Wiek: 20 Dołączyła: 17 Mar 2010 Posty: 6 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-03-19, 00:45
Nowe mikroopowieści pani Kossakowskiej pochłonęłam ostatnio. Spodobały mi się wszystkie oprócz drugiego opowiadania. Wcześniej nie miałam pojęcia [mimo, że przeczytałam wszystkie książki tej pisarki], w jak odmiennych stylach i konwencjach jest ona w stanie pisać. Podziwiam. Nie mogę się doczekać spotkania autorskiego na pyrkonie za tydzień
Poza tym "Ja, inkwizytor" Piekary. Napisana w zgoła niemordimerowym stylu, aczkolwiek coś w sobie ma. Smaczki piekarowskie występują, Madderdin pokazany jest z innej, młodszej strony, bardziej zadufanej w sobie, uczuciowej, nawet naiwnej. Ale warto przeczytać.
_________________ Be yourself, no matter what they say
A czymże zraził? Ja tak reaguję na Ziemiańskiego - wystraszył mnie Achają i... nie będę go czytał nawet pod przymusem.
Całokształtem. W jego opowiadaniach nic nie ma, nie potrafię sobie przypomnieć choć jednego, które nawet nie "zachwyciło", ale podobało mi się.
A Ziemiański to trochę ta sama liga - miał świetne pomysły w zbiorze "Zapach szkła" (naprawdę mnóstwo dobrych opowiadań, "Autobahn nach Poznań" to coś naprawdę dobrego, kilka innych też), ale "Achaja" i "Toy story"... Jak to było? "Uh. Ja podziękuję."
Czytam, nie czytałem, więc cokolwiek nie ten wątek. Jednakowoż jestem już prawie na 450-tej stronie a nawet nie dotarłem do połowy książki. Ktoś już się domyślił o czym mowa? Bravo ten pan w trzecim rzędzie, z tupecikiem i okularami To oczywiście "Pod kopułą" Stephena Kinga. Rany, jak ten człowiek potrafi się bosko rozpisywać. Momentami akcja zwalnia, dla odsapnięcia, ale kiedy już przyśpiesza, to pędzi jak bolid Kubicy. Są sceny, i to rozplanowane na wiele, wiele stron, które niemalże czytają się same. Nie będę spoilerował. Nie. To trzeba przeczytać samemu.
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2010-03-20, 15:44
Witam kolegę fana Stephena Kinga Z tej ligi polecam jeszcze "Rękę mistrza" pisaną także ręką mistrza.
A dla lubiących ciężką literaturę (dosłownie, cegła w twardej oprawie, ponad tysiąc stron, można zabić, jak się człowiek postara...) "Lód" Dukaja. Dziś właśnie skończyłem. Dobrnąłem do końca właściwie. Pierwsza książka, którą tak długo czytałem, bo od świąt. Jak na filozofa przystało, dużo tam filozofii, co dodaje dziełu wagi i przez co zrozumiałem mniej więcej połowę. Poza tym zanim dotarłem do końca, zapomniałem co było na początku, drugie czytanie więc wielce wskazane. Ale to dopiero po "Pod kopułą"
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
A ja "Lodu" nie ruszam. Nie skończyłam w Święta dwa lata temu i nie mam teraz jak - boję się, że jak zacznę, to wsiąknę, a weekend to chyba trochę mało na przeczytanie tych 800 stron (bo 200 za mną i mimo upływu czasu dobrze pamiętam, co się wydarzyło) - skończyłabym dzwoniąc do pracy w poniedziałek, że chora jestem i nie przyjdę .
Bo sczytywanie Kinga ze szczętem i do imentu to mi jakoś wychodzi łatwiej, niż kogokolwiek innego, nawet Sapkowskiego, czy Komudy. Bez znaczenia, czy to wielkie nie tylko pod względem rozmiarów, dzieło, jak "Strefa śmierci", czy takie jakieś nie wiadomo co, jak "Colorado Kid". King to czarodzej słowa, potrafi zainteresować nawet wtedy, gdy właściwie nie ma nic interesującego do powiedzenia. Bo o czym właściwie ciekawym jest taki "Colorado Kid", by tworzyć z tej historyjki powieść? Inny by w takim przypadku zanudził na śmierć, ale nie King.
A wspomnianą "Rękę mistrza" mam w niedalekich planach.
A ja mam alergię na Stefana K. Już wolę o wiele bardziej czytać wyżej wymienionego Piekarę, bo pisuje przynajmniej konkretnie i prosto. Banały, ale przynajmniej rozerwać się przy nich mogę konkretnie. Kinga ostatnio czytałem Komórkę i uważam, że to straszna kicha. Niby czytać się dało, nawet wciągało nieco, ale całość rozczarowała mnie ogromnie. Choć i nie spodziewałem się za wiele. No ale napisał kilka rewelacyjnych rzeczy, to prawda .
Swoją drogą ciekawa jest recenzja Pod kopułą pióra Łukasza Orbitowskiego, znajdująca się w ostatnim Tygodniku powszechnym. I nie jest specjalnie pozytywna
Za to z horroru ogromnie polecam Najciemniejszą część lasu Campbella. Mistrzostwo. Czcionka aż ocieka mrokiem i grozą, a krwi tyle, że w szklance się zmieści.
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Nie do końca pozytywna jest również recenzja "Pod kopułą" autorstwa niejakiego Bartłomieja Paszylka w marcowym numerze Nowej Fantastyki. Zarzuca Kingowi niepotrzebne rozpisywanie się i w pewnie ma rację, choć niekoniecznie w tym przypadku. Cóż począć? Co czytelnik, to opinia.
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2010-03-25, 18:37
E, facet się nie zna. Przecież to literackie rozpasanie, rozwlekanie tekstu na wiele stron jest wizytówką Kinga! A jego najlepsze książki, to właśnie te najdłuższe: To, Ręka mistrza, Bastion...
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
"W ogóle i w szczególe. Eseje poufne" Anne Fadiman.
Cóż, wciągnęło mnie jak "Ex Libris" tejże autorki, bardzo fajne, bardzo błyskotliwe teksty - i nawet, gdy nie dotyczyły spraw, które mnie interesują (choćby taki Coleridge ), to zawsze wciągały i poruszały.
"Waleczny rycerz" Elizabeth Chadwick. Pięćset stron epopei o losach jednego z największych angielskich herosów średniowiecza, Williama Marshala. Nie powiem, że dzieło wzbudzające zachwyt, ale widać lekkość pióra autorki i czyta się przyjemnie. Kilka słów więcej pojawi się niedługo w dziale literatury serwisu internetowego Secretum.pl.
Z ostatnio dodanych:
Kilka słów odnośnieBanity Jacka Komudy
I kilka pytań do Stefana Dardy
"Xiao Long - biały tygrys" Dawida Juraszka. To była przyjemna lektura. Nastawiłem się na powieść, jednak początkowych kilkadziesiąt stron zastanowiło mnie, czy to jednak nie uporządkowany w rozdziały zbiór opowiadań. Myliłem się. To rasowa powieść, w któej akcja rozpędza się i mknie do samego końca.
"Każdy żyje jak umie" Andrzeja Mularczyka. Prequel do trylogii o Kargulach i Pawlakach. To nie fantastyka, choć losy głównego bohatera były niezwykłe. Miałem wrażenie, jakbym czytał o jakimś naszym rodzimym Foreście Gumpie, który był wszędzie i wszystkiego doświadczył. I być może coś w tym jest, bo momentami Kohut, zwany tak przez wzgląd na mikry wzrost sprawiał wrażenie wybrańca losu. To była czysta przyjemność - fabuła, ale i stylizacja na między- i wojenne Kresy. Nieczęsto zdarza mi się trafić na książki wybitne - ta prawdopodobnie taka była, przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie. Prawdopodobnie jeszcze do niej wrócę.
"Droga Ślepców" Marka Dryjera. Wariacja na temat "Drogi" Cormaca McCarthy'ego. Ten sam styl, nawet całkiem udanie skopiowany. Do pewnego momentu nawet czytało się z równą przyjemnością. Wszystko się zepsuło, gdy Autor postanowił wytłumaczyć swiat stworzony przez McCarthy'ego - skąd on taki. Wtedy czar prysł. I przez ten finał książka naprawdę wiele straciła. Tak samo jak przez wątki pełne nadziei. Kto czytał "Drogę" ten wie, że nadzieja jest tam ułudą, bo świat jest stracony na zawsze.
Nie do końca książki, bo nadrabiam lekturę "Fantasy and Science Fiction". Muszę powiedzieć, że wybitnie trafiają w moje gusta, cud, miód i orzeszki . Piękny język, piękne historie - czego chcieć więcej? Nawet opowiadania, które nie do końca mi podeszły, czytałam z przyjemnością. I teksty zróżnicowane, bo porównywałyśmy nasze typy z Morgasią i każdej podobało się co innego.
Publicystykę tylko wyrywkowo czytałam, więc ciężko mi coś na jej temat powiedzieć.
Może napiszę, jaką to niefajną książkę właśnie czytam (a uparłem się, że przeczytam - w końcu zabuliłem). Chodzi mi tu o 'Rebelię' niejakiego Marcina Gawędy. Dziwię się, że ta książka w ogóle poszła do druku, bo źle w niej jest wszystko (ok - prawie wszystko - temat jest ciekawy), ale widać wystarczy napisać o polskich bohaterach wojennych i wspaniałem drugiej obronie Częstochowy, żeby móc się cieszyć dziełem na półce sklepowej.
Poza tym, czytam dalej 'Hyperiona' - nader ciekawy, lecz czasu mi brak z powodu zmiany adresu zamieszkania, nowej szkoły i pracy, oraz (co dziwne - mam ADHD (AADHD?)) dbaniem o swoją przyszłość, czego do tej pory nie robiłem.
Udało mi się natomiast skończyć 'Dzienniki Gwiazdowe' Lema. Uważam to za coś wspaniałego. Filozofia oblana dużą dawką humoru i ciekawym podejściem do wielu problemów nauk ścislych, powodują, że chyba przeczytam 'Dzienniki...' jeszcze raz - gdy już trochę zapomnę jak były świetne i znów będę mógł opluć ze śmiechu kilka kartek. Oprócz tego Lem stawia bardzo konkretne i trudne pytania (lecz nie wprost). Jeżeli ktoś (nawet głęboko wierzący) nie zastanowi się przez chwilę nad tym, co to za pytania (i dlaczego mają sens), to... Za doktorem Housem: 'Siedzi w niej/nim bóg - to gorsze od raka'.
No i kupiłem sobie SFFiH, gdzie znajdują się dwa świetne opowiadania - 'Przynajmniej bym pana zjadł' i 'Dead girl superstar'. Przy tym drugim szczęka powędrowała mi do kolan.
Z gorszych rzeczy, to odechciało mi się czytać opowiadanie 'Echa zza lustra' - laureatki Hozyrontów Wyobraźni 2010 - już po kilku pierwszych zdaniach (miałem ochotę zwymiotować we własne majtki, żeby poczuć się lepiej). A czy robię błąd nawet mnie nie obchodzi.
No... rozpisałem się, widać, że nudy, gdy ma się dzień wolny od pracy.
Wstyd przyznać, ale to dopiero druga książka Lema, jaką przeczytałem (pierwszą były 'Opowieści o pilocie Pirxie' - w dodatku, wcale nie jako lekturę w szkole, tylko hobbystycznie wiele lat później). Natomiast Turl i Klapauciusz są mi znani ('Apentuła niewdziosek, tę będy gruwaśne...' tak?), ale na razie nic ponad. W ogóle myślałem, żeby teraz chwycić za 'Solaris' - leży na półce, kurzy się, nikt tego nie chce nawet w rękę wziąć, pewnie przestraszyli się wszyscy po obejrzeniu filmu (nie oglądałem, bo podobno bardziej nudne jest jedynie patrzenie jak schnie farba na ścianie). Z tym, że słyszałem, że 'Solaris' to doćś ciężka proza. Choć nie powiedziałbym, aby 'Opowieści...' należały do prozy lekkiej. Z całą pewnością nie dla dzieci z podstawówki, gdy tak patrzę z perspektywy czasu. Natomiast podobno i 'Cyberiada' i 'Bajki robotów' już podobno jak najbardziej. Nie wiem, przekonam się.
Wstyd przyznać, ale to dopiero druga książka Lema, jaką przeczytałem (pierwszą były 'Opowieści o pilocie Pirxie' -
To jesteś w tej dobrej sytuacji, że prawie wszystko przed Tobą. I to rozrywkowe (pozornie) i to bardziej ambitne.
Cytat:
W ogóle myślałem, żeby teraz chwycić za 'Solaris' -
To nie ma co czekać. Ja go właśnie skończyłem. Po raz kolejny zresztą.
Cytat:
nikt tego nie chce nawet w rękę wziąć, pewnie przestraszyli się wszyscy po obejrzeniu filmu
Filmy, zarówno Soderberga, jak i Tarkowskiego, opowiadaja nieco inne historie, niż ta, którą wymyślił sobie Lem. Lem podobno nawymyślał od głupich Tarkowskiemu, kiedy obejrzał to, co tamten nakręcił.
Cytat:
Z tym, że słyszałem, że 'Solaris' to dość ciężka proza.
Ciężka, to fakt. Ale "Fiasko" jest jeszcze cięższe.
A od siebie polecam "Niezwyciężonego". Mistrzowskie połączenie "akcji" i "głębszych myśli".
Ostatnio jakieś wydawnictwo wydrukowało kolekcję książek Lema i 'Niezwycieżony' jest tam numerem 15. 'Kongres...' jest drugi, a 'Solaris' trzecie, a ja jestem dziwakiem, więc nie trudno się domyślić, że 'Dzienniki...' były pierwsze. Z tym, że proza Lema co raz bardziej mi się podoba, więc niewykluczone, że jak już wszystkie te książki nabędę, to przeczytam każdą od deski do deski i na koniec będę się mógł pochwalić, że znam wszystkie dzieła Lema wydane drukiem. Nim to jednak nastąpi... aż strach pomyśleć, że będę kilka lat siedział nad jednym autorem, bo przecież czytam dość powoli wszelkie dzieła (łyknąłem jedynie - całkiem dosłownie - 'Rycerza' Gene'a Wolfe'a).
A czy 'Niezwyciężony' to nie jest przypadkiem opowiadanie? (Sprawdziłem i tak mi wyskoczyło, ale może to głupie pytanie.)
A czy 'Niezwyciężony' to nie jest przypadkiem opowiadanie?
Też spotkałem się z takim jego określeniem. A jeśli nawet to dość długie opowiadanie.
Swego czasu w jednej książce zawarto i "Niezwyciężonego" i "Solaris".
Cytat:
to przeczytam każdą od deski do deski i na koniec będę się mógł pochwalić, że znam wszystkie dzieła Lema wydane drukiem
To będzie trudne. Bo wtedy musiałbyś przebrnąć przez takie coś jak "Summa Technologiae".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum