Ja będę się upierać, że najlepsze co można czytać, to klasyków.
Na ten przykład ludzie często używają w swoich tekstach pseudo-strumień świadomości. Ale robią to tak nieudolnie, że skóra mi cierpnie.
Cytat:
Elfka spojrzała w oczy czarnoksiężnika.
Krew. Sople lodu. Muszę iść, muszę...
Słabła powoli a on stał nieruchomy jak głaz, uśmiechał się.
Ból. Krew. Muszę iść. Moja córka.
O - taki przykładzik na szybko wyklepany. Dla mnie koszmar. A wystarczy sięgnąć po Joyce'a czy Faulknera i człowiek zaczyna rozumieć, że strumień myśli można przenieść na papier o wiele zgrabniej. Po szczegóły odnoszę do Ulissesa i na ten przykład Kiedy umieram - genialne lektury. A podobnych pisarzy jest więcej.
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Sztuka podstępu - KEVIN MITNICK (o znanym na całym świecie "informatyku??"
Apokalipsa według Pana Jana - autora nie pamiętam (literatura postapokaliptyczna)
Wszystkie tomy o Jakubie Wędrowyczu Andrzeja Pilipiuka (humoreska)
Przejrzyj też - Internet (na bank znajdziesz jakieś fajne teksty), polataj po forach i poczytaj wypowiedzi ludzi którzy znają się na temacie o którym piszesz (sytuacje, emocje im towarzyszące itp)
Powodzenia
_________________ "...I cicho Cię proszę chroń przed ścieżką ciemną.
Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć..."
Przejrzyj też - Internet (na bank znajdziesz jakieś fajne teksty), polataj po forach i poczytaj wypowiedzi ludzi którzy znają się na temacie o którym piszesz (sytuacje, emocje im towarzyszące itp)
Ja polecam przede wszystkim dwa inne źródła: życie i biblioteka. Internet w ostateczności. Owszem - fajny i wygodny, ale Internet to śmietnik
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Ponieważ temat swego czasu był miejscem różnych dyskusji i porad około-pisarskich, postanowiłam odkopać, bo i okazja się nadarzyła.
Rzeczą, którą nad wyraz sobie cenię, jest notes. Mały, bo ledwo wielkości dłoni, za to gruby i w twardej oprawie, co jest niezwykle istotne, bo notes towarzyszy mi zawsze (więc już jest podniszczony), nawet do małej damskiej torebki go wcisnę.
A co w notesie? Notatki, oczywiście. Zalążki pomysłów, ciekawe "obrazki", które pojawiły się w głowie, czasem fragment jakiegoś snu, urywki dialogów, które wydają mi się "fajne" - i tych zasłyszanych, kilka linijek jakiegoś opisu, zabawy ze słowotwórstwem, opisy gadżetów albo elementów świata. Czasem wymyślone tytuły do historii, których jeszcze nie wymyśliłam. Skrótowe szkice scen.
Przyznam, że zdarzało mi się zatrzymywać "w środku miasta", by zapisać trzy zdania jakiegoś pomysłu - bo akurat kobiecina, która przeszła obok, wyglądała jak podstarzała księżniczka (że posłużę się banalnym przykładem).
Większość z tego, co w notesie się znajduje, nigdy nie zmieni się w opowiadanie. Ale czasem przyda się do czego innego, "podbuduje" inny tekst, urozmaici jakąś fabułę. A reszta czeka na swój czas. Jak kilka słów dotyczących drzewa, które zanotowałam tylko dlatego, że "obrazek" wydał mi się zabawnych, a które dziś przekształciły się w rozbudowany i spójny pomysł na opowiadanie - tylko dlatego, że przypomniałam sobie ten opis (tak, tak, notatki warto czasem czytać ) i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ze wspomnianym drzewem jest tak, a nie inaczej.
Dlatego warto zapisywać te wszystkie drobiazgi - bo rzadko, skoro nie są pełnoprawnym pomysłem, pamięta się o nich dłużej niż godzinę albo dwie. A zanotowane mogą w spokoju leżeć i czekać na swój czas.
Do tego jeszcze folder z zakładkami do stron z interesującymi artykułami - chociażby w Wikipedii można, zupełnie przypadkiem, znaleźć bardzo ciekawe rzeczy. A czy prawdziwe, czy nie? Kogo to interesuje, skoro nie pracę naukową będziemy pisać, a opowiadanie .
Dobra praktyka z tym notesem, Melfko. Ja jestem na to zbyt leniwy.
Można jeszcze ćwiczyć się w taki sposób. Codzienna jazda tramwajem, autobusem, czymkolwiek. Widzisz parę, samotną kobietę, pijaka. Stoi przed Tobą takie oto zadanie: opowiedz historię tych ludzi do następnego przystanku.
Polecam, ciekawe pomysły przychodzą do głowy, kiedy goni czas.
Dobra praktyka z tym notesem, Melfko. Ja jestem na to zbyt leniwy.
Ale to właśnie metoda dla leniwych jest: nie trzeba pamiętać . No, chyba, że chodzi o noszenie notesu .
A na serio - to tylko zapisanie zdania czy dwóch, w moim notesie rzadko który wpis (a przypominam, notes jest mniejszy od dłoni.... na oko 1/4 A5) ma więcej niż dwie-trzy linijki.
Pietras napisał/a:
Można jeszcze ćwiczyć się w taki sposób. Codzienna jazda tramwajem, autobusem, czymkolwiek. Widzisz parę, samotną kobietę, pijaka. Stoi przed Tobą takie oto zadanie: opowiedz historię tych ludzi do następnego przystanku.
Próbowałam kiedyś, ale w moim wypadku to się nie sprawdza, jakbym była złośliwa, to bym stwierdziła, że nie interesują mnie ludzie prócz tych, których sama wymyśliłam . Inna sprawa, że komunikacją miejską prawie nie jeżdżę, a gdy idę, to wolę myśleć o historiach, które już się "klują", niż gapić się na mijanych ludzi .
Ale samo ćwiczenie fajne. Jeszcze jakby konwencję fantastyczną sobie narzucić...
Jedyny pomysł, jaki zapisałem, żeby nie zapomnieć (choć w zasadzie jest tak pokrecony, że nie musiałem), to sen mojego ojca. CZAD! CZAD NORMALNIE!
Ehkm; a w ogóle, to ostatnio napisałem cztery opowiadania. Zasiadałem bez pomysłów... I nie uważam, żeby były o niczym - są o ludziach, którzy robią mi za bohaterów. Zawsze zabierając się za pisanie, najpierw piszę jedno zdanie o głównym bohaterze, a zaczynam tak:
Gość, o którym napiszę, ma na imię Szuflad i jest napaonym tygrysem.
Inna sprawa, że ostatnio Szuflad zamienil mi się w Szufladę, bo jakoś lepiej mi pasowała ;P
Jestem szczęśliwym posiadaczem metalowej kasetki, takiej niedużej, w której trzyma się pieniądze w sklepach. Bez palnika do środka się nikt nie dostanie. W tej mojej nie ma forsy, za to kupa zeszycików różnych rozmiarów i kartek wszelakich. Niektóre z nich leciwe są, na tych najstarszych tekst pisany ołówkiem stał się już cholernie mało czytelny. Co zawierają te kartki i zeszyty? Zalążki opowieści, niektóre kilkunastokartkowe, inne - jednozdaniowe. Pomysły i wszystko to, o czym napisała Melfka. Jednak od wielu, wielu miesięcy nie dołożyłem do kasetki niczego, ani nawet z niej nie wyciągłem. Jestem na etapie pisania krótkich opowiastek, wymyślanych na bieżąco, bez notatek, bez wielodniowych podchodów. Na potrzeby Warsztatów Fahrenheita i Konkursów szortowych forum SFFiH. Odłogiem leży nawet tych kilkanaście plików w folderze "Opowiadania niedokończone" na mym kompie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum