Wiek: 29 Dołączyła: 21 Paź 2004 Posty: 424 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-11-05, 13:01
Najwięcej pożytecznych i konkretnych wskazówek odnośnie pisania (fantastyki ale, nie tylko) znalazłam w książce "How to write SF" , Orson Scott Card. Polecam, można się w niej wiele nauczyć.
Wiek: 22 Dołączył: 15 Maj 2005 Posty: 51 Skąd: Lodz
Wysłany: 2007-04-14, 00:01
Rady od Kurta Vonneguta (niestety narazie po angielsku):
Cytat:
1. Use the time of a total stranger in such a way that he or she will not feel the time was wasted.
2. Give the reader at least one character he or she can root for.
3. Every character should want something, even if it is only a glass of water.
4. Every sentence must do one of two things -- reveal character or advance the action.
5. Start as close to the end as possible.
6. Be a sadist. No matter how sweet and innocent your leading characters, make awful things happen to them -- in order that the reader may see what they are made of.
7. Write to please just one person. If you open a window and make love to the world, so to speak, your story will get pneumonia.
8. Give your readers as much information as possible as soon as possible. To heck with suspense. Readers should have such complete understanding of what is going on, where and why, that they could finish the story themselves, should cockroaches eat the last few pages.
Autorzy, którzy piszą tego typu rady czynią więcej szkód niż pożytku dla młodych, ambitnych grafomanów. Dzieciak przeczyta kilka rad Kresa, Dębskiego czy Pilipiuka i już myśli: "Teraz wiem o co chodzi. Będę świetnym pisarzem, nie ma co!". Efektem tego są megabajty tekstu na internecie i dyskach twardych. Bezwartościowe dane, steki bzdur, literackich wymiocin, z których nikt nie będzie miał żadnych korzyści. Dobrze jest jeśli ktoś w porę zrozumie, że pisze głupoty i się wycofa z tego biznesu, ale żałosnym zjawiskiem są grafomani zaciekle broniący swoich kalekich wypracowań słowami "Bo XYZ powiedział, że...".
Dupa z autorytetami i ich radami! Czy ktoś ich uczył pisać?!
Cytat ze strony Jacka Dukaja:
"...prosić o wskazówki, rady, zalecenia - jak pisać, żeby dobrze pisać?
JD: Nie wierzę w kursy creative writing, podręczniki pisarstwa, przepisy na bestseller i poradniki pisarzy - nie wierzę, że faktycznie można się tu czegoś w ten sposób nauczyć. Jedyne rady, które uważam za w miarę uniwersalne, sprowadzają się w gruncie rzeczy do banałów: dużo czytać i dużo pisać; odkładać skończone teksty na kilka miesięcy i czytać je na nowo, już „zapomniane”, oczyszczone z autorskich wyobrażeń; nie dawać swoich tekstów do oceny przyjaciołom, rodzinie; nie wzorować się ślepo na jakimś autorze, nie powielać raz zrealizowanych pomysłów i pisać raczej o swoich fascynacjach, których nikt inny na świecie nie podziela, niż o tematach interesujących miliony, lecz dla nas obojętnych. Nie liczyć na sukces. To tyle; reszta to albo kwestie techniki i języka, albo indywidualnych strategii pisarskich."
Moim zdaniem pisarz musi mieć, mówiąc w skrócie, charakter. Coś niepowtarzalnego co czyni go człowiekiem zdolnym do wyrazistego zawierania wizji w słowach. Pisarz to wnikliwy i wrażliwy obserwator, posiadający umiejętność wykorzystania własnych życiowych doświadczeń do stworzenia fikcji. Autor bez bogatego bagażu doświadczeń jest nędznym grafomanem, próbującym nieudolnie opisać świat.
Wystarczy poczytać takie książki jak "Miasto utrapienie" Jerzego Pilcha, "Gnój" Wojciecha Kuczoka, "Fight club" Chucka Palahniuka, "Przygody dobrego wojaka Szwejka" Haska czy też "lot nad kukułczym gniazdem" Keseya albo "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa. To są przykłady "żywej" literatury, która chwyta za duszę i nie odpuszcza przez długi czas. Sama lektura takich dzieł jest dużym doświadczeniem, procentującym przy twórczości.
Kompletnym idiotyzmem jest zaś ograniczanie się do czytania fantastyki wedle chorej maksymy "Przeczytam wszystkie utwory fantasy i będę lepszy od Tolkiena". A tymczasem sprawa ma się inaczej. Chcąc pisać np. fantasy, trzeba być świetnym znawcą średniowiecza, mitów germańskich, okultyzmu, alchemii. Dobre science fiction powstaje na bazie rozważań filozoficznych, futurologicznych, naukowych np. "Dzienniki gwiazdowe" Lema, psychologicznych, socjologicznych - przykład: "Nowy wspaniały świat" Huxleya.
Najważniejsze jest jednak, aby pamiętać, że zawsze się pisze o człowieku i dla człowieka. I choćby była to nie wiadomo jaka awangarda nic tu się nie zmienia.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
Autorzy, którzy piszą tego typu rady czynią więcej szkód niż pożytku dla młodych, ambitnych grafomanów. Dzieciak przeczyta kilka rad Kresa, Dębskiego czy Pilipiuka i już myśli: "Teraz wiem o co chodzi. Będę świetnym pisarzem, nie ma co!". Efektem tego są megabajty tekstu na internecie i dyskach twardych. Bezwartościowe dane, steki bzdur, literackich wymiocin, z których nikt nie będzie miał żadnych korzyści. Dobrze jest jeśli ktoś w porę zrozumie, że pisze głupoty i się wycofa z tego biznesu, ale żałosnym zjawiskiem są grafomani zaciekle broniący swoich kalekich wypracowań słowami "Bo XYZ powiedział, że...".
Nie zgodzę się, nie zgodzę i jeszcze raz się nie zgodzę. Ścieki, które wypływają na szerokie wody Internetu nie są efektem rad, tylko: przekonania o własnym geniuszu, braku świadomości, że do pisania trzeba czegoś więcej, niż chęci (o tym nawet napisałam felieton ) i właśnie ignorowania rad takiego Pilipiuka czy Kresa - bo mówili oni "nie bełkocz", "tnij zaimki", "miej pojęcie o czym piszesz" itd. Winne są też brak cierpliwości (byle wklepać i już publikować) i brak szacunku dla wiedzy oferowanej w szkole.
Gdyby ludzie, o których mówisz, zastosowali się do rad wyżej wymienionych, to przynajmniej pisaliby grafomanię poprawną językowo.
I szczerze mówiąc jeszcze się nie spotkałam z argumentacją "Bo XYZ powiedział, że..." - bo ktoś, kto zaciekle broni tekstu miernego, nie czyta podobnych rad. Jest nieomylny i genialny, to po co mu rady?
Cynamon napisał/a:
Dupa z autorytetami i ich radami! Czy ktoś ich uczył pisać?!
Nauczyć pisać można się w szkole. A potem trzeba już samemu. Niemniej jednak, Cynamonie, ktoś, kto ma doświadczenie i dostrzega błędy, jest przydatny, prawda? Przypomnij sobie swoje początki i rady, jakie tu otrzymałeś. Stwierdzisz, że były bezużyteczne i niczego Cię nie nauczyły? Że żadna z rad czy uwag Ci się nie przydała, co więcej - wszystkie były chybione?
A co do "autorytetów", to - jak my wszyscy - bazują na swoim doświadczeniu. Po prostu mają go więcej. Też kiedyś (jak się postarasz ) będziesz na ich pozycji. Normalna kolej rzeczy.
Cynamon napisał/a:
Moim zdaniem pisarz musi mieć, mówiąc w skrócie, charakter. Coś niepowtarzalnego co czyni go człowiekiem zdolnym do wyrazistego zawierania wizji w słowach. Pisarz to wnikliwy i wrażliwy obserwator, posiadający umiejętność wykorzystania własnych życiowych doświadczeń do stworzenia fikcji. Autor bez bogatego bagażu doświadczeń jest nędznym grafomanem, próbującym nieudolnie opisać świat.
Widzisz, mylisz dwa poziomy. Takie rady jak Kresa to do tych, którzy mają problemy z językiem. Charakter się przydaje, obserwacja również. Ale lepiej wykorzystać je w malarstwie, jeśłi się nie zna prawideł rządzących językiem.
Poza tym mam wrażenie, że - przywołując "wielką" (nie zawsze, bo część wymienionych przez Ciebie tytułów to kwestia gustu) literaturę - odżegnujesz się od literatury "rozrywkowej". Naprawdę, nie każdy tekst musi ujawniać tajemnice świata i wskazywać sens życia. Grafomani równie często rekrutują się z tych, co próbują w "natchnieniu" wyłożyć swoją filozofię czy cokolwiek innego jak z tych, którzy po prostu chcą opowiedzieć historię.
Cynamon napisał/a:
Kompletnym idiotyzmem jest zaś ograniczanie się do czytania fantastyki wedle chorej maksymy "Przeczytam wszystkie utwory fantasy i będę lepszy od Tolkiena".
A tutaj się zgodzę.
Natomiast co do listy dziedzin, które musi pisarz znać, to rzecz bardzo względna. Bo dlaczego akurat mity germańskie? Albo alchemia, jeśli - załóżmy - w świecie autora nie istnieje lub jest zakazana? A dobre science-fiction może powstać na podstawie wiadomości z dziedziny fizyki kwantowej, dogłębnej znajomości "Iliady" Homera i "Burzy" Szekspira ("Ilion"+"Olimp" Simmonsa). To tak dla przykładu. Nie czuj się urażony, ale po fragmencie Twojej wypowiedzi (dotyczącym sf) odniosłam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto świata poza Lemem nie widzi.
Autor musi znać się na tym, o czym pisze. I tyle.
Gdyby ludzie, o których mówisz, zastosowali się do rad wyżej wymienionych, to przynajmniej pisaliby grafomanię poprawną językowo. I szczerze mówiąc jeszcze się nie spotkałam z argumentacją "Bo XYZ powiedział, że..." - bo ktoś, kto zaciekle broni tekstu miernego, nie czyta podobnych rad. Jest nieomylny i genialny, to po co mu rady
W mojej wypowiedzi miałem na myśli tą "poprawną" grafomanię również, gdyż trafiają utwory - moim zdaniem - bzdurne, a są nieźle napisane. Przypadki powoływania się autorytety widziałem na kilku forach, a nawet na FZ.
Zresztą, Ja sam jestem dalej na etapie grafomanii i po prostu ciągle badam czy mam jakiś talent czy go nie mam. Możliwe kiedyś w końcu sobie odpuszczę. Na razie mam złudzenie, że mogę jeszcze dużo wycisnąć z siebie
Melfka napisał/a:
Przypomnij sobie swoje początki i rady, jakie tu otrzymałeś. Stwierdzisz, że były bezużyteczne i niczego Cię nie nauczyły? Że żadna z rad czy uwag Ci się nie przydała, co więcej - wszystkie były chybione?
Wiele myślałem o tym i chyba pomogły mi jedynie rady o unikaniu powtórek i zaimków. Reszta to doświadczenie, czytanie, pisanie oraz ogólne opinie czytelników.
Męczy mnie jednak jedna rzecz, o której wspomniałem. Czy wielcy pisarze korzystali z jakichkolwiek rad? Może tak, może nie, co jest bardziej prawdopodobne. Na pewno perfekcyjnie znali zasady pisowni, ale wątpię by czytali rady w stylu "unikaj zaimków". Jak ktoś ma talent to wszystko wychodzi o wiele łatwiej. Jimmy Hendrix wziął gitarę i grał, nie musiał uczyć się całymi latami gry, jemu to po prostu wychodziło.
Dlatego też uważam, że jeśli komuś brakuje talentu, to ciężką pracą może dojść jedynie do poziomu rzemiosła. Będzie coś robił dobrze, ale nigdy najlepiej. Nie wiem, może tacy "rzemieślnicy" mają prawo bytu w literaturze, ale czasami mam wrażenie, że szkoda drzew na ich wypociny.
Jak nie zauważę sensownego postępu w moim pisarstwie w ciągu najbliższych lat oleję to zwyczajnie. Niech piszą ci co naprawdę potrafią.
Melfka napisał/a:
literaturę - odżegnujesz się od literatury "rozrywkowej
Czytam literaturę zarówno rozrywkową jak i artystyczną (dosyć umowna nazwa). Nie lubię nudy w powieściach, ale nie lubię także opierania powieści tylko na fabule. Najlepsze utwory literackie są wielowarstwowe. Upraszczając: nie nudzą i nie są głupie. Świetnym przykładem jest właśnie "Fight club" Palahniuka i trylogia husycka Sapkowskiego. Książki Dana Browna czyta się za łatwo i szybko ulegają zapomnieniu, a teksty np. Witkacego są często nieciekawe i strasznie skomplikowane. Ideałem - dla mnie - jest "złoty środek".
Melfka napisał/a:
Nie czuj się urażony, ale po fragmencie Twojej wypowiedzi (dotyczącym sf) odniosłam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto świata poza Lemem nie widzi.
Gdzieżbym się obrażał. Uwielbiam Lema, był wybitny nawet wśród wybitnych, jak tu się nie zachwycać
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
W mojej wypowiedzi miałem na myśli tą "poprawną" grafomanię również, gdyż trafiają utwory - moim zdaniem - bzdurne, a są nieźle napisane. Przypadki powoływania się autorytety widziałem na kilku forach, a nawet na FZ.
Jeśli są "bzdurne" to chyba jednak nie nieźle napisane. A jeśli po prostu pozbawione "przesłania" czy "głębszej myśli", to dla mnie nie jest to równoznaczne z "bzdurne". Myślę, że tu trzeba by już na konkretnych przykładach, a tak nie wypada .
Cynamon napisał/a:
Tam powołują się na Sapkowskiego
Sapkowski, o ile mnie pamięć nie myli, to ten pan, który nie ma pokory i jest przekonany o własnej nieomylności. Który obraża ludzi i nie zniżyłby się do dawania rad. Który lubi wywoływać burze swoimi wypowiedziami. IMO nietrafiony przykład . Chyba, że gdzieś dalej w temacie (szkoda, że nie podałeś odnośnika do konkretnego postu, nie miałam ochoty brnąć przez teksty sfrustrowanych nastoletnich ) jest powoływanie się na coś bardziej "dla początkujących pisarzy".
Cynamon napisał/a:
Wiele myślałem o tym i chyba pomogły mi jedynie rady o unikaniu powtórek i zaimków. Reszta to doświadczenie, czytanie, pisanie oraz ogólne opinie czytelników.
No to trochę przeczysz sam sobie - bo ogólne opinie też są poradami. Stwierdzenie "ten bohater wydał mi się płaski i niewiarygodny" to rada "popracuj nad kreacją bohaterów", prawda?
Cynamon napisał/a:
Męczy mnie jednak jedna rzecz, o której wspomniałem. Czy wielcy pisarze korzystali z jakichkolwiek rad? Może tak, może nie, co jest bardziej prawdopodobne. Na pewno perfekcyjnie znali zasady pisowni, ale wątpię by czytali rady w stylu "unikaj zaimków".
Polecam "Żwikipedię" z lutowego numeru "Science-Fiction, Fantasy i Horror". Wielcy (i ci trochę mniejsi) pisarze mieli po prostu redaktorów, którzy im te zaimki kreślili i odsyłali do poprawek zdania, w których gubił się podmiot domyślny. Wydaje Ci się, że wszystko jest "perfect", bo widzisz tylko obrobiony, dopracowany tekst.
Poza tym, Cynamonie, każdy się uczył. Nawet Jimmi Hendrix. Po prostu jemu to przychodziło szybciej i mógł osiągnąć wyższy poziom. Ale bez nauki i pracy to pozostałby na poziomie niżej rzemieślnika. Są rzeczy, które jednym przychodzą łatwiej niż innym, ale to nie znaczy, że oni nic nie robią.
Cynamon napisał/a:
Dlatego też uważam, że jeśli komuś brakuje talentu, to ciężką pracą może dojść jedynie do poziomu rzemiosła. Będzie coś robił dobrze, ale nigdy najlepiej. Nie wiem, może tacy "rzemieślnicy" mają prawo bytu w literaturze, ale czasami mam wrażenie, że szkoda drzew na ich wypociny.
Widzisz, ja też czasami chciałabym powiedzieć, że szkoda drzew na wypociny w stylu seryjniaków z D&D. Ale potem myślę sobie, że granica jest bardzo rozmyta i bardzo łatwo ją przesunąć. Idąc za Twoim rozumowaniem, pozostałoby może dwóch czy trzech (!) autorów wartych ścięcia drzewa plus może wznowienia tekstów pisarzy, którzy już umarli. I wiesz co? Lem by się prawdopodobnie do tej listy nie załapał.
Cynamon napisał/a:
Jak nie zauważę sensownego postępu w moim pisarstwie w ciągu najbliższych lat oleję to zwyczajnie. Niech piszą ci co naprawdę potrafią.
(poniższa wypowiedź nie ma Cię obrażać, ani zniechęcać do pisania - pokazuje jedynie przemyślenia oparte o Twój punkt widzenia)
Właściwie to powinieneś olać już teraz albo i dwa lata temu. Wszak gdybyś miał ten (przereklamowany!) talent, to już byś pisał rzeczy głębokie i piękne językowo. Nie musiałbyś się uczyć, a wszystko by Ci "po prostu wychodziło". A skoro nie wychodzi, to znaczy, żeś beztalencie i szkoda na Ciebie drzew, elektryczności i miejsca na serwerach.
Chyba nie tędy droga, prawda? Zwłaszcza, że może się zdarzyć, że za dziesięć lat napiszesz coś naprawdę dobrego - bo nagle Cię olśni, coś się wydarzy w Twoim życiu, dojrzejesz itd. I to będzie dobre nie z powodu olśnienia, tylko dzięki doświadczeniu, które pomoże Ci przekuć olśnienie w świetny tekst. Bez doświadczenia nie miałbyś narzędzia, którym mógłbyś przekazać swoją wizję. Nawet wielcy malarze spędzali mnóstwo czasu na rysowaniu banałów, studiowaniu różnych układów dloni itd. Dlatego uważam, że każdy, czy ma talent, czy nie, powinien trochę porzemieślniczyć. Inaczej tę "iskrę" po prostu zmarnuje.
"Praktyka czyni mistrza" mówią i ja się z tym zgadzam - talent jest tym czynnikiem, który skraca "stawanie się mistrzem" z nieskończoności do jakiegoś rozsądnego czasu .
Cynamon napisał/a:
Czytam literaturę zarówno rozrywkową jak i artystyczną (dosyć umowna nazwa). Nie lubię nudy w powieściach, ale nie lubię także opierania powieści tylko na fabule. Najlepsze utwory literackie są wielowarstwowe. Upraszczając: nie nudzą i nie są głupie. Świetnym przykładem jest właśnie "Fight club" Palahniuka i trylogia husycka Sapkowskiego. Książki Dana Browna czyta się za łatwo i szybko ulegają zapomnieniu, a teksty np. Witkacego są często nieciekawe i strasznie skomplikowane. Ideałem - dla mnie - jest "złoty środek".
Ale złoty środek to właśnie w połowie rzemiosło, prawda?
Dan Brown to według mnie raczej dolna półka rozrywki. Wskazałabym raczej takiego Grzędowicza: wciąż mieści się w ramach rozrywki, ale świetnie operuje językiem i miewa coś do powiedzenia.
Cynamon napisał/a:
Gdzieżbym się obrażał. Uwielbiam Lema, był wybitny nawet wśród wybitnych, jak tu się nie zachwycać
No ja, na przykład, się nie zachwycam. Wprost przeciwnie nawet. Kilkakrotnie podchodziłam do Lema i mnie nie przekonał. Nie dlatego, że był "za dobry" dla mnie. Po prostu nie ten styl. Nie odpowiada mi.
Nie wiem, czy odważyłabym się wskazać nawet nie "wybitnego wśród wybitnych", a samego "wybitnego" pisarza. Jedno jest pewne: Lem na tej liście by się nie znalazł. Mogę szanować jego dorobek i tyle.
Chodziło mi o to, że Twoja postawa pachnie trochę podejściem radykalnym - a tymczasem wszystkie "wybitne książki", "kanony" itd. to kwestia czysto dyskusyjna.
Jeśli są "bzdurne" to chyba jednak nie nieźle napisane. A jeśli po prostu pozbawione "przesłania" czy "głębszej myśli", to dla mnie nie jest to równoznaczne z "bzdurne". Myślę, że tu trzeba by już na konkretnych przykładach, a tak nie wypada
Grafoman może pisać dobrze. Ciągła praca daje w końcu efekty. Zresztą pełno takich w gazetach i dobrych serwisach fantastycznych. Wymieniłbym parę przykładów, ale faktycznie byłoby nieładne, bo zaraz kogoś obrażę, tym bardziej że gram na spalonej pozycji i nikt nie liczy się z moją opinią i tak. Jednakże takie "poprawne" grafomaństwo cechuje to, iż dobrze się czyta, ma niezłą fabułę i względnie ciekawych bohaterów, ale za Chiny ludowe niczym się nie wyróżnia i ulega niemalże automatycznemu zapomnieniu.
Może to jest tak, że ja po prostu w brutalny sposób oceniam słabszych autorów. Jedni piszą lepiej inni gorzej. Słabsi autorzy umierają śmiercią naturalną i nikt o nich nie pamięta, a dobrzy pisarze są obecni przez pokolenia niezależnie od tego co pisali np. Zajdel czy Asimov.
Melfka napisał/a:
Sapkowski, o ile mnie pamięć nie myli, to ten pan, który nie ma pokory i jest przekonany o własnej nieomylności.
Nawiasem mówiąc to ja byłem autorem całej burzy, bo zachowałem się w podobny sposób jak wspomniany Sapkowski, wystawiając chamską i mało obiektywną opinię. Taki miałem humor Potem zostałem oskarżony o to, że nie znam się na fantasy i inne duperele. Nie potrzebuję wiedzy o nieślubnych dzieciach Tolkiena, aby stwierdzić, że ktoś pisze pierdoły. Jeśli ktoś przeżyje pierwszy atak i powie "Ja wam pokaże, że potrafię", to następnym razem upitrasi coś lepszego i będzie mógł się bić dalej z myślami czy ma szanse na bycie pisarzem.
Melfka napisał/a:
Są rzeczy, które jednym przychodzą łatwiej niż innym, ale to nie znaczy, że oni nic nie robią.
Zgadzam się. Załóżmy jednak, że mamy dwóch grafomanów - jeden z talentem drugi z mniejszym lub wręcz śladowym. Pracują latami nad stylem, umiejętnością tworzenia fabuły, wiarygodnych postaci i tak dalej. Ten, który ma talent i tak będzie lepszy. I to jego ludzie będą zauważali i chcieli czytać.
Melfka napisał/a:
Idąc za Twoim rozumowaniem, pozostałoby może dwóch czy trzech (!) autorów wartych ścięcia drzewa plus może wznowienia tekstów pisarzy, którzy już umarli. I wiesz co? Lem by się prawdopodobnie do tej listy nie załapał.
Spokojnie, nie powiedziałem, że czytam wyłącznie martwych klasyków. Cały czas poszukuję nowych i oryginalnych pisarzy. Dobrym przykładem byłby tu Jacek Dukaj, zwłaszcza dwie jego ostatnie książki. Zresztą wydane przez Wydawnictwo Literackie, a znaczek "WL" na książce prawie zawsze firmuje wysokiej klasy literaturę.
Co do Lema, nie bądź taka pewna znowu Sprzedał bowiem ok. 40 mln egzemplarzy swoich książek, które przetłumaczono na 41 języków (dane z notki biograficznej zamieszczone w "Solaris" z kolekcji Gazety Wyborczej).
Melfka napisał/a:
"Praktyka czyni mistrza" mówią i ja się z tym zgadzam - talent jest tym czynnikiem, który skraca "stawanie się mistrzem" z nieskończoności do jakiegoś rozsądnego czasu
Trafiłaś w sedno! Problem polega tylko na tym, aby ocenić swoje "warunki naturalne", czyli przereklamowany talent. Nie wmówisz mi, że każdy może być pisarzem jeśli tylko zechce. Ja na przykład mogę zapomnieć na zawsze o byciu muzykiem lub tancerzem, bo mam fatalne wyczucie rytmu, nigdy nie miałem zresztą. Zaś moja siostrzenica w lot łapie rytm i uczy się tańczyć bardzo szybko. Podczas gdy ja gubię się w podstawowym kroku poloneza, co doprawdy, jest żenujące.
Jednak wiem, że mam przyzwoitą wyobraźnię, co jest podstawową cechą każdego pisarza. Pragnę rozwijać mój talent i szlifować umiejętności, ale boję, że trwonię tylko czas, z drugiej strony potrzebuję jakiegoś hobby. Szlifowanie diamentów, rubinów, szmaragdów na sens, ale co jeśli się szlifuje niewiele warty kwarc?
Nie musisz cały czas podkreślać, że nie chcesz mnie obrażać. Dawno już przestałem przejmować się taki rzeczami, teraz staram się wyciągać wnioski. Tym bardziej, że jesteś osobą bardziej doświadczoną ode mnie i możesz mieć więcej racji niż ja.
Cytat:
Ale złoty środek to właśnie w połowie rzemiosło, prawda?
Dan Brown to według mnie raczej dolna półka rozrywki. Wskazałabym raczej takiego Grzędowicza: wciąż mieści się w ramach rozrywki, ale świetnie operuje językiem i miewa coś do powiedzenia.
Można powiedzieć, że w połowie rzemiosło, ale w połowie geniusz twórczy również. Jedno musi iść w parze z drugim.
Melfka napisał/a:
No ja, na przykład, się nie zachwycam. Wprost przeciwnie nawet. Kilkakrotnie podchodziłam do Lema i mnie nie przekonał. Nie dlatego, że był "za dobry" dla mnie. Po prostu nie ten styl. Nie odpowiada mi.
Jak nie zachwyca, skoro wszystkich zachwyca? (jak to było u Gombrowicza)
Wiesz wcale się nie dziwię. Lem ma coś w sobie, że jedni go ubóstwiają, a inni omijają szerokim łukiem, mówiąc "doceniam, doceniam", choć najchętniej spaliby na stosie wszystkie jego książki. Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszym jest szkoła, serwująca dzieciakom stosunkowo trudne i praktycznie niezrozumiałe w tym wieku fragmenty m. in. "Cyberiady" i "Opowieści o pilocie Pirxie". Także Lema można tak samo nienawidzić jak Mirona Białoszewskiego. Obaj mówią jakimś kosmicznym bełkotem, który rozumie tylko nauczyciel, asekurujący się czasem jakimiś notatkami. Polska szkoła buduje w młodym człowieku całą masę kompleksów, z które można się wyleczyć jedynie przez "chrzest ognia", czyli stoczenie obiektywnej batalii z ohydnym, wybitnym twórcą. Drugim mankamentem jest, ja mi się wydaje, styl Lema, obfitujący w wielokrotnie złożone zdania, co szczególnie daje się we znaki w "Solaris" i Niezwyciężonym". Polecam Ci więc "Dzienniki gwiazdowe" i "Cyberiadę". Zwłaszcza tą drugą pozycję, gdyż jest napisana praktycznie różnymi stylami i każdy zazwyczaj znajduje tam coś dla siebie.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
To ja się pod większością tego co napisałaś, podpisuję i "wina" rozkłada się na nas dwoje (chwała tylko Twoja ).
Popatrzmy po półkach w księgarniach - masa przeciętnych czytadeł, a jednak ludzie kupują, a to znaczy, że na przeciętne ksiązki też jest zapotrzebowanie. To z kolei daje prawo także tym "przeciętnym" pisarzom by tworzyli.
Już tu kiedyś gdzieś pisałem, że odkąd zacząłem się troche bawić w beta-czytacza i krytyka twórczości amatorskiej, zupełnie inaczej zacząłem odbierać nawet wydawaną i uznaną twórczość różnych autorów. I że wiele ich tekstów tutaj dostałoby najwyżej ocenę: średnia plus . Chwilami dochodzimy do pewnego "zadęcia", tymczasem zawsze może być lepiej. Niektórym autorom stąd brakuje chyba odwagi, by wyjść poza próby Może się myle, ale niektórzy ludzie mają tak, że jeszzce to muszę zrobić, tamtego się nauczyć, takie doświadczenia zebrać,... żeby tylko odsunąć od siebie działanie.
Nie każdy będzie wielkim pisarzem, ale w piłkę gra też wielu chłopców, a mało który zostaje gwiazda footbolu. Ja tam pisarzem nie będę, ale co się w pisarza pobawię, to moje, czego też, przynajmniej, wszystkim tu obecnym - życzę.
Ja tam trzymam się przy swoim – Kres ma racje. Już mniej więcej od dwóch dobrych lat nie pisze (z przyczyn różnych najróżnistych), troszkę nad tym ubolewam, ale mówi się trudno i idzie dalej przed siebie.
Doszedłem do wniosku, że spośród wielu opowiadań, które napisałem mniej więcej tylko dwa zasługują na miano dobrego opowiadania, a przynajmniej poprawnego lub zjadliwego. Reszta to bełkoty, nic wielkiego. Mimo to nie wstydzę się tego co napisałem, a wręcz przeciwnie jestem dumny, że próbowałem zostać pisarzem.
Czytając drugi ras książkę o pisaniu Kresa, dochodzę do wniosku, że popełniłem wszystkie możliwe błędy, które autor książki wytyka. Uważam, że wszyscy, a przynajmniej większość takich osób jak ja – młodych pisarzy, popełniało te same błędy i jest to rzeczą naturalną. Pisarzem może być każdy, ale dobrym pisarzem tylko ten, co ma talent.
_________________ "On był stały! Tylko one się zmieniały."
Dodam tutaj, choć mam wrażenie, że link powinien być przyklejony - i na forum i gdzieś na stronie głównej, bo zapoznanie się z tym materiałem oszczędzi recenzentom sporo pisania. (albo autorzy przeczytają wcześniej i się zastosują, więc opowiadania będą lepsze , albo będzie można tam ich odesłać)
zapoznanie się z tym materiałem oszczędzi recenzentom sporo pisania
Przeczytałem. Nie powiem, parę ciekawych i wartych powtarzania uwag - niejedną sam powinienem sobie wziąć do serca. Chociaż myślę, że jak na pouczający tekst, to zdania typu:
Cytat:
...ponieważ ubarwiają scenę i pomagają lepiej sobie wyobrazić całą scenę
mażna byłoby skorygować
Także analiza tego fragmentu:
Cytat:
Przeczytajmy poniższy opis nocowania w lesie:
Eragon zbudził się o świcie. Jego posłanie było całkiem przysypane śniegiem, który padał całą noc, lecz płaszcz z lwiego futra ochronił chłopca od mrozu. Słońce z trudem przebijało się przez chmury, wiatr przyginał drzewa do ziemi. Eragon obudził pozostałych towarzyszy. Z trudem rozpalili ognisko w błotnistej ziemi i upiekli na nim resztki zamarzniętego na kamień mięsa z kolacji.
Tutaj błędy wynikają głównie z nieznajomości realiów (jeżeli pada śnieg, to temperatura jest w okolicach zera, nie ma więc mrozu mogącego zamrozić mięso na kamień) lub niezwracania na nie uwagi (jeżeli wiatr jest tak silny, że przygina drzewa, to bohaterowie prawdopodobnie nie zmrużą oka, bojąc się spadających połamanych gałęzi, a posłanie będzie raczej zawiane śniegiem niż przysypane. I skąd tam raptem błoto?).
wydaje mi się nieco dziwna. Owszem - jest on niespójny logicznie, ale...
jeżeli pada śnieg, to temperatura jest w okolicach zera - tu bym wolał się odwołać do jakiegoś meteorologa - mam bowiem wrażenie, że widywałem padający śnieg przy temperaturze poniżej minus pięciu, a to już powinno całkiem nieźle zmrozić mięso (choć może nie na kamień). Ale z tym mrozem mogę się mylić, bo zimą raczej rzeczywiście przy bezchmurnym niebie temperatury, zwłaszcza nocą, są niższe niż przy zachmurzonym.
...jeżeli wiatr jest tak silny, że przygina drzewa, to bohaterowie prawdopodobnie nie zmrużą oka... - nie znam kontekstu (pewnie go nie ma, bo to tylko przykład, który miał coś zobrazować), ale ludzie bywają czasem tak skonani, że nawet walące się na ziemię niebo nie jest w stanie ich obudzić, a już szczególnie, jeśli są to bohaterowie fantasy w trakcie ucieczki/pogoni (niepotrzebne skreślić).
Bardziej mi się już czepiać nie chciało, chociaż nie ma to jak pokrytykować krytyka i to znacznie bardziej bywałego i doświadczonego od siebie, ale zauważyłem jeden drobiazg:
Cytat:
...ponad ludzką miarę i wytrzymałość (co najmniej jeden przy każdym rzeczowniku, co mnie osobiście przypomina...
Rozumiem, że Autorka tutaj położyła nacisk, iż to jej subiektywne zdanie - była więc w zgodzie z zasadą przedstawioną przez Mirosława Bańko z PWN:
Cytat:
Zaimek ja ma dwie formy celownika: akcentowaną mnie i nie akcentowaną mi. Na początku zdania używa się tylko tej pierwszej, np.: „Mnie to daj” (ale „Daj mi to”). Formy mi można też użyć na początku zdania składowego, po spójniku, jeśli pada na niego akcent: „Robię tak, jak mi się podoba”.
To samo dotyczy kilku innych par form zaimkowych: „Nie widzę go”, ale „Jego nie widzę” (także „Widzę jego, a nie ją”); „Dużo ci zawdzięczam”, ale „Tobie wszystko zawdzięczam”. We wszystkich cytowanych przykładach form krótszych używa się w pozycji nie akcentowanej, form dłuższych – tylko wtedy, gdy są pod akcentem.
Poszukałem informacji na ten temat, bo ja bym raczej napisał tam mi... i nie byłem pewien, czy nie popełniłbym wówczas błędu. Może i komuś innemu tu zaglądającemu się to przyda (znaczy - zasada dotycząca mi i mnie)
Zaczęłam czytać książkę H. Harrisona Złote lata Stalowego Szczura. We wstępie autor bardzo ciekawie rozpisuje sie na temat pisania opowiadań. Pozwoliłam sobie go zacytować:
"Uczyłem się pisarstwa na opowiadaniach, a nie jest to łatwa sztuka, gdyż utwór musi być zwarty i mieć swoją umowną dramaturgię: początek powinien zainteresować czytelnika, rozwinięcie go wciągnąć, a zakończenie zaskoczyć. Nie tylko zresztą zaskoczyć, ale też skłonić do uśmiechu, przynieść ulgę lub co najmniej stać w ostrym kontraście z oczekiwaniami [...]
Początek musi być na tyle interesujący, żeby czytelnik nabrał ochoty do dalszej lektury. W złotych czasach magazynów nazywano to narracyjnym haczykiem. Trzeba było napisać coś, co skłoniłoby wydawcę do przeczytania drugiej strony. Pierwsza strona (pisana naturalnie z podwójnym marginesem) w lewym górnym rogu zawierała nazwisko i adres autora, a w prawym górnym liczbę słów. Tytuł był dopiero w połowie strony, by w razie przyjęcia tekstu do druku można było ponad nim wpisać rozmaite techniczne uwagi. Kolejną linijkę zajmował wyraz autorstwa, a jeszcze następną nazwisko lub pseudonim, pod którym opowiadanie miało być publikowane. Na samą treść zostawało więc około ośmiu wierszy. Ponieważ wydawcy zasypywani byli, dzień po dniu, niesamowitymi ilościami niewyobrażalnego wręcz grafomaństwa, tekst, który zainteresował ich na tyle, by przeczytać drugą stronę, najczęściej zostawał kupiony. Znaczyło to, że narracyjny haczyk okazał się właściwą przynętą.
Kiedyś specjalizowałem się w pisaniu takich właśnie haczyków, a raz sam dałem się na niego złapać- spodobał mi się tak bardzo, że napisałem opowiadanie, aby dowiedzieć się, co będzie dalej [...]
Pisanie opowiadań to dobry trening dla każdego autora, między innymi uczy bowiem ekonomii języka; liczy się tu każde słowo i musi być albo istotne, albo wymowne [...]
Jedną z rzeczy, których nauczyłem się na pewno jest to, że zbyt wiele opowiadań ma niedobry początek. Jako edytor zawsze zwracałem autorom uwagę na słabe strony ich prac, naturalnie przed ich opublikowaniem, a oni przyjmowali moje wskazówki ze zrozumieniem i poprawiali błędy. Raz tylko zdarzyło mi się mieć do czynienia z autorem, który odmówił wniesienia poprawek i zabrał tekst. Ponieważ są to dawne czasy, nie ma sensu wymienianie nazwisk czy tytułów. Inny regularnie zaczynał akcję na trzeciej stronie i po dyskusji zgadzał się (też regularnie) wyrzucić pierwsze dwie. Jeszcze inny napisał doskonałe opowiadanie, które wydrukowałem, gdy przyznał mi rację, że pierwsze dwadzieścia stron nie ma nic wspólnego z akcją i wystarczy je zastąpić jednym zdaniem.
Czytając uważnie opowiadania można się nauczyć jak je pisać, ale dokonując ich wyboru uczy się człowiek znacznie więcej i szybciej [...]"
_________________ Książka jest jak przyjaciel, inny - to już nie ten sam. Nie będę przyjaciół na poniewierkę, na pewną zgubę zostawiać.
Maria Kann
Odbiegając od rad pisarzy i innych wielkich mam pytanie źdzebko mniejsze. Jak pisać w leniwy sposób np. dipeptydy oraz tripeptydy? Występuje tutaj jakaś zasada czy piszemy po prostu di i tripeptydy? Wybaczcie pokrętny sposób tłumaczenia problemu, ale mam nadzieję, że zrozumieliścię istotę zagadnienia;).
_________________ "Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dokoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znależć butów,
Nie mogę znależć siebie.
Boli mnie głowa. "
Wiek: 21 Dołączył: 02 Mar 2009 Posty: 72 Skąd: Sanok
Wysłany: 2009-03-18, 12:19
Jakie książki polecacie dla początkującego pisarza? Chodzi mi o takie, które pomogły by mi w jakiś sposób dokończyć książkę i wprowadzić w niej jakieś poprawki.
_________________ Zawsze bardziej bałem się światła, a niżeli ciemności. Jeżeli ty nikogo nie widzisz, istnieje szansa, że i on nie widzi ciebie.
Jakie książki polecacie dla początkującego pisarza? Chodzi mi o takie, które pomogły by mi w jakiś sposób dokończyć książkę i wprowadzić w niej jakieś poprawki.
Polecam Słownik Języka Polskiego ...Żartuje sobie oczywiście. A tak na poważnie, to pan Feliks W. Kres ma ciekawe porady
A tak na marginesie, to wyślij na Fantazyzone próbkę tej książki. Przeczytamy, ocenimy damy uwagi, i porady. To bardzo pomocna rzecz, jak ktoś oceni twój tekst. Można się w ten sposób naprawdę sporo nauczyć
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Poziom: 18 HP
2%
14/711
MP
100%
339/339
EXP
68%
31/45
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Ja tak z zupełnie innej półki coś polecę.
Czarodziejska góra Tomasza Manna
Bracia Karamazow Dostojewskiego
Fight Club Palahniuka
Ulisses Joyce'a
Książki, które mogą wnieść bardzo wiele do warstwy literackiej twórczości każdego pisarza. Czytanie kanonu literatury pięknej (co nie równa się "głównonurtowej") jest zaraz po pisaniu najlepszą chyba nauką .
Do tego jeszcze na przykład tak przesympatyczna pozycja jak Słownik wyrazów zapomnianych - lub po prostu wypisywanie wszelakich skomplikowanych wyrazów - głównie ze starych - książek. To dla wzbogacenia języka. Czytając niegdyś Straszny dwór Łozińskiego zapisałem tego kilka stron .
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Ja pamiętam, że chyba przy Lemie też sporo wypisywałem:).
_________________ "Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dokoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znależć butów,
Nie mogę znależć siebie.
Boli mnie głowa. "
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum