"Szósty zmysł" - oczywiście, jak najbardziej świetny film. Szczerze mówiąc "Osada" też mi się dosyć podobała, widziałam dość dawno, ale pamiętam tylko, że mnie pozytywnie zaskoczyła. Pozostałych filmów nie widziałam, ale mając w pamięci właśnie genialny "szósty zmysł" nie posłuchałam dobrych rad znajomych i wybrałam się na "zdarzenie". i nie, tego filmu nie będę bronić. no dobra, może muzyka była dobra. może pomysł, jednak wykonanie bardzo skutecznie go skreśliło. klimatu nie zauważyłam. jedyną zaletą było to, że można się było pośmiać, szkoda, że to nie miała być komedia.
_________________ "żyjemy w wieku, w którym za dużo się czyta, żeby być mądrym, i zbyt dużo się myśli, żeby być pięknym"
Opowieści z Narni: Książę Kaspian
W moim odczuciu o wiele lepszy, niż pierwsza część. Bawiłam się dobrze, było mrocznie, bardziej krwawo, okrutnie. Kilka scen (np. nocny atak) naprawdę trzyma w napięciu, muzyka fajna, szczypta humoru dobra, nie przesadzona. Ogólnie - bardzo, bardzo pozytywne wrażenie.
W zasadzie nie film, ale filmik (animacja), ale jeżeli podobała wam się "Katedra" to się nie zawiedziecie. A jeżeli "Katedry" nie widzieliście - też polecam (wytrwajcie do końca - zakończenie naprawde powala):
Zostałam podstępem zmuszona do obejrzenia filmu (dostałam go w prezencie zza oceanu, więc "nie wypadało nie obejrzeć") - i to w dodatku samotnie (Melfy nie lubią i nie potrafią oglądać filmów w zaciszu pokoju, gdzie jedynym towarzyszem jest szum laptopa). No i spędziłam wczoraj dwie i pół godziny nad gorąco mi polecanym "Man on fire". Nie powiem, bawiłam się dobrze - jak na film akcji ma pewną głębię, ma też momenty nastrojowe i refleksyjne... i po prostu pełne ciepła, natomiast część "rozwałkowa" została jakby zepchnięta na dalszy plan. Z drugiej strony powstało takie trochę "niewiadomoco", bo wszystkiego jest po trochu.
Tak czy siak, czasu spędzonego przy filmie nie żałuję ("What was your first girlfriend's name?" "Nanya." "Nanya?" "Nanya business"), ale nie wiem, czy obejrzałabym go drugi raz.
Pewnie nie, bo Melfy rzadko oglądają filmy inaczej niż w kinie i towarzystwie .
Wampir - niepokonany, nieśmiertelny Książę Ciemności; istna bestia bez uczuć. Wbija kły w ludzkie gardła i z przyjemnością wysysa szkarłatną ciecz. W ten właśnie sposób, przeciętny człowiek widzi wampira. Tak kreują go media, tak się przedstawia w podaniach ludowych, legendach i opowieściach.
A teraz wyobraźcie sobie, że wampiryzm jest dla naszego krwistożernego przyjaciela przekleństwem. Jest on wyżutkiem. W dzień kryje się po kątach, a w nocy chcąc, czy nie, musi jeść. Budzi się w nim bestia nad którą nie ma kontroli. Traci resztki człowieczeństwa. Nie może mieć przyjaciół i dzieci, musi się ukrywać, nigdy nie zazna miłości, i ciepła. Jest przeklęty. Wspomnijmy na koniec, że tą "krwiożerczą bestią" jest 12letnia dziewczynka...
Taki to właśnie obraz wampira przedstawia LET THE RIGHT ONE IN. Muszę z ręką na sercu przyznać, że jest to najlepszy film o wampiryzmie, obok Wywiadu z wampirem, jaki kiedykolwiek obejrzałem. Bohaterami są człowiek -kilkunastoletni, nieśmiały chłopiec napastowany przez kolegów z klasy i wampir - 12letnia Eli ( Owacje na stojąco dla Liny Leandersson za tę kreację), która przez wampiryzm musi się ukrywać, odseparowywać od świata. Film opowiada o przyjaźni, poświęceniu, miłości, zaufaniu, ale też o tragedii młodej wampirzycy o jej przekleństwie. Trzeba jednak wspomnieć, że film posiada też elementy grozy. Sceny "obiadowe" wampirów są nad wyraz realistyczne i krew płynie w nich dość obficie.Ujrzymy też "wampirzą pochodnie" i przepiękną końcową scenę w basenie, gdzie ręce i głowy...nie to trzeba zobaczyć
W kilku słowach film można opisać jako przepiękną historię, momentami wzruszającą, momentami straszną, gdzie dramat przeplata się z horrorem, a romantyzm z grozą. Serdecznie polecam!!!
Pozdrawiam
_________________ A ja wiem, że są głowy, które mury przebijają...
No i spędziłam wczoraj dwie i pół godziny nad gorąco mi polecanym "Man on fire". Nie powiem, bawiłam się dobrze - jak na film akcji ma pewną głębię, ma też momenty nastrojowe i refleksyjne... i po prostu pełne ciepła, natomiast część "rozwałkowa" została jakby zepchnięta na dalszy plan. Z drugiej strony powstało takie trochę "niewiadomoco", bo wszystkiego jest po trochu.
Tak czy siak, czasu spędzonego przy filmie nie żałuję ("What was your first girlfriend's name?" "Nanya." "Nanya?" "Nanya business"), ale nie wiem, czy obejrzałabym go drugi raz.
Ja już jakiś czas temu oglądałam ten film i mało z niego pamiętam, ale wiem, że bardzo mi się wtedy spodobał i chętnie obejrzałabym go drugi raz, gdybym miała okazję.
[ Dodano: 2009-02-22, 02:00 ]
Don Centauro napisał/a:
W zasadzie nie film, ale filmik (animacja), ale jeżeli podobała wam się "Katedra" to się nie zawiedziecie. A jeżeli "Katedry" nie widzieliście - też polecam (wytrwajcie do końca - zakończenie naprawde powala):
"Arka" bardzo mi się spodobała, natomiast "Katedra" nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia.
[ Dodano: 2009-02-22, 02:07 ]
Melfka napisał/a:
Opowieści z Narni: Książę Kaspian
W moim odczuciu o wiele lepszy, niż pierwsza część. Bawiłam się dobrze, było mrocznie, bardziej krwawo, okrutnie. Kilka scen (np. nocny atak) naprawdę trzyma w napięciu, muzyka fajna, szczypta humoru dobra, nie przesadzona. Ogólnie - bardzo, bardzo pozytywne wrażenie.
Tak, rzeczywiście, druga część jest poważniejsza, mniej beztroska i bajkowa niż pierwsza. Wydaje się być lepsza, chyba dlatego, że lepiej wpasowuje się w wymagania i przyzwyczajenia współczesnego odbiorcy. Jednak moim zdaniem drugiej części brak "tego czegoś" co miała część pierwsza. Mniej było w niej naiwności, która w części poprzedniej potrafiła ująć.
Poziom: 6 HP
0%
0/104
MP
100%
49/49
EXP
42%
6/14
hidden_g0at Iluvatar Jesteśmy starzy i nienormalni
Dla mnie Książe Kaspian był filmem wybitnie słabym. Rozczarował mnie na całej linii - Narnia to baśniowość, to dzieciństwo i fantazja, a nie krwawe pojedynki i kalka Władcy Pierścieni. Mam wrażenie, że ten film właśnie w tym celu został stworzony - coby dostarczyć pewnej ilości scen batalistycznych. Bo o zachowaniu nastroju literackiego pierwowzoru - czy nawet o spójności fabuły - nikt chyba nie pomyślał. Wyszła z tego IMO wielka, wielka kicha. Czułem się, jakby ani scenarzysta, ani reżyser nie przeczytali opowiadania, tylko streszczenie.
All zmoro and potworo,
co się czynicie podporą what you do to support
gadziny przewrotnej witej, gadziny Przewrotnem total,
jadowitej, poisonous,
co trzecią część gwiazd zuchwale at a third of the stars zuchwale
ujęła niebios powale, has included the heavens powale,
Gordanie Gordana
Dla mnie Książe Kaspian był filmem wybitnie słabym.
Aż tak ostro nie potraktowałabym go w ocenie, ale muszę przyznać że Opowieści z Narnii nie czytałam, wiec nie mogę się odwołać do pierwowzoru. Dla osoby, która czytała i polubiła, pewnie cała sprawa wygląda inaczej.
hidden_g0at napisał/a:
kalka Władcy Pierścieni.
dla mnie Opowieści i Władca to zdecydowanie dwa różne filmy. Władca Pierścieni to bardziej bajka dla dorosłych, Opowieści są dla młodszego odbiorcy, przynajmniej w prostej linii
Znana opowieść eksponująca nienajlepszy los polonistów oraz hiperbolizująca wady Polaków/Polski jako ustroju. Wszystko to owinięte w zgrabną otoczkę humoru.
_________________ "Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dokoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znależć butów,
Nie mogę znależć siebie.
Boli mnie głowa. "
Jeden z niewielu filmów, które ostatnio zrobiły na mnie większe wrażenie. Nie nudziło mi się ani przez chwilę. Cenię ten film za to, bo coraz częściej nawet dobre filmy powodują u mnie znużenie. Iluzjonista był wyjątkowy szczególnie(bo miał wiele plusów) dlatego, że posiadał zaskakujące zakończenie, które znaczenie większej części filmu zmieniało o sto osiemdziesiąt stopni. Też dobry, tyle że Prestiż mroczniejszy.
Lulu na moście
Po obejrzeniu Fortepianu, pod którego wrażeniem pozostawałam przez długi czas, zaciekawiona zasiadłam do obejrzenia Lulu na moście (w obu tych filmach gra Harvey Keitel, w pierwszym jako aktor drugoplanowy, w Lulu gra postać głównego bohatera) i zawiodłam się już po kilku minutach. Jak dla mnie ten film był po prostu o niczym. Może nie zrozumiałam go.
Niczego nie żałuję
I tutaj należą się wielkie brawa dla Marion Cotillard(miała główną rolę, grała postać Edith Piaf). Jestem pod wielkim wrażeniem jej gry. Wspaniała kreacja. Sam film dobrze zrobiony, choć jakby trochę się dłużył.
Wiek: 21 Dołączył: 02 Mar 2009 Posty: 72 Skąd: Sanok
Wysłany: 2009-03-12, 13:04
Stary film "Oni". Z tego co widziałem dostał raczej kiepskie noty, ale mi się podoba.
"Krzesło diabła", niektórzy skarżą się że jest za mało straszny, bądź wcale nie jest. Dla mnie ten film zapadł w pamięć, gdyż strasznie spodobała mi się przedstawiona tam historia.
_________________ Zawsze bardziej bałem się światła, a niżeli ciemności. Jeżeli ty nikogo nie widzisz, istnieje szansa, że i on nie widzi ciebie.
"The Wrestler"(pl. Zapaśnik) Prosty, przejmujący film, o emerytowanym zawodniku Wrestlingu. Mocna końcówka, niezła muzyka, ładne zdjęcia, wspaniali Marisa Tomei i Mickey Rourke, co daje nam rewelacyjny obraz.
Polecam. Obecnie wyświetlany jest w kinach.
_________________ In my restless dreams, I see that town.
Silent Hill.
"Kochaj i tańcz" - bomba film, w końcu Polacy pokazali, że też mogą stworzyć coś dobrego =)
"Meet the spartans" - parodia filmu: "300" Oglądając spadłem z krzesła ze śmiechu "Zeitgeist" - film o prawdzie w dzisiejszych czasach. Polecam obejrzeć go do końca. Fim jest darmowy. Pozwolę sobie zamieścić link:
http://video.google.com/v...901554543719947
Pierwsze 2 min są tylko obrazki, potem się rozkręca.
Pozdrowionka
_________________ "...I cicho Cię proszę chroń przed ścieżką ciemną.
Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć..."
Widzieliście 'Avatar'? Moje zdanie - odrzyjcie go z tego cudownego 3D i zostanie wam film przeciętny. Owszem, bawiłem się na nim doskonale za pierwszym razem (chociaż już po trzydziestu minutach znałem rozwinięcie i zakończenie) i dobrze za drugim, to uważam (wprost przeciwnie do... zbyt wielu moim zdaniem ludzi), że 'Bękarty Wojny' Tarantino były zdecydowanie lepsze. Tam nie mogłem być pewny niczego. Niczego! Od początku do końca, jak to z resztą u Tarantino.
No dobra... nie przeciętny. Dobry, bo z efektami lepszymi niż Transformers. Czekam na ekranizację 'Nigdziebądź'. (Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czy jest planowana?)
[ Dodano: 2010-02-13, 17:51 ]
Księga Ocalenia
!!UWAGA SPOILER!!
Ok... 'The Book of Eli', now:
Chrzescijanska propaganda
robiona na zamowienie watykanu. Film nudny, banalny, nieciekawy. I do tego ta fabula... gosc idzie 30 lat przez pustynie zeby napisac biblie.
Film chyba sponsorowany przez Watykan.
erupcje przemocy zdarzają się rzadko i nie robią większego wrażenia
Cytaty prosto z internetu (w dodatku z jednej strony). A ja swoje zdanie także mam. Film widziałem jak wchodził do kin. Myślałem, że przestygło. Prawda jest taka, że jak ktoś ma uczulenie na religie (jakiekolwiek), to nie powinien tego filmu oglądać. Główny bohater mógł na plecach nieść Koran, Torę, albo Podręcznik Kuchcika. Chodziło o wiarę jako taką, a nie konkretnie chrześcijańską. Gość miał misję. O tym jest film.
Gdyby niósł Torę, Żydzi skakaliby z radości. A Polacy (nie czytałem innych opinii - oświećcie, proszę) narzekają, że do kitu.
!!KONIEC SPOILERU!!
Jak ktoś się nastawia, że idzie na sieczkę... to niech się nie nastawia, chociaż to nie prawda, że w trailerze pokazane jest już wszystko.
'Mad Max' był lepszy - mój brat. Panie przebacz mu, bo nie wiedział, co mówi...
Na koniec przypomniałem sobie, do czego mogę ten film porównać. 'Dobry, zły i brzydki', albo bardziej 'Pewnego razu na dzikim zachodzie'. Niby westerny, a jakoś strzelaniny nie są na pierwszym planie.
Wiek: 20 Dołączyła: 17 Mar 2010 Posty: 6 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-03-19, 00:53
Widziałam ostatnio w kinie w wersji 3d "Alicję" Burtona. Nie jest to szczyt burtonowej sztuki [Sweeney czy Edward był w mym mniemaniu większych masterpiecem ] ale warte obejrzenia dzieło.
White Queen przyprawiała o ciarki... ^ ^
Nie za dobrze niestety wyszło z fabułą - była za prosta. Przyjdzie Chwarny Dzień i niechaj Alicja Ukatrupi Smoka, jeee. Nic rozbudowanego, ambitnego.
Efekty 3d niestety jak zwykle - nie powalały. Kreacje bohaterów ciekawe. Zwłaszcza Kapelusznik, Marcowy Zając, Królowe. Jaberwock(?) wyglądał po prostu świetnie. Raczej polecam. : ] Muzyka miła dla ucha.. Uważam, że dobrze spędziłam te 2 h w kinie.
_________________ Be yourself, no matter what they say
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2010-03-21, 18:15
„Elizabethtown” jest określany jako komedia romantyczna, jednak wyłamuje się ze schematu „chłopak poznaje dziewczynę, chłopak głupio traci dziewczynę, chłopak przez pół godziny biega jak kot z pęcherzem w ostatniej chwili wpadając na ślub/lotnisko/dworzec”. Owszem, romans jest, ale cokolwiek nietypowy, a tłem całej historii jest… pogrzeb. Według mnie to zdecydowanie bardziej „komedia” niż „romantyczna”. Na uwagę zasługuje muzyka, szczególnie jeśli ktoś lubi country, jest też trochę bluesa. No i obsada: Susan Sarandon, Alec Baldwin, dla dziewczyn, którym miękną kolana na widok spiczastych uszu Orlando Bloom w roli głównej oraz Kirsten Dunst, która zjawiskowo piękna może nie jest, ale coś w sobie ma.
Innym filmem wyłaniającym się z konwencji jest „500 dni miłości”. Osobiście nie przepadam za komediami romantycznymi, ale te dwa filmy akurat mi się bardzo spodobały. Właśnie dlatego, że są inne niż papka, jaką karmi nas Hollywood od lat kilku.
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
Wyszło średnio. Ani to dla dzieciaków, ani dla dorosłych. Button stworzył dość ciekawy świat, ale nie zbyt ciekawą historię. Owszem, miał ograniczenia. Niemniej, mógł chyba zrobić nieco więcej. Tak czy siak, warto obejrzeć. To najlepsza z "Alicji..." jaką do tej pory widziałem.
O właśnie miałem zapytać! Niby serial to nie jest film jako taki, ale w końcu ruchomy obraz, prawda? Oglądacie czasami jakieś? Zagranicznych rozumiem, to pewnie będzie zatrzęsienie. Od House'a, przez Callifornication i Dextera, na Stargate kończąc, ale ja nie o nich.
Ostatnio brat polecił mi Usta Usta. Myślę sobie: 'A co tam!' I obejrzałem. Cholera, dobre. Ze zwiastunów wynikało, że będzie to komedia absurdów (coś jak scrubs), a w rzeczywistości absurdalne są tam niektóre gagi (róża w dupie na przykład - żebym nie zaspoilerował zbyt dużo). To pierwszy polski serial, któremu poprawiam oglądalność i za Chiny Ludowe nie mogę sobie przypomnieć, czy był jakiś podobny.
I taka dygresja na koniec. Zauważyłem, że w polskich serialach jest generalna zasada: sex - NO! gore - YES! Dlatego naciukali pitbulów, oficerów, kryminalnych (kręcili u mnie jeden odcinek - ale jazda!). Tutaj jest na odwrót. Może to dlatego takie lekkie i przyjemne? Rozumie ktoś mechanizm?
Wiek: 31 Dołączył: 03 Wrz 2007 Posty: 254 Skąd: Z miasta
Wysłany: 2010-03-30, 22:06
To nie tylko w serialach i nie tylko polskich, ale także filmach pełnometrażowych i grach. Panuje jakieś takie ogólnoświatowe przeświadczenie, według którego jeden goły sutek może bardziej zaszkodzić młodemu umysłowi niż hektolitry krwi. Przykład: gram sobie ostatnio w Dragon Age, gdzie bohaterowie po każdej walce pokryci są od stóp do głów juchą, ale sceny erotyczne rozgrywają się w bieliźnie... Byłoby to śmieszne, gdyby nie to, że jest smutne.
Bo ten przytoczony wcześniej sutek powoduje automatyczne nadanie danej produkcji kategorii wiekowej 18+, podczas gdy spływająca z ekranu w ilościach hurtowych krew na nikim nie robi wrażenia.
_________________ "Mówiło się, że milion małp stukających w milion klawiatur stworzy ostatecznie dzieła wszystkie Szekspira. Teraz dzięki Internetowi wiemy, że to nieprawda" - Robert Wilensky
Co do gier, to nie byłbym taki przekonany. W USA, znaczek AO nie należy się grze od razu za gołego, za przeproszeniem, cycka. Ale za brutalne sceny przemocy już jak najbardziej. PEGI i ESRB różnią się klasyfikacją. (Ekspertem nie jestem - przestałem kupować magazyny dla graczy jakieś cztery lata temu. CDA strasznie schudło od tamtego czasu, co widzę czytając je u brata.)
Widziałam "Iron Man 2".
Kino rozrywkowe, oglądało się bez bólu, nawet całkiem przyjemnie, ale mimo wszystko poziom spadł w stosunku do części pierwszej. Było odrobinę bardziej chaotycznie, na siłę poupychane różne rzeczy, nieco więcej komiksowości, a mniej one-linerów do zapamiętania. Film albo gnał na łeb, na szyję, albo się dłużył.
Nie powiem, że bawiłam się źle. Ale po wyjściu z kina miałam nadzieję, że trzeciej części nie będzie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum