Śmiało, nie krępuj się. O to zdaje się na Recenzjonie chodzi - im więcej konkretów, tym lepiej. Zgadzam się z prawie wszystkimi uwagami. Z czołganiem wyszło śmiesznie, bo miałem ten wyraz wcześniej, starałem się uniknąć powtórzeń, a potem i tak skreśliłem jedno zdanie, to z czołganiem. Chociaż z drugiej strony, gangster bardziej pełzał niż się czołgał, co zaznaczyłem wcześniej, więc żeby nie powtarzać pełzania, to przesuwanie wydaje mi się lepsze.
Mam wątpliwości co do „żaru”, bo według mnie jego synonimem jest zarówno „ogień”, jak i „ciepło”. Ja właśnie rozumiałem żar jako ciepło, które tutaj było tak intensywne, że zdawało się palić żywym ogniem. Jeszcze przemyślę tą kwestię, bo teraz wydaje mi się niezręczna. Nie zmieniam również „rzęs”, bo lubię, kiedy kolejne zdania mają różne podmioty. W tamtym fragmencie byłoby tylko on-ona-on-ona, a tak dochodzę jeszcze „one”, czyli rzęsy.
Co do „morału biblijnego”, to chodziło mi raczej o powiązanie epilogu z wcześniejszymi wydarzeniami. Stąd „Santa Maria!” bohatera i kuszenie. Samo straszenie nawiedzonym domem wydawało mi się za bardzo sztampowe, a tak wszystkie wydarzenia, z pozoru błahe, nabierają sensu na końcu opowiadania.
Kiedy rozpocząłem czytać, akurat za oknem zrobiło się ciemno - niebo zostało zasłonięte przez szare chmury - i luneło jak z cebra, więc wczułem się w klimat opowiadania Śpieszy mi się, więc będę się streszczał:
"Wszedł do łazienki na cokolwiek niepewnych nogach." - ej, nie ściągnął butów
"- Taaak. Wiedziałem. Chodź do mnie, no chodź! - zawołał. Drżały mu dłonie, nadrabiał krzykiem." - co nadrabiał krzykiem? A może krzykiem dodawał sobie odwagi? W tym zdaniu czegoś brakuje.
Błędów raczej nie wyłapałem. Tekst napisałeś w taki sposób, że nawet nie zauważyłem, kiedy go skończyłem - w pozytywnym tego zdania znaczeniu. Oby tak dalej.
Dopiero teraz zauważyłem twój komentarz. Cieszę sie, że opowiadanie przypadło do gustu. Rzeczywiście, "krzykiem dodawał sobie odwagi" brzmi zdecydowanie lepiej niż "nadrabiał krzykiem". Dzięki.
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2008-07-03, 20:20
Willa przy Mulholland Drive
Wyłapałem jeszcze dwa niezbyt szczęśliwe wyrażenia
Cytat:
prostokątne bryły
Jako że prostokąty to figury geometryczne, a nie bryły, wyszło nieco niezgrabnie. W zasadzie całe zdanie można by spokojnie wyrzucić, skoro w następnym i tak piszesz, że budynek przypominał konstrukcję z klocków.
Cytat:
Ulewa lunęła
Lunąć może deszcz, ulewa - niekoniecznie. Moim zdaniem oczywiście
Opowiadanie miejscami przypominało mi Czerwoną Różę, zwłaszcza fragmenty, w których dom sam się przebudowywał. Nie przekonała mnie natomiast końcówka. Kuszenie, odkupienie, Szatan i Matka Boska jakoś mi nie pasują do nawiedzonego domu. To oczywiście tylko moje wrażenie, ale wyszło to tak, jakby Ci brakło pomysłu na zakończenie i pojawił się deus ex machina. Wiem, że napisałeś to dokładnie tak, jak miałeś zamiar napisać, niemniej wrażenie pozostaje.
Technicznie jest dobrze napisane. Zgrzyty się zdarzają (komu się nie zdarzają…), ale nie psują przyjemności płynącej z czytania.
Pozdrawiam
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
Masz rację pisząc, że napisałem to opowiadanie dokładnie tak, jak zamierzałem je napisać. Prawdę powiedziawszy nie chciałem tworzyć kolejnej kalki o nawiedzonym domu, gdzie pojawia się zło w postaci zamordowanej dziewczynki/pradziadka/wnuczka (niepotrzebne skreślić), które nie ma żadnego kontrastu. Zatem, jeśli opowiadanie wygląda kulawo, to biorę za to pełną odpowiedzialność. Trudno. Natomiast cieszy mnie, że uważasz "Willę" za tekst dobry technicznie - teraz wystarczy mi TYLKO dobry pomysł...
Jeśli chodzi o "prostokątne bryły", to w pierwszej wersji napisałem "prostopadłościenne bryły", ale pomyslałem, że za bardzo silę się na wymuskany i poprawny styl. No i zmieniłem na "prostokątne", bo stwierdziłem, że czytelnik domyśli się o co chodzi, a co najwyżej pokiwa głową nad nieudolnością autora. Natomiast przyznaję, że było mi szkoda kreślić całe zdanie, choć teraz widzę, że to chyba najlepszy pomysł.
Willa przy Mulholland Drive
Z punktu widzenia wybrednego czytelnika powinienem napisać, że opko wydało mi się zbyt mało "straszne" , jak na horror. Nie znaczy to, że oczekiwałem w nim hektolitrów wylewanej krwi, czy wypruwanych bebechów. Dotyczy to bardziej atmosfery strachu, czy niepewności. przeżywanej przez głównego bohatera.
Jakkolwiek po lekturze "Willi" wiem, że nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa i stać Cię na więcej.
Z punktu widzenia autora gratuluję próby zmierzenia się z tematem. Ponieważ trudno uzyskać dobry efekt w podobnej tematyce, omijam ją szerokim łukiem. Twoje opko natomiast jest napisane pod względem technicznym tak, że jego lektura stanowi niekwestionowaną przyjemność. W sumie podobało mi się i nie zamierzam wyszukiwać na siłę jakichś usterek. Ale...
Cytat:
Gangster przesuwał się po podłodze, jęcząc przy każdym ruchu. Z każdym centymetrem ubywało mu sił.
każdym-każdym.
zamiast "przesuwał" chyba byłoby lepiej "czołgał", a wtedy w drugim zdaniu "z każdym pokonywanym centymetrem ubywało mu sił". no i trzeba by wyrzucić to "każdym" z pierwszego zdania.
To tak na marginesie, bo reszta jest jak najbardziej OK.
Gratulacje.
Ba, królestwo za receptę na pisanie dobrych horrorów. Czy w ogóle czegokolwiek na poziomie. Zgadzam się, że hektolitry krwi nie pomagają. Prawdę powiedziawszy, wydaje mi się, że horror o wiele trudniej napisać niż nakręcić, pomijając rzecz jasna koszty produkcji. No bo w kinie samo pojawienie się ducha/potwora już sprawia, że widownia podskakuje.
Natomiast opowiadanie czy powieść czytelnik poznaje wtedy, gdy ma czas, a niekoniecznie sprzyjające warunki (noc, burza z piorunami i wakacje w domu z dala od miasta). Wtedy też metody muszą być inne. Dlatego wydaje mi się, że w dobrych horrorach celem autora nie jest wcale wywołanie strachu, lecz tak jak w każdej innej opowieści zainteresowanie czytelnika wydarzeniami i stworzenie na tyle ciekawych bohaterów i ciągu fabularnego, by nie potrafił oderwać się od lektury. Ale może się mylę.
W każdym razie w tych paru horrorach Kinga, które przeczytałem ("Czerwonej Róży" akurat nie, Tregardzie; nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje), nie było specjalnych powodów do strachu. Na przykład w moim ulubionym - "Christine" - wciągała raczej ciekawość co będzie dalej. No i cała powieść zasadza się na kreowaniu wizerunku nieco sennego, amerykańskiego miasteczka, ze swoimi problemami, w który to wizerunek wkrada się coś niesamowitego. Ale tam nie ma mowy o strachu.
------
"każdym-każdym" już poprawiłem, ale ponieważ wcześniej wysłałem skorygowaną wersję do FZ, więc poczekam jeszcze z przesyłaniem następnej wersji.
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2008-07-08, 16:37
Czerwona Róża to film nakręcony na podstawie scenriusza Kinga i przy jego współpracy. Nie powstała książka o takim tytule.
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum