Wysłany: 2010-07-14, 18:53 Opinie na temat prac Jezabeel
Tryptyk - Wszystko się zmienia
Ciekawe opko. Przyjemnie czyta się coś napisane z nietypowej perspektywy. Czytając jednak coraz bardziej żałowałem, że nie do końca wykorzystany został potencjał pomysłu i formy (to oczywiście subiektywne odczucie i w sumie to nawet nie krytyka, tylko - jak już się rzekło -żal). Jakby było fajnie gdyby wszystko było dopowiadane trochę wolniej, trochę mniej dosłownie; gdyby pewne fakty objawiały się czytelnikowi pod pretekście innych wydarzeń tudzież relacji między bohaterami (hmm np. gdyby smok z początku był malowany jako niedoszła ofiara tragedii dopiero później ukazując prawdę). Z drugiej strony możliwe, że po takich zmianach opko musiałoby być o czymś innym niż jest. Tak więc już więcej nie truję
Przez krótką chwilę po prostu podziwiałem jej szczupłą sylwetkę, ledwo skrywaną przez jej muślinową sukienkę koloru krwi.
Drugie "jej" zbędne.
Cytat:
Podszedłem do niej i zatrzymałem się na moment, (...) Powoli zbliżyłem się do dziewczyny
Trochę to nielogiczne. Wiem w czym rzecz, bo niby się zatrzymał, ale i tak źle skonstruowana informacja.
Cytat:
grożącego wspaniałemu stworzeniu, w które gapiłem się tak bezmyślnie.
...na które gapiłem się tak bezmyślnie.
albo
...w które wgapiałem się tak bezmyślnie
Cytat:
W snach często widzę dzień, gdy zakończyłem jego mizerną egzystencję. Biedny pijaczyna, jak wszyscy jego koledzy po fachu. A jednak jego zaklęcie podporządkowywało mnie jego woli. Nigdy nie byłem zbytnio obeznany z wiedzą tajemną, ale dobrze rozumiałem, że uwolnić się mogłem tylko wraz z jego śmiercią. Był dość stary i przez dłuższy czas po prostu czekałem z nadzieją na jego odejście.
Sam już nie wiem, czy to już zaimkoza, czy tylko zwykła powtórkomania
Cytat:
Zaryczałem w swej bezsilności
Cytat:
Zdziwiony spróbowałem tego ponownie
Cytat:
że posiadłem umiejętność swego gatunku.
Cytat:
nareszcie czyniąc mnie godnym mego gatunku
Chyba jednak to pierwsze.
Cytat:
Obudziłem się dzisiaj późno, po polowaniu wczorajszej nocy. Pożarłem wiele tłustych krów i może jednego czy dwóch ludzi usiłujących bronić swego stada. A może po prostu nie uciekali dość szybko... Nie miało to wielkiego znaczenia. Po tej miłej kolacji uderzyłem na podróżującą ze wschodu karawanę. Wiedziałem, że mej ukochanej spodobają się delikatne jedwabie i lśniące szmaragdy, które przewoziła. Moje kochanie tak bardzo lubiło takie zabawki.
Nie myliłem się. Gdy moja dziewczynka się obudziła, najpierw podeszła i pocałowała mnie w nos, by pokazać mi, jak bardzo mnie kocha. Potem przejrzała mój łup i zaklaskała rozpakowując kilka poplamionych krwią bagaży. Od razu zaczęła nakładać na swe gibkie ciało bogato haftowane suknie, naszyjniki ciężkie od szmaragdów i szafirów, kolczyki lśniące diamentami, pierścienie płonące od rubinów.
TO jest problem. Trzeba z NIM walczyć.
Podsumowując, potworna wręcz zaimkoza. I w zasadzie to jedyna techniczna ułomność TEGO tekstu. Ale za to jaka. Gdybyś postarała się wyrzucić te najmniej pożądane, doinformowujące bezczelnie to, co jest przecież wiadome dzięki opisowi - mowa o zaimkach dzierżawczych (np. mój, moja, ma, twój, twoja, nasz, wasz, ich, jego, jej). Ileż by na tym opowiadanie zyskało.
Fabularnie jest bardzo dobrze. Trochę mało rozbudowane, ale jako szort nie pozostawia żadnych wątpliwości.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum