Oczywiście nie chcę tu niczego potępiać i jeżeli ktoś ma własne ideały i wie, czego od życia oczekuje, może uważać siebie, za kogo chce i należeć do subkultury, jaka mu się podoba
Rodzi się nam się pytanie Varjusie, czy ludzi, którzy uważają sie za, dajmy na to rastamanów, a tylko po części, w małym ułamku, wyznających oryginalne wartości tej grupy, można nazwać rastamanami? Czy to jest prawdziwy rastaman, a może pół rastaman albo rastaman trzy czwarte? Najlepiej to widać na przykładzie skinheadów. Czy, "łysą pałe" w martensach, wywyższającą rasizm, okładającą bejsbolem wszystko, co się rusza i, co ma inny kolor skóry można nazwać skinheadem, nawet, jeżeli on sam, tak siebie nazywa?
Chyba nie. Tak więc, po mojemu nie może być coś takiego jak pół-rastaman, pół-punk.Albo się jest rastamanem albo nie.Albo się internalizuje cały sytstem wartości danej subkultury, albo nie.
Cytat:
Ale wracając do tych, którzy nie do końca wiedzą, z czym się utożsamiają – to TAKICH ludzi najczęściej się zauważa, to TAKICH się krytykuję, co często przenosi się jak zaraza na całą subkulturę i zaczyna się z kolei ją potępiać. Czemu?
Tak, masz racje. Ludzie mając na myśli jakąś subkulturę, odnoszą się zazwyczaj do jej dewiacyjnych odłamów. Zadałeś pytanie: Czemu? Może dlatego, że subkultury z założenia to coś "innego", coś odmiennego wobec bezosobowego tłumu, wobec przeciętności. Ludzie nie lubią udziwnień. Lubią jak jest wszystko uporządkowane i na swoim miejscu. Ludzie, to takie dziwne stworzenia, że niszczą wszystko co jest odmienne i inne.
I tak, chcąc zaatakować jakąś subkulture, ludzie patrzą tylko na jej dewiacje, bo tak łatwiej przeprowadzić atak, łatwiej znaleść zaczepkę.
Cytat:
Brzmi jak opis jakiegoś tandetnego horroru, ale ludzie są tak nietolerancyjni, że sami sobie ten horror gotują.
Trafiłeś w sedno
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
Tak więc, po mojemu nie może być coś takiego jak pół-rastaman, pół-punk.Albo się jest rastamanem albo nie.
Najprościej dojść do wniosku, że takich ludzi nie powinno być, ale jak już są to, co robić?
Czegoś takiego jak pół-rastaman, lub inne tego rodzaju smaczki, wcale do mnie nie trafiają. To tak jakby powiedzieć na małpę, że jest pół-człowiekiem. Dla mnie, osoby, które utożsamiają się z pewną subkulturą i jednocześnie nie zdają sobie w stu procentach sprawy z jej głównych założeń, są czymś odmiennym – osobnym gatunkiem. Tak jak małpy, osoby te zatrzymały się na pewnym szczeblu drabiny ewolucyjnej i tkwią tam z głupawym wyrazem twarzy i kołaczącą się po głowie myślą – „przecież jestem rastamanem…to nie wystarczy?!”
Okazuje się, że jednak nie, to tak jakbym ja był wielkim fanem Stephena Kinga i nie czytał żadnej jego książki, a na pytanie: „Czemu uważasz się za fana Kinga?” odpowiadałbym: „bo jest fajny”.
Właśnie…wielu ludzi dołącza do subkultur, bo to akurat w danej chwili jest dla niego wygodne. Młody chłopak zaczyna palić marihuanę i nagle wykrzykuje: „od dzisiaj jestem rastamanem!” – śmieszne? Ale prawdziwe i…jakby się zastanowić to czasami usprawiedliwione. Ludzie, jednak czasami potrzebują usprawiedliwienia swoich czynów.
Wracając do młodzieży. Młode umysły mają to do siebie, że są jeszcze nie ukształtowane, nie mają silnej podstawy pod swoje poglądy. Dlatego też, gdy zaczynają „coś tam” kombinować ze swoimi poglądami, potrzebują jakiegoś konkretnego oparcia - kogoś, kto by ich zrozumiał.
Trochę to chaotycznie napisane, raz wyśmiewam takich ludzi, drugi – usprawiedliwiam. Jednak subkultury i społeczne reakcje to temat raczej na dłuższy wywód; temat, który jest bardziej złożony niż mogłoby się nam wydać.
Pozdrawiam.
_________________ "(...) ojczyzną ludzi, którzy kochają, jest ojczyzna tych, których kochają." - Aleksander Dumas (ojciec)
Jak dla mnie określenie "dołączać do subkultury" jest po prostu śmieszne - wtedy przynależność wydaje się sztuczna i, przynajmniej według mnie, sprowadza się do zwrócenia na siebie uwagi i tzw. "popisówy". Nie można się "przyłączyć", jest ktoś czuje klimat danej subkultury, to wychodzi to w praniu i zdaje się być całkowicie naturalne.
Tacy ludzie dobrze się czują z tym, co robią i jak wyglądają, bo w końcu są różne jednostki o różnych gustach i o różnych upodobaniach.
Varjus napisał/a:
Wracając do młodzieży. Młode umysły mają to do siebie, że są jeszcze nie ukształtowane, nie mają silnej podstawy pod swoje poglądy. Dlatego też, gdy zaczynają „coś tam” kombinować ze swoimi poglądami, potrzebują jakiegoś konkretnego oparcia - kogoś, kto by ich zrozumiał.
Zgadzam się, poza tym warto dodać, że niekiedy po prostu się nie lubi albo nie toleruje określonej subkultury, czego efektem jest szukanie wspólnego języka wśród ludzi o podobnych poglądach możliwie dalekich od nieakceptowanej ideologii. Ale namieszałem
Varjus napisał/a:
Tak jak małpy, osoby te zatrzymały się na pewnym szczeblu drabiny ewolucyjnej i tkwią tam z głupawym wyrazem twarzy
No tutaj zamiast rastamanów skojarzyli mi się jednoznacznie kibole albo jakieś dresy, które nie wiedzą po co żyją
Mimo wszystko uważam, że należy być toleranycjnym, no chyba że ktoś naprawdę przegina i szkodzi innym. Peace'n'Love'n'Rock'n'Roll
Poziom: 8 HP
0%
0/159
MP
100%
76/76
EXP
47%
9/19
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Mógłbym polemizować z Wami, Azazelu i Varjusie. Subkultura to w większości nie twór sztuczny i ściśle zdefiniowany, tylko ogół cech i zachowań, które mają wspólne cechy. Dana "subkultra" to po prostu średnia ważona kultur personalnych ludzi, którzy mają coś ze sobą wspólnego - zazwyczaj muzykę, czy miejsce zamieszkania. Nie ma mowy o całkowitej przynależności do subkultury. To tak, jakby ktoś miał być w sut procentach przynależny do kultury - dajmy na to śląskiej - jak to jest możliwe? To jest nierealizowalne w pełni z tej prostej przyczyny, że ma się swój rozum i swoje gusta. Takie coś jest możliwe w wydaniu totalnie regionalnym - nie można być explicite ślązakiem, ale można być klasycznym ślązakiem dajmy na to - cerekwickim. Bo w tym momencie - w minimalnych społecznościach samemu się kreuje ten stereotyp.
A tak bardziej osobiście:
Sam przez kilka dobrych lat miałem się za metala. Prosta sprawa - zaczęło się od gimnazjum i pierwszych albumów Black Sabbath, Mansona, Acid Drinkers. Człowiek słuchał wszystko co było z przesterem - o blastach na perce się jeszcze nie śniło. Dalej fala nu-metalu, później death, ciągle i ciągle thrash i heavy, a także zakorzeniony przez ojca hard i psychodelic rock. A później przesilenie black metalem. Sluchałem wszystko, gdzie był blackowy skrzek i proste riffy na tremolo. A jak byo przaśnie i leśnie, tak że słońce sie czarne robiło, to dusza rogaciała i fajnie było. Jaralem się drugą falą norweskiego blacku jak cholera, choć raczej nie pragnąłem kontynuować ich tradycji. Ale nie ważne było, że pierwsze nagrania Mayhem to były po prostu gnioty, źle nagrane i bezładne. Liczył się lodowaty i mroczny klimat. Całe szczęście nastąpiło przesilenie i wóciłem do podstaw - rocka. Zacząłem też szukać czegoś mrocznego, ale nastorojowego i posiadającego jakąś finezje kompozycyją. Stanęło na Arcturusie, Asgaardzie, Morgul i nade wszystko genialnym Devil Doll. Od tego już tylko mały krok do muzyki klasycznej, bez której żyć już teraz nie mogę. A skoro już otworzyłem szerzej uszy, to nadszedł też jazz, awangarda w stylu Zorna, klezmer, cudny klezmer i choćby trop-hop, ambient. Teraz słucham wszystko chyba. Może nie trawię techna, ale lubię dobrą elektronikę. Hiphop raczej zawsze mnie odstraszał, ale Tworzywo sztuczne, czy Kaliber to świetne rzeczy. Jeśli teraz należę do subkultury to chyba wariatów, czytelników i niestety - maniaków komputerowych (ale się myję ).
I samemu mając w tym doświadczenie, nigdy nie dam sobie wmówić, że metal nie ryje mózgu. Zawsze byłem katolikiem - choć raczej żaden ksiądz by nie zaakceptował moich poglądów - bardziej są mistyczne, niż scholastyczne . Ale w pewnym momencie życia byłem już od krok od statanizmu. Treści tych wariatów z Norwegii dyfuzowały, a człowiek dojrzewał, szukał. Niemniej do nikogo nie miałbym żalu, bo to zależność w dwie strony. Oni pokazywali mi nowe rzeczy, a ja słuchałem, bo chciałem i pasowało to to moich nastrojów. Co nie znaczy, że metal to zło. O nie, słucham do dzisiaj. Tylko że teraz wybieram tych najlepszych, a nie kontrowersyjnych ideologicznie.
Varjus napisał/a:
Wracając do młodzieży. Młode umysły mają to do siebie, że są jeszcze nie ukształtowane, nie mają silnej podstawy pod swoje poglądy. Dlatego też, gdy zaczynają „coś tam” kombinować ze swoimi poglądami, potrzebują jakiegoś konkretnego oparcia - kogoś, kto by ich zrozumiał.
Ot, właśnie. Ja nigdy się nikomu nie zwierzałem z problemów, byłem zamknięty jak tylko się dało. Ale to wydawało mi się bardzo naturalne. A sztuka mi to rekompensowała. Teraz mojej ukochanej naprawdę ciężko jest coś ze mnie wycisnąć. Ale to już kwestia raczej charakteru, nie ukształtowania zewnętrznego.
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Dana "subkultra" to po prostu średnia ważona kultur personalnych ludzi, którzy mają coś ze sobą wspólnego - zazwyczaj muzykę, czy miejsce zamieszkania.
Tak też można to rozumieć, jednak ta „subkultura” której cechy ty wymieniłeś powyżej zdaje się być bardziej dojrzała, złożona z ludzi, którzy wiedzą kim są (ładnie brzmi ), ale moim zdaniem tego już nie można nazwać subkulturą. Dla mnie ludzie, którzy mają podobne zainteresowania i poglądy, spotykają się co wieczór, aby pogadać o jakiejś książce bądź muzyce to tylko…hmmmm…krąg znajomych – inne określenia mi się nie nasuwają, ale na pewno znalazłyby się o wiele trafniejsze.
Według mnie, jeżeli należysz do jakiejś subkultury, to z góry zgadzasz się z jej założeniami, ideałami. Dlatego też członkami są zazwyczaj ludzie młodzi, którzy muszą przejść pewien okres w swoim życiu i nauczyć się „myśleć”. Znam tez kilka osób starszych, którzy tak ślepo wierzą w puste ideały, że wątpię żeby kiedykolwiek z nimi zerwali. Subkultura to nieodłączny element dojrzewania, większość osób go przechodzi i wychodzi z niego mądrzejszym. Ale są też ludzie, którzy nigdy nie dorastają i nadal są „punkami” czy „rastamanami” ponieważ cały czas jest im tak wygodniej, bo przecież, żeby „wyszlifować” własne ideały należy trochę pomyśleć, ale to tak boli…
Zdawać by się mogło, że ich krytykuję, ale naprawdę nie mam nic przeciwko nim. Mogą sobie palić marychę, golić głowy na zapałkę, ale niech mi tylko nie wchodzą w drogę to i ja ich nie będę dotykał. To właśnie rozumiem przez słowo „subkultura”.
hidden_g0at napisał/a:
(...)Mayhem(...)
hidden_g0at napisał/a:
I samemu mając w tym doświadczenie, nigdy nie dam sobie wmówić, że metal nie ryje mózgu.
Facet, który – kilka dni przed koncertem – zakopuje swoje ubrania w ziemi żeby przeszły „zapachem śmierci”, a później je zakłada; człowiek, który lubi wdychać zapach martwych zwierząt, bo jak twierdzi – to bardziej go nakręca; "leśny demon", który zakończył swoje życie podcinając arterie żylne i strzelając sobie w głowę ze strzelby – takie historyjki zawsze będą fascynowały młodzież słuchającą metalu, a jest to tylko mały fragment kolorowego życia i śmierci „deada” – wokalisty zespołu Mayhem. I co w tym złego, że dzieciaki chcą być mroczne? Ja tez przez to przechodziłem i też myślę, że w pewnym stopniu poryło mi to beret, ale jeszcze ( ) nikogo przez to nie zabiłem. Kto wie, może kiedyś do tego dojdzie, ale czy izolowanie dzieci od wszelkiej „złej” muzyki jest dobre? Moim zdaniem nie. Styczność z różnymi odmiennymi kulturami jest kolejnym elementem kształtującym osobowość – przyjmujemy pewien styl życia, ideały lub całkowicie je odrzucamy. Często się zdarza, że coś jednak z tego wynosimy i zaczynamy tworzyć nowych siebie, wyrabiamy sobie o czymś zdanie – uczymy się.
hidden_g0at napisał/a:
Ja nigdy się nikomu nie zwierzałem z problemów, byłem zamknięty jak tylko się dało.
Zależy, jak kto radzi sobie z problemami i czy stara się słuchać innych i myśleć nad swoimi poglądami. Może się zdażyć, że chłopak/dziewczyna ma problem, ale nie chce się z nim dzielić z innymi, uważa że jest to temat zbyt prywatny czy intymny. W przyszłości może się to odbić niekorzystnie na wiele sposobów, tak więc niekoniecznie trzeba mówić ale zawsze trzeba słuchać. Ja też zawsze byłem bardziej…hmmm…skryty, ale starałem się słuchać ludzi, jak rozmawiają o swoich problemach, jakie wynoszą z tego nauki i czy jakiekolwiek wynoszą, a następnie „przepuszczałem” to przez mój mózg i zastanawiałem się jak ja bym postąpił.
EDIT: No dobra, dałem ciała z tymi aortami. Chodziło mi oczywiście o arterie żylne.
Pozdrawiam.
_________________ "(...) ojczyzną ludzi, którzy kochają, jest ojczyzna tych, których kochają." - Aleksander Dumas (ojciec)
Ostatnio zmieniony przez Varjus 2008-05-30, 20:38, w całości zmieniany 3 razy
Ja tez przez to przechodziłem i też myślę, że w pewnym stopniu poryło mi to beret, ale jeszcze ( ) nikogo przez to nie zabiłem
Mi pewnie też poryło, ale jestem człowiekiem, który już wszystko widział, więc w pewnym sensie się na to uodporniłem Aqrat takie rzeczy, jak wdychanie zapachu martwych zwierząt etc. traktuję z dużym przymróżeniem oka i jak o tym słyszę, to na mojej twarzy maluje się jedynie litościwy uśmiech. Np. kiedyś na sesji rpg ja i moi qmple rzucaliśmy kośćmi na rysunku przedstawiającym pentagram, żeby mieć lepsze staty no ale wszystko dla jaj, nie miało to satanistycznego podtekstu:) Do tej pory się z tego śmiejemy:)
Wy robiliście to dla jaj, ale jak rozpoznać, kiedy zostaje przekroczona pewna granica pomiędzy żartem, a wiarą w dziwaczne zabobony? Wydaje mi się, że „Dead” miał spory problem z własną osobą i był przekonany, że wdychanie zapachu martwych zwierząt mu w pewien sposób pomagało. Nie pytaj mnie, w czym bo tak do końca nie wiem, czytałem tylko, że czuł się wtedy bardziej nakręcony. Ja osobiście czułbym się nienajlepiej, ale o aromatycznych gustach się nie dyskutuje. ( )
Pozdro.
_________________ "(...) ojczyzną ludzi, którzy kochają, jest ojczyzna tych, których kochają." - Aleksander Dumas (ojciec)
Poziom: 9 HP
0%
0/193
MP
100%
92/92
EXP
100%
20/20
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Dead w sumie był świrem, ale średnio groźnym. A co z jego "kolegami" z kapeli: Vargiem i Eurynomousem? Założyciele i guru sekty, podpalacze kościołów, pedofile (tak coś pamiętam, że pokłócili sie o jakąś nastolatkę, ale chyba nie była znowu taka młoda). Jaki finał ich znajomości? Varg zabija Eura nożem. Ot, kilkanaście ciosów w ciało. No i Vikerns siedzi w pierdlu, komponuje folk-ambient na kompie - bo gitara to instrument "murzyński", czego się brzydzi. Przyznam, że fascynowali mnie niezmiernie, choć gdybym mógł, pierwszy bym po policję dzwonił, gdybym zobaczył Varga. To tak przy okazji: uciekł na przepustce i strroryzował na ulicy jakąś rodzinkę, by uciekać ich samochodem. Dopadli go, Bogu dzięki.
Panowie z Gorgoroth to przy nich takie nastolatki .
Wiem, że to jest chore, ale muzykę przy tym tworzyli całkiem niezłą. De mysteriis dom sathanas to naprawdę wielka płyta black metalu - choć głównie za sprawą wokalisty - ten jednak był wokalistą sesyjnym, lecz wybitnym. I bardziej normalnym. A teraz? Hellhammer - perkusista Mayhem to spokojny facet, możliwe, że katolik. Coś takiego mi w głowie siedzi, nie jestem jednak pewien. Na pewno sie wstydzi przeszłości swej kapeli .
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
A tak bardziej osobiście:
Sam przez kilka dobrych lat miałem się za metala. Prosta sprawa - zaczęło się od gimnazjum i pierwszych albumów Black Sabbath, Mansona, Acid Drinkers. Człowiek słuchał wszystko co było z przesterem - o blastach na perce się jeszcze nie śniło. Dalej fala nu-metalu, później death, ciągle i ciągle thrash i heavy, a także zakorzeniony przez ojca hard i psychodelic rock. A później przesilenie black metalem.
Czuć odrobinę nostalgii w tych zdaniach. Nie dziwię się wcale, bo nasze życiorysy mocno związały się ze sobą w tamtych czasach, a głównym tego powodem była właśnie muzyka. Długie włosy, czarne koszulki z logami zespołów i plecaki oblepione naszywkami przyprawiającymi- z perspektywy dzisiejszego dnia - śmiechem. W końcu mieliśmy naście lat i spory emocjonalny bałagan głowie, a ten stan ducha doskonale współgrał z muzyką blackmetalową. Obecnie nie tchnąłbym najmniejszego skrawka tego disco polo umazanego w krwi i smole ze względu na ohydne prostactwo instrumentalne i wokalne.
Prawdą jest jednak, że kilka lat temu ta muzyka wchodziła do uszu lepiej niż piwo na kaca Próbuję się doszukać odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego? W moim wypadku na pewno był to nieukształtowany gust muzyczny, ale to chyba nie najlepsza odpowiedź, bo hidden znał więcej kapel i też namiętnie słuchał norweskich szarpidrutów. Bliższe prawdy jest chyba stwierdzenie, że miało to swoje korzenie w buncie przeciwko narzucanym formom religijności, które w dzieciństwie nie krytykowało się zupełnie - bo i po co?
W przeciwieństwie do hiddena zawsze bliżej byłem sceptycyzmu niż wiary i metal w ogóle był wyrazem sprzeciwu wobec religii. Prosto rozumując: "Jeśli oni są przeciw katolikom jak ja, to musimy mieć coś wspólnego". Ezoteryka i okultyzm nigdy mnie nie pociągały, choć z pewnością wywoływały cichą fascynację. Powtórzę więc, iż rozumowałem prosto: metal był moją formą sprzeciwu wobec religii z wyraźnym podkreśleniem Kościoła Rzymskokatolickiego.
Jako że człowiek jest zwierzęciem stadnym i bytowanie poza stadem to nic przyjemnego, trzeba było poszukać sobie innego stada (czyt. subkultura). W subkulturze panuje atmosfera wzajemnego zrozumienia, tolerancji, a nawet adoracji. Człowiek nie musi sie obawiać gradu pięści na gębie gdy w danym gronie wygłosi pogląd, że dekalog jest gówno warty. Subkultura to sposób na emocjonalne problemy, uczucie wyobcowania czy też miejsce gdzie człowiek może czuć się wolnym od krytyki.
Po pewnym czasie czar subkultury pryska (przynajmniej w większości wypadków), długie włosy znikają u fryzjera, poglądy zatracają elementy skrajne, a i muzyka robi się bardziej znośna dla otoczenia. Sądzę jednak, że przygoda z metalem to doświadczenie, które pozwoliło z czasem wyciągnąć pewne wnioski i lepiej zrozumieć samego siebie czy tez innych ludzi.
Na dzień dzisiejszy nie mogę precyzyjnie powiedzieć jakiego gatunku słucham. Chyba wszelkie formy rocka, klezmer, jazz, muzyka eksperymentalna.
_________________ "Więc kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość raniła cię
Tak kochaj mnie kochaj mnie kochaj mnie
Chcę by miłość zabijała " - "Blue velvet", Myslovitz
Obecnie nie tchnąłbym najmniejszego skrawka tego disco polo umazanego w krwi i smole ze względu na ohydne prostactwo instrumentalne i wokalne.
Zgadzam się, większość kawałków niestety nie jest specjalnie ambitna, wystarczy zajrzeć do tabulatur na gitarę, od razu rzuca się w oczy coś w stylu 0-0-0-0-0-0-0.... Jednakże zawsze znajdą się jakieś perełki, na które warto zwrócić uwagę Przyznam się do tego, że od czasu do czasu, a nawet częściej, puszczę sobie jakiś blackmetal albo coś pochodnego. Uczę się także gry na gitarze, ale nigdy nie wzoruję się na tego typu muzyce, bo pod tym względem to nic ciekawego - IMO.
Cytat:
W przeciwieństwie do hiddena zawsze bliżej byłem sceptycyzmu niż wiary i metal w ogóle był wyrazem sprzeciwu wobec religii.
Ja tak nigdy traktowałem metalu. Wiarę mam po jednej stronie, a muzykę - po drugiej. Mocna muzyka podobała mi się od dzieciństwa, można powiedzieć - od piaskownicy. De facto nie słuchałem wtedy metalu, bo chyba nawet nie wiedziałem, że takie coś istnieje, ale jak w TV leciało coś bardziej hardcore'owego - to oglądałem z uśmiechem na twarzy
Cynamon napisał/a:
Na dzień dzisiejszy nie mogę precyzyjnie powiedzieć jakiego gatunku słucham. Chyba wszelkie formy rocka, klezmer, jazz, muzyka eksperymentalna.
Ja słucham ogólnie muzyki gitarowej, ale zamiłowanie do mocnych brzmień pozostało. Kłaki też noszę długie, ale nie dlatego, że to modne czy coś - po prostu czuję się z tym dobrze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum