Wysłany: 2011-03-27, 00:13 Opinie na temat prac Pol Saja
Dłuuugo mnie tu nie było, więc muszę nadrobić
Braterstwo Smoków – Odrodzenie
Rozdział I
Cały wstęp lekko przekombinowałeś, ale muszę przyznać, że za zasłoną kilku błędów stylistycznych i zbytniego zagmatwania można znaleźć pewien urok.
Cytat:
Czułem jej delikatność, miałem wrażenie, że jej skurzana obwoluta jest rozgrzana i delikatna w dotyku.
ałć
Cytat:
Widziałem morze ognie na przemian z morzem krwi, z których to raz po raz wyłaniały się dziwaczne i przerażające bestie, podobne do smoków jakie ozdabiały Księgę Czasu.
Jeżeli chodzi o techniczną część, to gdzieniegdzie zgubiłeś przecinki i "ogonki". Było też kilka sformułowań i porównań, przy których zazgrzytały mi zęby. O, na ten przykład:
Cytat:
Legendy o największych bohaterach przeszłych światów, jak skorupka łupanego jaja odsłaniają jądro zdarzeń spirali życia.
Cytat:
Ich wstyd mordu kryje ciężka mgła, przyjaciółka wszelkiego lęku.
Cytat:
...ryk wiatru łamiącego swe członki na graniach.
Co do reszty metafor, opisów i porównań, to są one nie do końca przemyślane. Tak więc, autorze, więcej rozwagi w ich tworzeniu.
Fabularnie zapowiada się nieźle, mimo że to wszystko już było. Może to kwestia stylu, jeszcze niedoszlifowanego ale mającego zaczątek wdzięku i uroku. Popracuj trochę nad opisami, budowaniem porównań, metafor i innych środków stylistycznych.
Jak już wspomniałem, jest trochę błędów rodzaju wszelakiego, co utrudnia odbiór opka. Mam nadzieje, że pozostałe rozdziały były przez ciebie bardziej drobiazgowo sprawdzone.
Ogólnie średnio na jeża, ale to chyba za wcześnie żeby wydawać werdykt. Wkrótce ogarnę następne rozdziały
Pozdrawiam
PS.Jak na razie opowieść kojarzy mi się z "Niekończącą się opowieścią".
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Azazel,
Dzięki za szczerą ilustrację. To prawda, że nie do końca przygotowałem ten szkic i przepraszam za tę nutę ignorancji ale w miarę jedzenia apetyt rośnie, więc w kolejnych odsłonach postaram się być bardziej skrupulatny i lepiej przygotuję to co chcę przedstawić. Mam nadzieję że kolejne rozdziały będą strawne, chociaż, niestety to co zostało już opublikowane zawiera pewne uchybienia za co przepraszam.
Mam nadzieję, że nie wadzi Ci brak tych ton przypisów, które były w pliku a których nie ma na stronie, Pol Saj. Tak dużo ich było, że ręcznie bym je chyba przez tydzień wstawiał ;(
marekscieszek,
) jest okay, rozumiem. Nie stanowi to aż takiego problemu, gdyż to tylko szkic, który mam nadzieję ukierunkuje mnie, poprzez opinie czytelników, na właściwy tor całokształtu, a jest on rozległy he he he. Dzięki...
To ja tylko dodam od siebie, że nie doczytałam. Wybrałeś jeden z najgorszych sposobów rozpoczęcia opowiadania - od nudnego słowotoku niejako o niczym.
Nie zrozum mnie źle, nie ma to być atak, po prostu czytelnika nie zainteresuje podobny wstęp, nie ma w nim nic, co przykułoby uwagę. Ot, gada sobie facet o jakichś księgach i coś o wybranym. Pierwsze dwa rozdziały jawią się jako mieszanina niewiele wnoszących wizji i przedstawienia świata. Wiele razy pisałam o tym na FZ i podtrzymuję swoje zdanie: zaczynanie od historii/geografii/polityki/biologii świata to zabójstwo dla opowiadania. Pomyśl w ten sposób: czytelnik chce czegoś, co wciągnie go w przedstawiony świat, niekoniecznie "akcji" w sensie gwałtownych wydarzeń, ale jakiejś konkretnej sceny, która budzi ciekawość. Dopiero, kiedy pojawi się ciekawość, może więź z bohaterem, przychodzi kolej na poznawanie szczegółów dotyczących świata.
Twój początek:
"- Przyjacielu, otwierając tę księgę zagłębiasz się w jedną z największych tajemnic tworzenia losów świata i nie mówię tu o twoim świecie, ani też o świecie mego czasu, bo tylko czas może być wagą, którą można mierzyć zaplatającą się w sobie przestrzeń i zdarzenia."
Dla mnie nudny, przegadany i boleśnie patetyczny, w żaden sposób nie zachęca mnie do czytania dalej. Od razu podajesz na tacy, co to za księga i w efekcie nie budujesz napięcia.
A może by w ten sposób?
"Denerwowałem się. Moje dłonie drżały i niemalże zaciskałem palce na stronicach księgi. Nawet, gdybym chciał, nie potrafiłbym zamknąć tomu, byłem niezdolny do żadnego ruchu. A mężczyzna zwany Przewodnikiem patrzył na mnie uważnie, bez słowa, jakby ważył niezwykle istotną decyzję.
- Nie zamknąłeś książki - stwierdził, a w jego głosie pobrzmiewało zdziwienie."
Napisane na szybko, więc bardziej, niż niedoszlifowane (nawiasem mówiąc, jeśli jesteś początkującym, polecam jednak pisanie w trzeciej osobie). Ale: bohater się denerwuje. Dlaczego? Nie wiadomo, więc już samo to zachęca do czytania dalej. Jest jakaś księga - po co ona? Do czego? Czy to księga czarów? Czy przeklęty przedmiot, który sparaliżował bohatera i dlatego mężczyzna nie może się ruszyć? I kim jest ten Przewodnik, dlaczego patrzy tak uważnie?
Nie mówię, że taki początek jest najlepszy z możliwych, starałam się raczej przerobić to, co Ty napisałeś. Tak dla przykładu.
Zastanów się, jaką historię chcesz opowiedzieć i opowiedz ją. A wiedzę o świecie, księgach i bogach dawkuj gdzieś w środku tekstu. Wtedy, gdy czytelnik jest już wciągnięty w opowieść na tyle, że będzie chciał poznać te wszystkie szczegóły.
Pomyśl tak, gdybym miała Ci opowiedzieć o Głuchołazach Dolnych, to wolałbyś, żebym zaczęła od długiego wykładu, kto założył wieś i którzy książęta spierali się o nią w którym roku którego wieku, czy też żebym Ci powiedziała, że dziesięć lat temu zniknęła tam dziewczyna, a jedyny świadek widział, jak uciekała przed duchem uzbrojonym w saraceńską szablę - i dopiero potem wyjaśniała, że szablę taką miał jeden z książąt, który w takim a takim roku...
Piszesz opowiadanie/powieść, a nie podręcznik historii .
Melfka,
Wielkie dzięki, właśnie o takie reprymendy mi chodzi, to stawia na nogi... a tak nawiasem mówiąc mnie też taki wstęp by zmęczył na początku, ale w ferworze i euforii kłębiących się myśli ucieka prosta i najlepsza wizja. Czułem konieczność zmiany, lecz byłem chyba zbyt leniwy bo to zrobić na początku. Jestem naprawdę wdzięczny za dobre słowo...
Przeczytałem fragment pierwszego, poprawionego rozdziału i nadal jest niewesoło, jeśli idzie o technikę. Rzuca się w oczy 'kont' miast kąt. Ale to taki rodzynek, bo i zdania są przydługawe i nieco zbyt zapętlone. Gubi się momentami sens tych zdań. Logika tu i ówdzie zawodzi.
Jest taki fragment, z którego wynika, że z bagna uwalniają się bańki, nie gaz, ale to tylko przykład taki.
W pierwszym, albo drugim akapicie, wali po oczach tłum 'było' - tu się kłania umiejętność formułowania myśli tak, by unikać powtórzeń.
Fabularnie warte przeczytania kolejnych epizodów i pewnie przeczytam.
Nie pamiętałby się tak gdziekolwiek i kiedykolwiek zdarzyłoby słońce niezmiennie trwało tak wysoko na niebie przez trzy kolejne doby.
Kompletnie nie zrozumiałem tego zdania.
Co poza tym? Mnóstwo rzeczy do nadrobienia:
- interpunkcja
- pisanie łączne i rozdzielne
- 'tę' i 'tą' czyli odmiana przez przypadki (choć bywała i właściwa, tak na przemian z niewłaściwą)
- szyk zdania
- rozumienie sensu pojęć ('skontestował' to niekoniecznie to samo, co'skonstatował')
Przyznam szczerze, że fabularnie nie zachwyciło. Czytałem wiele krótszych opowieści, które niosły w sobie zdecydowanie więcej treści. Tutaj finał pozostawił mnie, zachodzącego w głowę, o czym właściwie to było.
- powtórzenia: floryda-floryda... zapachy-zapachy... wygodna-wygodna... etc
- zaimkoza
- szyk w zdaniu
- głoski "ą" "ę": gdzie "tę", a gdzie "tą".
- zapis cyfrowy
Intrygujący początek opowieści, bo tytuł i kategoria świadczą, że to coś w rodzaju wstępu, prologu, tak? Gdyby poprawić niedociągnięcia formy, te wszystkie powtórzenia, zbędne zaimki, podrasować szyk, zainteresowanie resztą mogłoby być wyższe. Ale i tak wstęp kusi i intryguje. Przynajmniej mnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum