Chciałem trochę pospamować. Właśnie trafiłem na czołówkę (nie żeby zupełnie niespecjalnie) 5-10-15 i przypomniały mi się stare czasy. Tak bardzo mi się przypomniały, że aż przed oczami pojawiła mi się scena z pierwszej utraty mlecznego zęba. To była guma 'Turbo'. Nie każdy będzie ją pamiętał, ale była twarda jak jasna cholera. Nie to, co dzisiejsze gumy balonowe. Tamta z powodzeniem mogła zastąpić protezę zęba.
I te poobklejane lodówki. Ja i moi bracia prześcigaliśmy się, kto uzbiera więcej naklejek z G.I. Joe.
Eh... zebrało mi się na wspominki. Teraz człowiek kolekcjonuje noże i zastanawia się nad kolekcjonowaniem broni palnej (i będę to robił kiedyś w życiu, choćbym miał żuć asfalt z głodu), a 'Kwant' i 'Ciuchcia' są dla niego kolejno: porcją energii a nie programem telewizyjnym i wielką lokomotywą, która rozjechałaby Monikę na miazgę.
[ Dodano: 2011-02-11, 10:52 ]
Ok, skoro nic niczego nie pisze (pominąwszy życzenia - ja tu od razu przeproszę wszystkich, ale nie składam życzeń i sam za wszystkie już teraz dziękuję, ale tak już mam - moi przyjaciele czasami mają ze mną ciężko), to ja opowiem w kilku zdaniach o Afganistanie. Relacja prosto od żołnierza, który siedział po uszy w tamtym syfie.
Afganistanu nie zdobył nikt. I nikt go nie zdobędzie, bo płaskiego terenu jest tam kilometr kwadratowy (celowo przejaskrawiam), więc walka jest niezwykle ciężka, a w dodatku w każdym domu jest tam broń. Wiecie, jakie problemy rozwiązuje się za pomocą broni? Wszystkie! W-S-Z-Y-S-T-K-I-E!!! Wyobraźcie sobie, że tam się ludzie nie kłócą. Jeżeli jeden Afgańczyk ma problem do drugiego, to bierze spluwę i strzela tamtemu w kolano, po czym odwraca się na pięcie i idzie w swoją stronę. My nazwiemy ich popaprańcami, a oni zwyczajnie tacy już są - nie szczędzą środków.
Jak jednak nie można nazwać kogoś popaprańcem, kto, jak go Pan Bóg stworzył, biega zygzakiem pomiędzy wozami bojowymi? Strach go rozjechać, bo w końcu to ludność cywilna i sąd wojskowy (a później lincz) murowany. To jeszcze nic w porównaniu z tym, co potrafią robić starsi w wioskach. Na przykład z jednej z wsi w każdy piątek wszyscy chłopcy uciekali w góry. Czemu? A no temu, że się bali o swoje tyłki i to całkiem dosłownie - starzy urządzali sobie wielkie bara-bara z udziałem chłopców właśnie. Widok mężczyzny, pędzącego kozy i owce, przy okazji oczywiście poganiając jedną w specjalny sposób (domyślcie się - parlamentarnych słów mi brakuje), nie jest niczym dziwnym. Później niczym dziwnym nie jest, że dziewięćdziesiąt procent dzieci rodzi się tam już z chorobami wenerycznymi.
A dzieci? Oprócz swoich (bo np. ojciec nim odda córkę za mąż, sam musi przetestować, czy się nadaje), nie boją się nikogo. Doszło do tego, że jedzie sobie konwój, a dzieciaki rzucają kamieniami. To nic przyjemnego dostać pod oko ostrym jak brzytwa kamieniem. Strzelać nie będziesz, bo raz, e cywil, dwa to dzieciak, a trzy, to tylko kamienie. Co robią w takiej sytuacji żołnierze? Wożą ze sobą worki z kamieniami i jak tłum robi się nieprzyjemny - SRU! - w łeb i jest cicho jak makiem zasiał. Nie ma się co oburzać - dla Afgańczyka zabić niewiernego to pewne niebo. Jesteś szczerze mile widziany we wsi i w domu, ale na drodze - GIŃ SUKO! GIŃ choćby z ręki małej dziewczynki.
Chciałem jeszcze napomknąć o higienie. Ona nie istnieje w tamtym świecie. Choć Koran nakazuje myć się: przed jedzeniem, po jedzeniu, przed każdą modlitwą, przed każdą czynnością fizjologiczną jak i po niej, Afgańczycy mają Koran gdzieś w tej kwestii. Nieważne ile ma lat i jakiej jest płci, jak mu się zachce, to kieca w dół, robi co ma robić na stojąco (nie wolno się łapać za części intymne ciała - ale po zmroku, jak im się wydaje, że nikt ich nie widzi - leją jak my), obsypie tyłek piachem i idzie dalej. To jednak można tłumaczyć - woda jest tam towarem. Ale z drugiej strony tymi samymi rękami ugniatają chleb (plują do niego, zamiast dolać szklanki wody) i MUSISZ przyjąć taki podarunek. Mało tego MUSISZ zjeść choć kawałek na ich oczach. A spróbuj wymiotować! Jeżeli Afgańczyk daje ci coś za darmo, musisz to przyjąć - koniec i kropka. Dobrze to sobie zapamiętać.
Wiesz, nie szokuje mnie to. Zbyt już przywykłam do różnorodności obyczajów, często zresztą podyktowanych warunkami, żeby mnie ruszało.
Nie zrozum mnie źle - jestem za tym, by w miarę możliwości edukować w kwestii higieny i zdrowia, dostarczać leków i czystej wody, dać im wybór, możliwość. Ale nie szokuje mnie, że jest jak jest.
Cała reszta to kultura - nam wydaje się barbarzyńska, tak samo barbarzyńscy my wydajemy się innym. Ot, życie.
Zachowanie wobec żołnierzy też nie bardzo mnie dziwi. Ot, lokalna wersja patriotyzmu.
Zastanawia mnie trochę, z jakiej "okazji" chciałeś się tym podzielić i dlaczego akurat tutaj - w miejscu, które nawet stali bywalcy rzadko odwiedzają .
Bez okazji. Bo i też na przykład nie potrzebuję okazji, żeby kogoś zapytać co słychać. Tylko, że dla mnie taka rozmowa, zaczynająca się od 'co słychać', będzie się pewnie bardzo dłużyć i szybko się skończy. Ja wolę wejść w tłum znajomych i powiedzieć: "A słyszeliście, że Putin powiedział, że Petrov to przyszłość rosyjskiej Formuły 1?"
Co do tekstu, to myślałem momentami, że kolega robi sobie jaja. Z resztą nie tylko takie historie słyszałem, ale nigdy do końca nie daję wiary. Chyba, że mówimy o kimś, kto zbierał swoich kolegów z pustyni i dwa lata spędził na kozetce. Wtedy milczymy i pozwalamy jedynie opowiadać.
A, ok. Bo odzew jak widzisz, niewielki.
Ja troszeczkę podyskutować mogę, ale przyznam, że wolałabym podzielić się zachwytem nad "Opowieściami sieroty" Catheryne M. Valenthe (ach, umieć tak pisać...) albo "Wiedźmą z Wilżyńskiej Doliny", która jakoś bardziej mi podchodzi, niż ostatnia część Twardokęskowej sagi. Ale to jakby temat do innego wątku...
max.d napisał/a:
Co do tekstu, to myślałem momentami, że kolega robi sobie jaja.
Hm, dla mnie to wyglądało całkiem wiarygodnie. Jakoś pasuje do mojego wyobrażenia o tamtym świecie.
No trudno, że odzew mały - nikogo nie zagonię do dyskusji siłą (to nie gułag), ani nie zarażę zainteresowaniami (to nie opryszczka). I przyznam szczerze, że gdyby ktoś opowiadał mi wrażenia z wspinaczki górskiej, to pewnie nie pisnąłbym słówkiem w danym temacie, że nie jestem fanem tego typu hobby.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum