadane światło transcendencji? Rozumiem, czemu tak piszesz i zaraz do tego przejdę.
Przepraszam, za to, ale teraz...
‘Zasiądź z nami, cny przybłędo’ – buahahaha! Autentycznie śmiałem się w głos, czytając to zdanie. Można je pokazywać jako dosadny przykład niezamierzonego komizmu. Jest ono poniekąd pochodną wszystkich twoich wysiłków, ale o tym dalej, w podsumowaniu.
Wiem, w czym tkwi problem tego opowiadania. Chcesz, by było podniośle. Nawet nie poważnie – dosłownie podniośle jak w hymnie narodowym. Mógłbym przytoczyć setki podobnych zdań z mojej dawnej twórczości i nikt by się nie połapał, że to nie twoje, gdyby nie przeczytał opowiadania. Swego czasu bowiem miałem podobny zamysł, stworzenia historii opowiedzianej oczami barda. Styl tych opowiadań jest bliźniaczo podobny do twojego ‘Zapomnianego bożka’. A widząc, że ktoś popełnia takie same błędy jak ja dawniej, chcę cię przestrzec, żebyś tego nie robił. To ślepy zaułek, który doprowadzi cię gdzieś... gdzieś między Zapomniane Krainy a Dragon Lance. Z drugiej strony nie idź teraz w drugą stronę – nie przesadzaj z luzem i rozmachem. Musisz znaleźć złoty środek, tylko trzeba go przesunąć w stronę... luzu właśnie.
Mam też zastrzeżenia co do opowiadania ogólnie. Najgorsza jest druga część. Jest to bardzo subtelna różnica. W tej części udziwnienia i sztywność jest są tak wielkie, że człowiek w zasadzie nie wie, o czym czytał przed chwilą, ale masz szczęście chłopie. Masz szczęście, że w tak młodym wieku posiadasz tak dobry warsztat, to nikt ci tego nie wypomni, bo opowiadanie czyta się bardzo dobrze. Co z tego, że człowiek niewiele zrozumie, że zna jedynie główny wątek i miejsca zdarzeń. W zasadzie tylko miejsca w pierwszej i trzeciej części (piszę te słowa nie zaglądając już do opowiadania i nie mogę sobie przypomnieć, gdzie stał jeździec, czy był na koniu, a może na kozie? a pewnie nawet nie był jeźdźcem).
Nic więc dziwnego, że Markowi umknął powód powstania opowieści. Ja znalazłem w niej coś, o czym być może opowiada, ale ciężko jest się tego doszukać, bo trzeba wszystko odkopywać spod trudnych, poplątanych zdań. To musisz moim zdaniem poprawić. Ciekawi mnie tylko, jak długo będziesz musiał nad tym pracować, bo pozostałe, nie mniej ważne, części warsztatu pisarskiego opanowałeś... cholera, nie chcę ci słodzić, ale jak na twój wiek - niebywale dobrze.
Wiek: 19 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 132 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-01-04, 16:12
Dzięki za konstruktywny komentarz
Zachęcam do przeczytania mojego poprzedniego opka "Piłem z Panem Bogiem".
Tam nie ma bardów i smoków, staram się nie zamykać w jednym gatunku. Szlifuję się z każdym nowym tekstem, więc może kiedyś coś z tego wyjdzie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum